Piłkarze Arki Gdynia słusznie zbierali pochwały za piątkowy mecz z Wisłą Kraków. Nowy trener Dariusz Pasieka zdołał przekonać piłkarzy, że nawet w spotkaniu z mistrzem Polski można podjąć wyrównaną walkę, można ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Piłkarze Arki Gdynia słusznie zbierali pochwały za piątkowy mecz z Wisłą Kraków. Nowy trener Dariusz Pasieka zdołał przekonać piłkarzy, że nawet w spotkaniu z mistrzem Polski można podjąć wyrównaną walkę, można atakować, a nie się chować za podwójną gardą. To są plusy piątkowej potyczki, ale chociaż żółto-niebiescy grali jak nigdy w tym sezonie, to przegrali jak zawsze. Ta porażka 0:1 jest tym bardziej bolesna, że poniesiona po samobójczym golu Adriana Mrowca.
Trener Pasieka składu, poza jednym przypadkiem - Marcina Budzińskiego zastąpił w wyjściowej "11" Przemysław Trytko - nie zmienił. Nakazał jednak, stawiając na dwóch napastników, grę odważną i szczególnie w pierwszej połowie było to bardzo widoczne. W tej części gry Arka miała inicjatywę, a po serii rzutów rożnych dwa razy bardzo groźnie strzelał Łukasz Kowalski, lecz w obu przypadkach jeszcze lepiej interweniował Mariusz Pawełek. Wisła dwa razy groźnie skontrowała, ale widać było, że jest zaskoczona przebiegiem spotkania - agresywnością piłkarzy Arki, którzy bez kompleksów i bojaźni przystąpili do tego meczu. Niestety, dla miejscowych samobójczy gol dał krakowianom szczęśliwe prowadzenie.
Drugie 45 minut nie było już tak dobre. Goście opanowali środek boiska, a akcje gdynian były coraz bardziej chaotyczne. To podopieczni Macieja Skorży byli bliżsi podwyższenia prowadzenia niż gospodarze zdobycia wyrównującego gola.
Czwarta porażka Arki, tylko jedna zdobyta w tych spotkaniach bramka nikogo cieszyć nie może. Światełko w tunelu na najbliższą przyszłość to widoczna zmiana mentalności zawodników, zmiana stylu gry i taktyki na bardziej ofensywną. Pewnie gdyby w piątek do Gdyni przyjechała inna drużyna niż Wisła, to trzy punkty zostałyby nad morzem.

Powiedzieli po meczu

Maciej Skorża, trener Wisły
Nie ukrywam, że to był dla nas trudny mecz. Szczególnie w pierwszej połowie gra była szybka, obie drużyny grały ofensywnie, a nam zabrakło skuteczności w dwóch dobrych sytuacjach podbramkowych. Można powiedzieć, że dopisało nam szczęście, ale ten samobójczy gol był też efektem naszej dobrej akcji ofensywnej. Mimo że Arka zagrała bardzo dobre zawody, to nasze zwycięstwo - z przebiegu całego spotkania - jest zasłużone, chociaż kosztowało nas wiele wysiłku. W Gdyni jednak, przy atmosferze, którą stwarza miejscowa publiczność, każdej drużynie gra się bardzo ciężko.
Dariusz Pasieka, trener Arki
Moja drużyna zagrała to, co chciałem, na co liczyłem, po dwóch dniach wspólnej pracy. Po prostu mnie nie zawiodła. Przegraliśmy, ale... zaangażowanie, ambicja wykazana na boisku to dobry prognostyk przed następnymi ligowymi spotkaniami. Wierzę, że Arka będzie wygrywać, i to już w najbliższym czasie. Kibice potrafią stworzyć na trybunach naprawdę bardzo dobrą atmosferę, która pomaga zawodnikom. Chcę też podziękować publiczności za ciepłe przyjęcie, które spotkało mnie w debiucie w Arce. Sądzę, że wspólnie będziemy mieli jeszcze okazję do radości.

Komu bardziej puściły nerwy?

Po meczu Arki z Wisłą doszło do swoistej dogrywki z udziałem piłkarza gości Patryka Małeckiego i dyrektora sportowego Arki Andrzeja Czyżniewskiego. Schodzący do szatni Małecki wykonał w kierunku gdyńskich kibiców mało przyjazne gesty, które można uznać za podburzające. Dyrektor Czyżniewski zwrócił mu uwagę na niestosowność takiego zachowania. Za kilka chwil udzielający wypowiedzi dziennikarzom Małecki, widząc przechodzącego Czyżniewskiego, rzucił w jego kierunku coś w stylu "co ty do mnie masz!?". Dyrektor odpowiedział w stylu "jeszcze, gówniarzu, zobaczysz". To nie był jednak koniec. W korytarzu prowadzącym do szatni panowie dalej prowadzili podniesionym głosem wymianę "uprzejmości" zakończoną tym, że Czyżniewski wytargał za ucho - niektórzy mówią, że jeszcze popchnął - Małeckiego.
Zachowanie Małeckiego jest na pewno naganne, ale "Czyżykowi" chciałbym po koleżeńsku przypomnieć: Andrzej, teraz jesteś dyrektorem, a z tego faktu także wypływają określone standardy i normy zachowań. Nawet "wychowawcze" targanie za uszy zawodników rywali w tych standardach się nie mieści. To droga prowadząca do ośmieszania siebie i klubu. Trzeba umieć nad sobą zapanować, nawet w pomeczowych emocjach związanych z porażką swojej drużyny.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!