Prof

Prof. Piotr Kuna: Lek mamy, ale nie możemy go stosować (© fot. Krzysztof Szymczak)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Ponad 50 pacjentów w woj. łódzkim, chorych na polineuropatię, boi się o swoje zdrowie.

Brak leków oznacza dla nich nawet zagrożenie życia! Wśród nich jest 50-letni łodzianin, który od 3 czerwca czeka na trzecią, ostatnią dawkę immunoglobulin dożylnych.

Codziennie słyszy tę samą odpowiedź: NFZ nie płaci za lek, nie możemy nic zrobić - mówią mu lekarze ze szpitala im. Barlickiego w Łodzi.

Tragedia łodzianina zaczęła się pół roku temu. Przez chorobę nie może władać ani rękami, ani nogami. I będzie tylko gorzej. Narodowy Fundusz Zdrowia odmówił mu refundacji leku. Pismo z odmową dotarło do dyrekcji "Barlickiego" 1 lipca. - Lek jest dostępny na rynku, ale nie możemy go podawać pacjentom - mówi prof. Piotr Kuna, dyrektor szpitala.

"Barlicki" jest jedynym szpitalem w województwie, gdzie prowadzono taką kurację. Leczy się tu chorych, cierpiących na uszkodzenia układu nerwowego. Choroba może prowadzić do całkowitego niedowładu, zaburzeń w oddychaniu, w konsekwencji nawet do śmierci.

- Immunoglobuliny dożylne w leczeniu polineuropatii stosowane są na całym świecie. Zaleca je Europejska Federacja Neurologów i Amerykańska Akademia Neurologii. Terapia jest bardzo skuteczna. Pacjenci wracają do zdrowia, a przynajmniej możemy spowolnić postęp choroby - tłumaczy prof. Krzysztof Selmaj, ordynator oddziału neurologii w szpitalu im. Barlickiego i prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Fundusz odmówił refundacji, bo w polskiej rejestracji leku nie ma wskazań, dotyczących leczenia polineuropatii. - Choroba jest rzadka, dlatego trudno przeprowadzić badania kliniczne na dużej grupie, żeby taką rejestrację leku przeprowadzić - mówi prof. Selmaj. - W medycynie stosuje się wiele leków, które nie mają rejestracji, a NFZ je refunduje. Przykładem krioterapia, a nawet zwykła aspiryna.

Od 1 lipca NFZ zmienił jednak zasady i skończył z refundacją immunoglobulin w leczeniu polineuropatii, a to odbija się na pacjentach. Jednorazowa dawka leku kosztuje kilka, a nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

- Lek nigdy nie był refundowany bezpośrednio. Szpital w rocznym kontrakcie miał pieniądze, przeznaczone na hospitalizację i w taki sposób było to rozliczane. O zakończeniu refundacji zadecydowała centrala NFZ, zakaz nie dotyczy tylko Łodzi - mówi Beata Aszkielaniec, rzecznik prasowy łódzkiego oddziału NFZ.

Zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia, czy pomoże rozwiązać problem chorych. Odpowiedzi jeszcze nie otrzymaliśmy. Do sprawy powrócimy.

Czytaj także

    Komentarze (3)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Barbara (gość)

    Na polineuropatie choruja tez "zwykli" ludzie nie tylko alkoholicy.I co nie maja prawa sie leczyc?Bo co?Bo jakis urzedas tak zdecydowal?Pogonic to robactwo.Niech pani Halinka,czy pan Heniu nie decyduja o zdrowiu i zyciu Polakow.

    Em (gość) (Ed)

    immunoglobuliny?Nie jestem ani z łodzi,ani z łódzkiego i nikt nie zaproponował mi tak drogiej kuracji.Powiem więcej-żadnej kuracji.A mam polineuropatie potoksyczną,bo...wpakowano we mnie za dużo dopaminy .Pomyłek konowalskich nikt nie wspomaga.

    Ed (gość)

    A co zrobią żule? Polineuropatia poalkoholowa to nr 1 w łódzkim. Biedne skurw...syny, które nie przepracowały ani godziny. Kto ich teraz będzie wspomagał?