Łódź bardziej rekreacyjna
Monika Pawlak
2009-08-09 03:00:00
Życie w tak dużym mieście jak Łódź wcale nie oznacza, że aby wypocząć trzeba koniecznie wyjechać. Miejsc do rekreacji i wypoczynku nie mamy co prawda zbyt wiele, ale wkrótce czekają łodzian duże zmiany.
Co mamy?
Latem w Łodzi można pójść na basen, pojechać do Arturówka, na Stawy Jana, do Łagiewnik albo pójść do parku. Oferta niewielka? Tak i nie. Weźmy choćby miejskie baseny. Wszystkie bije na głowę Fala, bo jest nowa, z mnóstwem atrakcji i tradycjami. Łodzianie czekali na reaktywację najpopularniejszego miejsca wypoczynku bardzo długo i nie zawiedli się. Kłopot w tym, że jedna Fala nie wystarczy dla całej Łodzi, a alternatywą jest Wodny Raj i miejski obiekt w parku Promienistych. Trochę mało. Anilana czeka na remont, obiekt Budowlanych także, miłośnicy kąpieli mają zatem kłopot.
Miejskie kąpieliska także częściowo tylko spełniają oczekiwania. Owszem, są plaże, obok nich wypożyczalnie łódek i kajaków, boiska do letnich sportów, ale ta oferta nadal jest niewystarczająca. Co można jeszcze latem robić? Pojechać na spacer do Łagiewnik, las kusi ciszą, świeżym powietrzem i spokojem. Bliżej jest do parku, te powoli, ale jednak pięknieją. Skoro jest tak dobrze, to czego brakuje? Zadbania o to w mieście co już jest i powiększenia oferty o coś wyjątkowego.
Tereny w Arturówku, Stawach Jana czy Stefańskiego, na Młynku od dawna są traktowane po macoszemu. Infrastruktura pozostawia tam wiele do życzenia, akweny są brudne, takie same plaże. Owszem, od roku czy dwóch poszczególne tereny są modernizowane, unowocześniane, ale idzie to tak powoli, że prawie się tego nie zauważa. Identycznie jest z pływalniami.
Dlaczego obiektów takich jak Wodny Raj nie ma na każdym osiedlu? Albo w każdej dzielnicy? To proste: w budżecie miasta wciąż za mało pieniędzy, by na wszystko wystarczyło. Bo są pilniejsze potrzeby. Oczywiście, to prawda, ale nie zmienia faktu, że pod względem szeroko pojętej oferty rekreacyjnej dla mieszkańców i turystów Łódź jest uboga. Bo zimą wcale nie jest lepiej. Przeciwnie. Spragniony czynnego wypoczynku łodzianin ma do dyspozycji ślizgawki - w halach i pod gołym niebem. Pomysł, szczególnie z lodowiskami pod chmurką, był strzałem w dziesiątkę, bo są oblegane. Ale co może robić ktoś, kto na łyżwach nie jeździ? Narciarze jadą na zgierską Malinkę, biegowi - do Łagiewnik i Arturówka i to właściwie wszystko. Hhal sportowych do dyspozycji łodzian praktycznie nie ma, krytych pływalni również brakuje. Wieje nudą? Na razie jeszcze tak, ale...
Cień wielkiej góry
Okazuje się, że i władze dostrzegły może nie "rekreacyjny problem" Łodzi, a kłopot. I próbują znaleźć sensowne wyjście z sytuacji.
Zacznijmy od góry, która ma być usypana na terenie Henrykowa z ziemi jaka pozostanie z przebudowy dworca PKP Łódź Fabryczna. Góra ma być usypana z 4,5 mln metrów sześciennych ziemi, co wystarczy by osiągnęła wysokość 100 metrów. Ale usypanie największego nawet stoku i atrakcyjne zagospodarowanie go - to dwie różne kwestie. Prezydent Jerzy Kropiwnicki snuł już wizje saneczkowych zjazdów albo narciarskich po sztucznie naśnieżanym, a nawet wyłożonym igielitem "łódzkim Kasprowego". Ta perspektywa budzi co prawda lekko ironiczne uśmieszki, ale dlaczego nie? Żadne inne miasto w kraju, położone na równinie, nie ma własnej góry. Inny pomysł to urządzenie na szczycie punktu widokowego. Też niezły, ale mniej atrakcyjny. Ostatecznej decyzji co z górą zrobić nie ma, miasto chce, by w tej sprawie wypowiedzieli się łodzianie. Pomysłów pewnie będzie mnóstwo, ale ważne by wybrano taki, który rzeczywiście się spodoba.
Czysta woda
Kolejny, całkiem realny projekt władz Łodzi, dotyczy Arturówka. Kosztem 1,5 mln euro akweny i ich okolice mają być wreszcie zmodernizowane i czyste. Pieniądze na ten cel da Unia Europejska i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Nareszcie - aż chce się powiedzieć. Arturówek jest urokliwym miejscem, ale kąpiel w stawie grozi co najmniej infekcją skóry. Urzędnicy od lat powtarzają, że stanu czystości wody poprawić się nie da, bo to akwen otwarty, do którego każdy ma dostęp, potrzebna jest porządna modernizacja.
Dlaczego dopiero teraz pomyślano o projekcie kompleksowej modernizacji stawu? Nie wiadomo, ale ważne, że wreszcie pomyślano i choć to potrwa Arturówek wreszcie zostanie ucywilizowany. Z pewnością podobne zabiegi da się przeprowadzić także na Stawach Jana, Stefańskiego i Młynku. Wymaga to ze strony urzędników pracy, bo trzeba postarać się o fundusze zewnętrzne, ale w perspektywie bardzo się miastu opłaca. Zamiast na weekend do Spały, łodzianie zaczną jeździć do Arturówka, gdzie jest też baza noclegowa.
A skoro o wodzie mowa. W magistrackich biurkach utkwił projekt urządzania w Łodzi przenośnych pływalni, wzorowanych na ślizgawkach: miałyby stanąć w kilku miejscach, na osiedlach. Nie wiadomo dlaczego nie został zrealizowany, pewnie znów na przeszkodzie stanęły finanse. Może za rok się znajdą i powinny, bo jak uczy choćby przykład ślizgawek pod gołym niebem - koszt szybko się zwraca. Po prostu łodzianie chętnie z nich korzystają i płacą za bilety.
W Łodzi mówi się od dłuższego czasu o przyzwoitym centrum rozrywki, wypoczynku i rekreacji. Miałoby powstać na Brusie, który już oficjalnie jest własnością miasta. Pomysłów na zagospodarowanie ogromnego terenu jest bez liku: od toru Formuły 1, przez pole golfowe i safari, na centrum wypoczynku skończywszy. Co ostatecznie tam powstanie? Nie wiadomo, decyzji nie ma, bo sami urzędnicy nie wiedzą czego by chcieli.
Mieszkańcom Łodzi na pewno przydałby się park rozrywki. To pojemne sformułowanie, bo mieści: boiska do gier zespołowych, lunapark, skatepark, trasy rowerowe, spacerowe, halę sportową i mnóstwo innych atrakcji. Safari będące częścią zoo także byłoby świetną atrakcją, biorąc pod uwagę, że w Polsce nie ma takiego miejsca.
Łódź ma ogromną szansę przeobrazić się w miasto, gdzie można pracować i dobrze wypoczywać właściwie nie ruszając się z domu. Oby urzędnicy jej nie zmarnowali.