Wiceprezes PZPN uważa, że ŁKS Łódź nie jest drużyną, lecz grupą przypadkowych osób

Dariusz Piekarczyk
Dariusz Piekarczyk
Adam Kaźmierczak
Adam Kaźmierczak Fot. Krzysztof Szymczak
Udostępnij:
ŁKS Łódź zimuje na odległej dziewiątej pozycji w pierwszoligowej tabeli. Do drugiego w rankingu Widzewa Łódź traci aż 10 punktów i małe to pocieszenie, że ma do rozegrania jeszcze mecz z Puszczą Niepołomice.

Szanse na bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy są znikome, dobrze będzie jeśli drużyna Kibu Vicuńi będzie grała w barażach. Irytacji jesiennymi poczynaniami zespołu nie kryją nie tylko kibice zespołu z alei Unii 2. Poirytowany jest również Adam Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Piłki Nożnej i jednocześnie wiceprezes ŁZPN.

- Po blamażu w ekstraklasie i nieudanej próbie szybkiego powrotu na ten szczebel rozgrywkowy gracze z alei Unii nadal zawodzą pokładane w nich nadzieje. Mieli walczyć o bezpośredni awans, a z dziewiętnastu spotkań wygrali tylko osiem, notując przy tym aż sześć porażek. Podobnymi liczbami legitymuje się chociażby beniaminek z Częstochowy, który wszystkie swoje mecze rozegrał na boiskach rywali. Jasno z tego wynika, że jesienna część bieżących rozgrywek w wykonaniu ŁKS była po prostu słaba. I plaga kontuzji nie jest w tym przypadku żadnym wytłumaczeniem. Co było przyczyną tak słabej postawy? Moim zdaniem zabrakło drużyny. Patrząc na kolejne potyczki ŁKS można było odnieść wrażenie, że na boisku przebywa grupa przypadkowo zebranych osób, które nie mają wspólnego celu i dodatkowo nie bardzo wiedzą, co mają robić na zielonej murawie. W ekstraklasie po seryjnych porażkach nastrój poprawiano sobie pochwałami za styl gry. Teraz nie ma już nawet tego mitycznego stylu, który zresztą nie przynosił żadnych wymiernych efektów. Naiwna gra prezentowana od kilku sezonów przez ŁKS została już zweryfikowana nie tylko w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale również przez pierwszoligowych słabeuszy. Wystarczy przypomnieć, że w tym sezonie ze stadionu przy alei Unii punkty wywozili między innymi zamykający pierwszoligową tabelę Górnik Polkowice, przedostatni GKS Jastrzębie i czternaste w klasyfikacji Zagłębie Sosnowiec. W meczach z takimi rywalami ŁKS regularnie potwierdzał, że jest przeciętnym zespołem, w którym praktycznie nic nie funkcjonuje tak, jak powinno.

Na pytanie, którzy piłkarze ŁKS zawiedli jesienią, a których graczy wypada pochwalić, Adam Kaźmierczak odpowiada. - Jesienią najwięcej pochwał kierowano pod adresem tych, którzy sezon rozpoczynali w innym zespole, a gorzkie słowa krytyki kierowano przede wszystkim pod adresem dotychczasowych pewniaków i nowych nabytków. Trudno się jednak temu dziwić. Aktualnie w kadrze ŁKS jest bodajże dziesięciu piłkarzy mających udział we wspomnianym spadku z ekstraklasy, a blisko dwudziestu z nich w poprzednim sezonie bez powodzenia walczyło o awans z pierwszej ligi. Teraz prezentują się jeszcze słabiej, więc większość kibiców chwali chłopaków, którzy jesień zaczynali w rezerwach. W większości indywidualne umiejętności tych graczy są mniejsze od zawodników kreowanych na liderów zespołu, jednak ambicją i zaangażowaniem nadrabiają wiele braków, co podoba się publiczności. A oceniając postawę Oskara Koprowskiego i Damiana Nowackiego można przy okazji zadać pytanie, czy był sens skazywania tych wychowanków klubu na kilkuletnią tułaczkę po piłkarskich opłotkach, przy jednoczesnym sprowadzaniu z całej Polski zawodników, którzy nie dawali drużynie żadnej jakości? Oczywiście gracze z rezerw nie wprowadzą ŁKS do ekstraklasy, ale w kilku przypadkach z pewnością mogą być dla zespołu lepszą alternatywą, niż wątpliwej jakości zagraniczne posiłki.

Co więc należy poprawić w grze łodzian, ale wiosna była jednak lepsza i czy konieczne są zmiany kadrowe?
- Takie, po których ŁKS będzie tworzył monolit, wytrwale dążący do wytyczonego celu. Stworzenie takiej drużyny w kilka tygodni nie będzie jednak łatwym zadaniem, bo jej budowę trzeba zaczynać praktycznie od zera. Trudno bowiem oczekiwać, że po prawie trzech latach niepowodzeń zespół w dotychczasowym składzie zacznie nagle odnosić sukcesy. Na radykalne przemeblowanie składu trzeba mieć jednak środki, którymi łodzianie w nadmiarze nie dysponują. Dodatkowo trzeba pamiętać o tym, że w zimowym oknie transferowym na rynku nie ma zbyt wielu graczy. W przypadku ŁKS to jednak dobra wiadomość. Po awansie do ekstraklasy klub z al. Unii sprowadził już bowiem łącznie kilkudziesięciu nowych zawodników i miał aż pięciu trenerów, jednak pod względem sportowym efekt kolejnych zmian kadrowych był mizerny. Teraz trzeba się więc skupić na tym, by konsekwentnie naprawiać transferowe pomyłki.

Iga Świątek zachwyciła świat. Zagra w półfinale AO KOMENTARZ

Wideo

Materiał oryginalny: Wiceprezes PZPN uważa, że ŁKS Łódź nie jest drużyną, lecz grupą przypadkowych osób - Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie