Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Niezwykłe zdjęcia Łodzi. Na Grembachu czas się zatrzymał w XIX wieku

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Jeszcze dziś Grembach ma swój niepowtarzalny klimat
Jeszcze dziś Grembach ma swój niepowtarzalny klimat Grzegorz Gałasiński
Grembach to jedno z łódzkich osiedli, które mogą służyć za plan zdjęciowy do historycznych filmów. Drewniane domy z XIX wieku na obszarze między ulicami: Edwarda, Mazowiecką, Niciarnianą, Nowogrodzką i Czechosłowacką zachowały dawny wygląd. Grembach zawdzięcza nazwę Niemcom, którzy zjeżdżali do Łodzi w poszukiwaniu lepszego życia. Grunbach po niemiecku oznacza zielone miejsce.

Mimo upływu dziesięcioleci to osiedle na Widzewie niewiele się zmieniło. Na ul. Antoniewskiej, Wilanowskiej i równoległych, dochodzących do Nowogrodzkiej nadal ma się wrażenie, że czas się tu zatrzymał. Uliczki zachowały XIX-wieczny charakter. Stoją tu drewniane domy, altanki, jeździ się po kocich łbach, a jeszcze niedawno ulicami spływały nieczystości.

Zobacz ZDJĘCIA

Brak kanalizacji, wodociągów sprawiał, że mieszkało się tu trudno – wspominał nieżyjący już łódzki przewodnik Bogumił Zawadzki, który wychował na Grembachu. - Po wodę chodziłem 400 metrów. Najbardziej to dokuczało to, gdy trzeba było zrobić pranie albo podlać ogródek. Gdy założyli uliczne hydranty, to odległość jaką musiałem przemierzać po wodę skróciła się o połowę.

Na Niciarnianej, za przejazdem kolejowym, który został rozebrany, ciągle stoją charakterystyczne, piętrowe domy nazywane są „Pawiakiem”. Mieszkali w nich majstrowie sąsiedniej widzewskiej fabryki nici. Teren był pilnowany, nikt obcy nie mógł tam wejść. Jak na tamte czasy były bardzo dobrze urządzone. Była tam pralnia, magiel, suszarnia. Mieszkańcy „Pawiaka” mieli blisko do fabryki, tramwaju, pociągu. Nieopodal, przy ul. Czechosłowackiej i Mazowieckiej znajduje inne osiedle, gdzie kiedyś mieszkali robotnicy fabryki nici. Od strony północnej, przy ul. Czechosłowackiej stał budynek w którym zamieszkali zatrudnieni w fabryce inżynierowie.

– W przeciwieństwie do „Pawiaka”, „baraki” były jednopiętrowe – wyjaśniał nam Bogumił Zawadzki. – Było to sześć domów w którym znajdowało się 96 mieszkań. To osiedle też było ogrodzone, miało pralnie, magiel, a co najważniejsze, bieżącą wodę. Teraz ustawiono tam parkan oddzielający te domki od ul. Czechosłowackiej.

Te domy stoją dalej i są zamieszkane, choć okolica nie wygląda zachęcająco. Obcy nie są tam zbyt przyjaźnie witani…

Na Grembachu wychowali się znani piosenkarze bracia Andrzej i Jerzy Rybińscy.

Zimą wylewało się ślizgawki, na których jeździliśmy na łyżwach – wspominał Andrzej Rybiński . - Latem chodziliśmy się bawić pola żołnierskie, jak je nazywaliśmy. Kiedyś musiały walczyć tam jakieś wojska. Zostały po nich okopy. Można było się w nich bawić w wojsko, strzelać do siebie. Oczywiście, na niby. Tu zaczęła się moja przygoda z muzyką. Dokładnie w big-bandzie średniej szkoły muzycznej Kanon Rytm pod kierunkiem Janusza Sławińskiego. Moje dzieciństwo przypadało na bardzo ubogie czasy. To lata 50. Na szczęście była wtedy muzyka. Bawiliśmy się w nią od najmłodszych lat. Mój starszy brat Jurek wcześniej, ja trochę później dołączyłem do niego. Tworzyliśmy różne składy osobowe. Perkusję zastępowały nam garnki, pokrywki. Ja grałem najpierw na akordeonie. Potem zmieniłem akordeon na gitarę. Dzięki tej muzyce uciekaliśmy w inny świat. Na co dzień było trochę biednie.

Wiele lat na Grembachu, mieszkał Jacek. Przeprowadził się tu z rodzicami i dwoma braćmi z Podlasia. Kupili dom na ul. Edwarda. Szybko przyzwyczaił się do łódzkiego życia. Był nastolatkiem. Po latach musi przyznać, że Grembach nie był ciekawym miejscem.

- W co drugim miejscu była melina – opowiada. - Niestety, moi dwaj bracia wpadli w nieciekawe towarzystwo. Dla obu skończyło się to tragiczne...

Starszy Wiesiek wsiadł po pijanemu na motocykl. Zderzył się z autem. Zginął na miejscu. Młodszy brat Darek popadł w alkoholizm. Któregoś dnia zasnął z papierosem…

Rodzice tego wszystkiego nie wytrzymali – mówi Jacek. - Nie żyją. Dom stoi pusty. Młodszy brat go zadłużył. Teraz rodzina musi odrzucać spadek..

"Niciarka" została

Na ul. Niciarnianej za torami, w kierunku ul. Czechosłowackiej( przed wojną ul. Pograniczna), a więc w zasadzie na Grembachu, powstała fabryka nici, zwana „Niciarką”. Założyli ją Juliusz Kunitzer i pochodzący z Petersburga kupiec Lejzor Lourie, który wcześniej prowadził fabryczkę tasiemek i nici przy ul. Kopernika. Na początku XX w. przejęli ją Anglicy. Zupełnie inaczej traktowali zakład niż Polacy, Niemcy i Żydzi. Wybudowali łaźnię, w której robotnicy obowiązkowo musieli się kąpać. Koło fabryki powstało pole do krykieta i dom kultury. Dziś ma w nim siedzibę Dom Kultury „Ariadna”. Angielscy właściciele fabryki utworzyli Widzewskie Towarzystwo Sportowe „Podgórze”. Wybudowali boisko i korty tenisowe, które są tam do dziś. Fabryka „Ariadna” jest jednym z niewielu zakładów włókienniczych, który istnieje do dziś. Dalej produkuje się w niej nici...

od 7 lat
Wideo

iPolitycznie - Radosław Fogiel

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na lodz.naszemiasto.pl Nasze Miasto