Strażnik miejski: Stwardnienie rozsiane to nie choroba

Agnieszka Jasińska
Niepełnosprawni stanęli "na zakazie", aby zażyć leki
Niepełnosprawni stanęli "na zakazie", aby zażyć leki Krzysztof Szymczak
"Stwardnienie rozsiane to żadna choroba" - pani Mariola Zielińska z Łodzi twierdzi, że takie słowa usłyszała od strażnika miejskiego. Funkcjonariusz nie chciał słuchać wyjaśnień, dlaczego kobieta wraz ze swoim znajomym zaparkowali samochód na zakazie zatrzymania.

- Nie obchodziło ich to, że musiałam natychmiast zmienić pampersa i wziąć lekarstwo - relacjonuje kobieta, która od 18 lat cierpi na stwardnienie rozsiane.

Pani Mariola jechała samochodem ze znajomym, również inwalidą. Zatrzymali się na ul. Tokarskiej w Łodzi. Kierował pan Radosław.- Zaparkowałem na szerokim chodniku, ale na zakazie zatrzymywania się. Nigdzie nie było innego wolnego miejsca, a sytuacja wymagała natychmiastowego postoju. Moim zdaniem, auto nie przeszkadzało pieszym ani nie utrudniało ruchu - twierdzi.

Utrzymuje, że samochód miał dwie karty inwalidzkie umieszczone w widocznym miejscu za szybą.

- Znajoma o kuli poszła szukać toalety, a ja w tym czasie zorganizowałem wodę do popicia leku, a w pobliskiej aptece dokupiłem inne lekarstwo. Kiedy wróciliśmy, straż zdążyła już założyć blokadę na koło. Moja znajoma prosiła strażników o zdjęcie obejmy, tłumacząc, że stanęliśmy na krótko i ze zdrowotnego powodu. Ale tamci nie chcieli rozmawiać - opowiada pan Radosław.

Strażnik zaproponował stuzłotowy mandat. - Pokazałem mu orzeczenia lekarskie i legitymacje inwalidzkie. Stwierdził, że stwardnienie rozsiane to żadna choroba, a moja niepełnosprawność jest podejrzana, bo jeśli mogę chodzić, to jestem zdrowy. Nie przyjąłem mandatu. Wtedy strażnik zagroził, że spotkamy się w sądzie i tam "mnie załatwi". Mówił, że zrobi porządek ze świętymi krowami z tabliczkami inwalidzkimi.

Pan Radosław napisał skargę do komendanta straży miejskiej. Komendant porozmawiał ze strażnikiem, który zaprzeczył, że powiedział do inwalidów, iż stwardnienie rozsiane to żadna choroba.

Teraz pan Radosław czeka na rozprawę sądową. Ma nadzieję, że sąd uzna postój na zakazie za konieczny.

Po interwencji Dziennika Łódzkiego komendant straży miejskiej jeszcze raz przeanalizował sytuację inwalidów. Zapowiedział, że do sądu trafi wprawdzie wniosek o ukaranie inwalidów, ale straż miejska będzie wnioskować nie o karę finansową, ale o reprymendę za złamanie przepisów.

Polskie fabryki Volkswagena w całości zasilane eko-energią

Wideo

Materiał oryginalny: Strażnik miejski: Stwardnienie rozsiane to nie choroba - Łódź Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie