Jeden dzień z życia łódzkiego ZOO

Emilia Białecka *Emkanabe*
Emilia Białecka *Emkanabe*
Oswajają zwierzęta, karmią i sprzątają po nich - na pracownikach łódzkiego ZOO spoczywa wielka odpowiedzialność - zadowolenie zwierząt i ...gości.

6:45 dzwoni budzik. - Nie wierzę, że wstaję o tej godzinie - mówi Marysia. Dzień w łódzkim ZOO rozpoczyna się o godzinie 7:30. Do otwarcia i pierwszych gości jest 1,5 godziny. To właśnie teraz pracownicy poszczególnych działów wychodzą na obchód. - Trzeba sprawdzić czy przez noc zwierzętom nic się nie stało - mówi Piotr Tomesik z działu dydaktycznego. Bywa, że któreś coś sobie zrobi lub po prostu rano okazuje się, że jest chore. - Pierwszego kwietnia na przykład czekała nas rano niespodzianka w postaci dwóch kózek, które przyszły na świat w nocy - opowiada Elżbieta Nowak, pracownik działu dydaktycznego. - Poza tym kozy lubią skakać. Wieczorem zostawiamy je po jednej stronie płotu, a rano zastajemy po przeciwnej. Trzeba sprawdzić, czy żadna z nich nie kuleje. Nie raz zdarzyło się również, że kuny wykradły ptakom jaja. Dlatego tak ważny jest - jak mówi Piotr - przepływ informacji. Po obchodzie pielęgniarze roznoszą zwierzętom jedzenie. Wtedy jest dobry czas, by przyjrzeć się tym, które nie chciały wcześniej wyjść lub zaszło co do nich podejrzenie, że mogą źle się czuć. - Pielęgniarze znają zachowania zwierząt, karmią je i obserwują. Robiąc to codziennie można poznać czy są smutne lub czy zachowują się inaczej niż zwykle - zapewnia Piotr.

Wolontariat w ZOO zamiast pracy w salonie tatuażu

Marysia przyszła do ZOO na wakacje. Jest wolontariuszką. Miała pracować w tym czasie w salonie tatuażu, ale - jak mówi - tata nie był z tego pomysłu zadowolony. I tak trafiła do Łódzkiego Ogrodu Zoologicznego. - Myślałam, że zostanę tu z trzy dni - wspomina. - Jednak wytrzymałam znacznie dłużej, a praca w tym miejscu i ze zwierzętami daje mi ogromną frajdę - zapewnia. Rozmawiam z Marysią podczas, gdy ona sprząta boksy. - Dzięki temu, że się tu znalazłam, znów myślę o studiach weterynaryjnych. Nie wyobrażam sobie pracy w biurze przy jakichś papierach i biurku - wyjaśnia. Jako zaletę pracy w ZOO wskazuje m.in. brak nudy. - Kiedy kończę sprzątanie w Mini ZOO mogę przejść się do innych działów - cieszy się. Marysia najbardziej lubi wiwarium, gdzie ma okazję obcować z wężami. - Uwielbiam węże. Ludzie mają co do nich mylne wyobrażenia. Myślą, że są śliskie i zimne, a tymczasem są ciepłe i miłe w dotyku. To niezwykłe uczucie, kiedy pod palcami czujesz jak napinają mu się mięśnie - przekonuje.

Tajemna wiedza na temat ogrodu zoologicznego

Tak naprawdę - mówi Marysia - ludzie niewiele wiedzą o naszym ZOO. Dzięki tej pracy, wolontariuszka dowiedziała się na przykład, że Misiek, choć jest świnią, jest mądry jak pies i lubi głaskanie po brzuchu. - Wiem już również, że tygrys nie wychodzi na wybieg, bo jest mu po prostu za gorąco, że żbiki pomimo, iż wyglądają zupełnie jak koty są bardzo drapieżnymi zwierzętami, a puszczyk dziwnie porusza głową, bo jest chory... - wylicza. Choć nie zna jeszcze imion wszystkich zwierząt, to w ciągu trzech dni przestała gubić się w alejkach ogrodu i poznała nawyki swoich podopiecznych.

Wyśmienitą specjalistką od zwierząt Łódzkiego Ogrodu Zoologicznego jest pani Ula, która pracuje w ZOO od 20 lat. Pracowała na większości działów, bo jak mówi: "jak jest praca, to trzeba ją wykonać". Poza tym, dzięki doświadczeniu, z powodzeniem może poruszać się po innych działach i zastępować nieobecnych kolegów lub koleżanki. - Pracowałam również w kuchni, a nawet zdarzyło się, że na kasie - śmieje się. Zwierzęta ją lubią. - Niedźwiedź na przykład cieszy się na jej widok, bo pani Ula w upały robi mu basen. I niedźwiedź wie, że coś się będzie działo - opowiada pani Elżbieta Nowak. Pani Ula ceniona jest m.in. za oswajanie zwierząt. - Ostatnio udało jej się poskromić Arka, papugę arę, która od niedawna przebywa w Mini ZOO - mówi pracowniczka działu dydaktycznego. Nie jest to łatwa sztuka. Aby nowo przybyłe zwierzęta "wyszły na ludzi" trzeba poświęcać im dużo czasu. - Przede wszystkim nie można się ich bać, lecz jednak zawsze trzeba zachować czujność. Dzikie zwierzę się nie oswaja, tylko przyzwyczaja do pewnych codziennych rytuałów, kiedy to obcuje z ludźmi - mówi pani Ula i wskazuje na nadgarstek, na którym widnieje szrama. - Pantera zahaczyła mnie pazurem, kiedy dawałam jej wodę - wspomina. - Trzeba być czujnym, bo czasem zwierzę też może mieć zły humor. Jak się człowiek raz pomyli, to może być to jego ostatnia pomyłka w życiu. Ale to jest wpisane w ten zawód - mówi pani Ula. Aktualnie zaprzyjaźnia się z Arkiem, który mimo niewielkich gabarytów, również może podrapać, a nawet dotkliwie podziobać. - Żaden z pracowników, oprócz pani Uli, nie czuje się przy nim swobodnie. Nikomu z nas nie pozwala na tyle, co już po kilku dniach właśnie jej - mówi pani Elżbieta. Pani Ula uczy Arka mówić, a także bawi się z nim i poświęca dużo czasu. Jak tłumaczy, nie ma reguły na to, ile czasu wystarczy na oswojenie. - Wszystko zależy od konkretnego osobnika - to tak jak z ludźmi - kwituje.

Wrzosia nie poradziła sobie z foliówką, Nana zachorowała na cukrzycę, kogut dostał kamieniem

Zdarzają się i przykre strony tej pracy i nie chodzi tu o sprzątanie po słoniu czy kapibarze. - Najtrudniejsze są chwile, kiedy jakieś zwierzę choruje lub co gorsza zdycha - mówi pani Ula. - Wtedy, bez względu na staż, wszyscy płaczemy - zapewnia. Bywa jednak, że do zgonuzwierzaka przyczyniają się sami goście ogrodu zoologicznego. Monitorowanie relacji między zwierzętami a ludźmi, to jedno z zadań pracowników. - Niestety, zdarza się, że ludzie łamią zakazy, głównie szkodząc tym zwierzętom - mówi Piotrek, a pani Elżbieta przytacza zaraz przykład owcy Wrzosi, której ktoś dał najprawdopodobniej kanapkę wraz z foliówką, w którą była zapakowana. - Niestety, mimo, iż w Mini ZOO, gdzie goście mają bezpośredni kontakt ze zwierzętami, jest dostępna specjalna karma, by mogli się do nich zbliżyć, tym razem ktoś przemycił swoje jedzenie. Owca nie poradziła sobie ze strawieniem foliówki i w efekcie zdechła - wspomina pani Elżbieta. Kolejnym smutnym przypadkiem bezmyślności ludzi, była małpa Nana, która dokarmiana przez zwiedzających zachorowała na cukrzycę. - Ostatni okres życia spędziła w ambulatorium - opowiada ze smutkiem pani Ela. Z rąk zwiedzających zginął także jeden z kogutów, który nie przeżył uderzenia kamieniem - wszystkich tych przypadków można było uniknąć, lecz trudno jest upilnować każdego gościa ogrodu.

Marysia, tak jak większość zwiedzających, zanim "zaciągnęła się" do wolontariatu nie zastanawiała się jak to możliwe, że tyle zwierząt (aż ponad 2700 osobników!) spaceruje po czystych wybiegach, zawsze ma świeżą wodę i jedzenie, a także zapewnioną odpowiednią temperaturę i warunki. - Dopiero przychodząc tu pomagać doceniłam starania pracowników ogrodu. Szanuję ich pracę i wiem, że samo się nie robi - przyznaje Marysia. I ja przyznaję, że dopiero poranny obchód uświadomił mi, że ZOO, to pani Ula, Piotrek, pani Elżbieta, Marysia i około 120 innych - na co dzień bezimiennych - postaci, które niczym suflerzy ratują całe przedstawienie...

Czytaj także:
- Uzależnieni of Facebooka**

-

Pourlopowa depresja. Jak ją zwalczyć?

-

10. edycja Foto Deja - Bałuty kontrastów

**


Domowe syropy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie