RECENZJA filmu Gierek. "Misiek" Koterski jako Gierek. Chcesz mieć przyjemność z filmu, jak z cukierka? Nie idź na "Gierka"

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Michał Koterski dokonał wiele, żeby przeobrazić się fizycznie w Edwarda Gierka. Ciągle jednak nie czyni go to aktorem
Michał Koterski dokonał wiele, żeby przeobrazić się fizycznie w Edwarda Gierka. Ciągle jednak nie czyni go to aktorem Mówi Serwis
Udostępnij:
Niemało osób daje się skusić cukierkiem, ulega jego słodkiemu smakowi, wywołującemu uczucie przyjemności. Trzeba jednak na cukierki uważać, bo często w dużej mierze to sztuczne wyroby. Jak film „Gierek” Michała Węgrzyna.

Sztuka, a co za tym idzie - kino, nie ma obowiązku wiernego odtwarzania wydarzeń historycznych. Może przetwarzać fakty, na swój sposób interpretować postawy bohaterów przeszłości, by osiągnąć cel, związany z jej przesłaniem. Dlatego ciekawą inicjatywą było przedstawienie Edwarda Gierka, pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w burzliwych latach 1970-1980, jako człowieka o kręgosłupie moralnym robotnika z krwi i kości, walczącego - na tyle, na ile potrafił i było to możliwe - o uniezależnienie Polski od Związku Radzieckiego oraz zapewnienie krajanom powszechnego dobrobytu.

Tak pomyślana piękna polityczna baśń otworzyła bowiem przestrzeń do opowiedzenia historii człowieka o szlachetnych intencjach, uwikłanego w wielopoziomowe struktury rządów, wierzącego, że uczciwością może odmienić brudne gabinetowe rozgrywki, którego pożera żądny władzy potwór. Takiego, znaczy się, który chciał dobrze, ale rozbił o twardy partyjny beton.

Wykorzystanie w tym celu postaci Edwarda Gierka ma w sobie rys przewrotności, odwagi rewizji panujących opinii, a i czysto komercyjnych pragnień, osiągnięcia frekwencyjnego sukcesu, dzięki kolorowaniu tamtej epoki przez zawodną pamięć. Odnoszę jednak wrażenie, iż sentyment do PRL „dekady gierkowskiej” spod znaku „donaldów” już się trochę rozpłynął, dla dzisiejszego młodego widza Edward Gierek to postać równie znana i bliska, jak - za przeproszeniem - krasnal Hałabała, a tak przaśnie skonstruowanemu „hałsikowiofkardsikowi” trudno będzie wywołać emocje.

Co dziwi tym bardziej, że w prezentowanej na ekranie grze - w której wieloaspektowy kryzys gospodarczy końca lat siedemdziesiątych jest wyłącznie efektem spisku, a wzbudzające społeczną złość opowieści o małżeństwie Gierków plotkami podstępnie wymyślonymi przez pragnących „utopić” lidera rywali - uczestniczą mocarstwa oraz ludzie, którzy nie cofali się nawet przed rozlewem krwi swoich rodaków.

Kłopot z Michała Węgrzyna filmem polega na tym, że jest on uciążliwie sztuczny. A twórcze czytanie biografii historycznej postaci wymaga szczególnie starannego uwiarygadniania kreowanych na rzecz kinowego obrazu faktów. Tymczasem w to, co oglądamy, trudno uwierzyć - wszyscy są tu nieprawdziwi, jedynie przebrani w kostiumy, od „robotników” po „esbeków”; na siłę wymyślone sceny lepią się ze sobą bez rosnącego napięcia, nie można wyczuć w nich pulsu epoki. Nietrafiona scenografia również nie daje rady wytworzyć klimatu tamtych lat. Zastanawia przy tym pominięcie tego, z czego Edward Gierek był znany - częstego, hucznego, plenerowego cięcia wstęg, a to na uruchomieniu przemysłowych inwestycji, a to na otwarciu drogi, czy osiedla mieszkaniowego z wielkiej płyty. Dziwi ów zabieg tym bardziej, że takie sekwencje dodałyby produkcji oddechu i rozmachu, a przy współczesnej technologii można by wykorzystać liczne zachowane kroniki, wmontowując w nie aktorów z filmu.

Do niewiarygodności całego przedsięwzięcia dostosowali się zresztą właśnie aktorzy. Michałowi Koterskiemu należą się słowa szacunku za to, że uczynił tak wiele, aby fizycznie przeobrazić się w Edwarda Gierka, lecz to go jeszcze aktorem nie czyni. I to jest po prostu źle, bezbarwnie, nienaturalnie wykonana rola. Nie ma także nic w występach Małgorzaty Kożuchowskiej jako Stanisławy Gierek, Cezarego Żaka w roli Leonida Breżniewa, Rafała Zawieruchy wcielającego się w premiera Filipa; karykaturalnym (a nie wywołującym lęk) reprezentantem sił mroku jest tu Krzysztof Tyniec; boję się pomyśleć, po co nagrano pojawienie się na planie Nicole Bogdanowicz, Klaudii Halejcio i Natalii Lesz; natomiast koszmarne zagrywanie się „pod publiczkę” Antoniego Pawlickiego (Generał) i Sebastiana Stankiewicza (Maślak) to książkowy przykład „występu” aktorów niepoprowadzonych. Filmowe aktorstwo do produkcji Michała Węgrzyna wprowadza dopiero - najlepsza w „Gierku” - Agnieszka Więdłocha, która jako jedyna z nielicznych elementów potrafiła zbudować postać złożoną. Dobrze wypadł Philippe Tłokiński, Jan Frycz zaś z rzetelnością doświadczenia daje swojemu epizodowi prymasa Stefana Wyszyńskiego tylko (i aż) tyle, ile trzeba.

Miał być dramat jednostki w zwarciu z systemem, wyszła pusta czytanka dla nieoczytanego Janka. Jedno tylko brzmi autentycznie. Chciałem dobrze - przypomina nam tutaj Gierek ustami Koterskiego. Kolejne ekipy powtarzają nam to regularnie. Do dzisiaj.

**Gierek Polska, reż. Michał Węgrzyn, wyst. Michał Koterski, Małgorzata Kożuchowska

★★☆☆☆☆**

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wbić szpilę w propagandę Putina to cel wystawy w CSW

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie