Finisz kampanii wyborczej w Łodzi

(ij)
Działacze PO namawiali łodzian, by "nie dali zrobić się w konia".
Działacze PO namawiali łodzian, by "nie dali zrobić się w konia". fot. Maciej Stanik
Piątek to ostatni dzień przed ciszą wyborczą. W końcówce kampanii wyborczej partie polityczne prześcigają się w pomysłach na przyciągnięcie uwagi łodzian i mediów. W czwartek przed południem działacze Platformy Obywatelskiej i kandydat tej partii na posła Tomasz Kacprzak spacerowali po ulicy Piotrkowskiej w towarzystwie... konia czy też kuca.

Po co? Żeby łodzianie 9 października "nie dali zrobić się w konia", i poszli na wybory i zagłosowali na PO.

W południe w pasażu Schillera dwa happeningi zorganizowało Prawo i Sprawiedliwość. W jednym z nich wystąpił Filip Piestrzeniewicz, młody łódzki iluzjonista, który sztuczkami miał zachęcić do głosowania na swoją koleżankę, Sylwię Ługowską z PiS.

- Politycy Platformy Obywatelskiej 4 lata temu obiecywali nam cuda, a ja chcę was przekonać, że cuda są niemożliwe. Nie dajcie się nabrać politykom - mówił Piestrzeniewicz, przekładając rękę przez taflę szkła.

W pasażu Schillera PiS rozdawało także jabłka z podłódzkich sadów. Działacze partii chcieli w ten sposób pokazać, że polska gospodarka skarbami natury stoi, a rząd nie dba o interesy producentów, pozwalając, by przetwórnie były w rękach obcego kapitału.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Dodaj ogłoszenie