MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Oszuści próbowali wyłudzić pieniądze od mieszkanki powiatu skierniewickiego. Kobieta już raz straciła ponad 50 tys. zł

Natalia Zwolińska
Natalia Zwolińska
Coraz głośniej mówi się o oszustach, którzy podszywając się pod pracowników banku wyłudzają pieniądze. Dotkliwie przekonała się o tym jedna z mieszkanek powiatu skierniewickiego. Kobieta straciła już raz 56 tys. zł. Oszuści zaatakowali kobietę po raz kolejny.

To była kolejna próba wyłudzenia od mieszkanki powiatu skierniewickiego

Tym razem oszuści zadzwonili w sobotnie popołudnie, 11 lutego. Schemat działania był identyczny jak za pierwszym razem. Mężczyzna podający się za pracownika banku poinformował kobietę, że dział techniczny zauważył próbę pobrania pieniędzy z jej konta bankowego. Tym razem pani Joanna nie dała się oszukać i udała się na policję. Jednak nie było tak blisko rok temu. Wtedy kobieta straciła ponad 50 tys. zł. Jak wtedy zadziałali oszuści?

Telefon zadzwonił tuż po godzinie 8 rano

Do całego zdarzenia doszło w środę, 20 kwietnia. Do pani Joanny, o godzinie 8.10, zadzwonił telefon. Wyświetlił się numer 22 3070288. Oczywiście kobieta odebrała.

– W słuchawce usłyszałam męski głos. Człowiek przedstawił się z imienia i nazwiska, ale nie pamiętam jego danych. Powiedział, że dzwoni z banku PKO BP, w którym mam konto. Zapytał mnie, czy tego dnia próbowałam wziąć pożyczkę na kwotę 100 tys. zł – opowiada poszkodowana.

Kobieta przeraziła się i zaprzeczyła. Wtedy mężczyzna zaczął dopytywać czy zna panią Dorotę, nazwiska pani Joanna nie zapamiętała. Tutaj również padło zaprzeczenie. Wydarzenia toczyły się bardzo szybko, a rozmówca zaskakiwał kobietę kolejnymi rewelacjami, które każdego mogą przerazić.

– Mężczyzna powiedział mi, że ktoś pozyskał moje dane osobowe i próbował wypłacić w Opolu kwotę 700 zł duplikatem mojej karty oraz zaciągnąć pożyczkę na moje konto – mówi pani Asia.

Mężczyzna wzbudził zaufanie kobiety

Kobiecie wydało się podejrzane, że ktoś pozyskał jej dane i dane jej karty. Na co usłyszała, że zapewne korzysta z portali sprzedażowych, na których podawany jest numer konta oraz numer karty kredytowej. Dodatkowo zaczął dopytywać, czy kobieta zabiera ze sklepów potwierdzenia transakcji dokonywanych kartą.

– Mężczyzna poinformował mnie, że jeśli zostawiam potwierdzenia to zostawiam również dane w postaci kodów, które łatwo rozszyfrować i pozyskać dane osobowe. Dodatkowo pytał, czy zwracam uwagę, czy otwierając strony internetowe pojawia się w lewym górnym rogu zamknięta kłódeczka. Tymi wszystkimi pytaniami i informacjami wzbudził moje zaufanie. Ja się na tym zupełnie nie znam, a ilością informacji, które mi przekazywał, krok po kroku nabierałam do rozmówcy coraz większego zaufania – opowiada pani Asia.

Oszust nie prosił o żadne dane

Mężczyzna nie chciał żadnych danych kobiety. Nie pytał o adres, numer konta. Nie prosił o zalogowanie się na swoje konto, czy też zainstalowanie oprogramowania. Oszust poinformował kobietę, że padła ofiarą handlarza danymi osobowymi i może to być jeden z pracowników banku. W związku z tym ofiara została przełączona do działu technicznego. Po krótkiej muzyce w telefonie odezwał się głos głównego kierownika działu technicznego. Kobieta zapamiętała nazwisko. Oprócz tego w słuchawce słychać było automatyczne nagranie, że rozmowa jest nagrywana.

– Kierownik działu technicznego zapytał mnie, czy mogę się udać do najbliższego oddziału mojego banku. Wszystko po to, żeby zdemaskować osobę, która sprzedała moje dane. Miałam udać się do głównej placówki w Skierniewicach, bo tam podobno ktoś złożył wniosek o duplikat mojej karty oraz o zmianę mojego numeru telefonu w systemie – opowiada pokrzywdzona.

Oszuści zadziałali emocjami

Kobieta nie ukrywa, że cała rozmowa była prowadzona w taki sposób, że poczuła się odpowiedzialna za znalezienie „handlarza danymi”. Chciała pomóc w rozwiązaniu tej sprawy. Ponieważ była godzina 8.30, a kierownik działu technicznego poinformował panią Asię, że bank będzie czynny od 9, kobieta miała czas na dojazd do placówki. Cały czas musiała prowadzić rozmowę i nie mogła przerwać połączenia.

– Mam dojść do okienka przedstawić się, powiedzieć, że chce uzyskać pożyczkę na kwotę 100 tys. zł i poprosić o oferty. Wmawiać osobie, która będzie mnie obsługiwała, iż bardzo potrzebuje tej gotówki i uzyskać jak najwięcej. Jeżeli nie będzie to pełna kwota, to wziąć ile mi zaoferują, bo najważniejsze to mieć potwierdzenie z banku że gotówka została mi przyznana, wypłacona i kolejno ponownie wpłacona. Telefon mam schować do torebki, ale nie rozłączać się z rozmówcą by była ciągłość i dowody – śpiewka formułek. Jeżeli w trakcie poproszą o telefon mam powiedzieć, ze nie mam przy sobie, bym nie została zdemaskowana. Banknoty wypłacane mi będą etykietowane i mam się niczego nie bać, bo pan dokłada wszelkich starań by wszystko było bezpiecznie. Za to wszystko dostanę odszkodowanie w wysokości 3% od kwoty pożyczki, którą próbowałam zaciągnąć na mnie osoba z Opola. Dodatkowo bank pokryje koszty dojazdów do placówki, pan Aleksander poinformował mnie, że w dogodnym dla mnie czasie czyli jeszcze tego samego dnia lub następnego w odpowiedniej dla mnie porze przyjedzie do banku przedstawiciel departamentu bezpieczeństwa i przywiezie mi dokumenty do podpisania, iż nie będę ponosiła żadnej odpowiedzialności za wszystkie operacje wykonane w banku i, że to bank będzie ponosił wszystkie koszty. Padło pytanie czy kwotę odszkodowania bank ma wpłacić na moje konto czy przedstawiciel departamentu ma mi wręczyć w gotówce – opowiada poszkodowana.

Kredytu nie dostaje się od ręki. Szczególnie na tak duże kwoty

Jednak otrzymanie kredytu nie było takie proste. Kobieta musiała dostarczyć do placówki zaświadczenie o zarobkach od pracodawcy i kilka innych dokumentów. Cały czas miała trwającą w telefonie rozmowę. Rozmówca prosił, aby wszystko załatwiła tego samego dnia, bo inaczej nie uda się zatrzymać bankowego oszusta. Wszystkie formalności trwały kilka godzin. Kosztowały panią Asię dużo nerwów i stresu, jednak bardzo chciała pomóc pracownikom banku oraz organom ścigania w zatrzymaniu przestępcy. W efekcie wszystkich zabiegów kobieta otrzymała kredyt w wysokości 56 tys. zł.

– Podpisałam umowę, została wypłacona mi gotówka. Umieściłam ją w torbie i wychodząc z banku od razu podjęłam rozmowę z mężczyzną. Kolejne instrukcje – będę za chwilę poprzez wpłatomat dokonywać transakcji wpłaty całej kwoty. Ale zanim udałam się do auta. Mężczyzna zapytał jakie nominały banknotów otrzymałam z banku, prosi o wyjęcie pierwszego lepszego nominału 100 zł i podanie serii i numeru i tak z kolejnymi nominałami. Następnie prosi bym policzyła ile banknotów mam 100, ile 200 i ile 500 zł. Przypomina ciągle, że rozmowa jest nagrywana i, że współpracuje z departamentem i prosi bym informowała co obecnie wykonuję. Kolejno układałam kupki nominałami po 40 banknotów, bo wpłatomat więcej nie przyjmie – relacjonuje pani Joanna.

Emocje trwały kilka godzin

Po wszystkich tych manewrach kobieta udała się do wpłatomatu. Pierwszy tysiąc przelała o godzinie 14:58. Ostatni o 15:34. Koniec rozmowy, w słuchawce telefonu już nie ma żadnego rozmówcy. Pani Joanna może wrócić do domu.
Kiedy opowiada swojej rodzinie, o tym, co wydarzyło się w ciągu ostatnich 7 godzin nikt nie chce uwierzyć. W końcu jeden z członków rodziny otwarcie mówi, że została oszukana. Dzwonią na infolinię banku. Numer, z którego dzwoniono, nigdy nie należał do banku. Nie pracują w nich też osoby, o nazwiskach, które padły podczas rozmowy.

– Bank, w sytuacji kiedy dochodzi w nim do łamania zasad ochrony danych osobowych, nigdy nie prosi o pomoc w szukaniu winnych klientów. Zawsze takie sprawy rozwiązywane są przez specjalnie do tego powołane komórki i wydziały – informuje jedna z pracownic banku.

Stało się - kobieta została oszukana!

Mieszkanka powiatu skierniewickiego została oszukana. Zaciągnęła kredyt, który musi teraz spłacać. Bank zgodził się jedynie na odroczenie spłaty pierwszej raty na trzy miesiące. Sprawa została zgłoszona na policję. Szanse na znalezienie sprawcy są znikome.

– Niestety pomimo licznych apeli i działań profilaktycznych nadal w naszym rejonie odnotowujemy dużą liczbę zgłoszeń dotyczących oszustw na tzw. legendę. Najczęściej to historia dotycząca nieszczęśliwego zdarzenia losowego bliskiego członka rodziny albo udział w akcji policyjnej która ma zapobiec utracie pieniędzy. Ofiarą najczęściej padają osoby starsze i niejednokrotnie tracą oszczędności swojego życia. Uczulmy swoich rodziców, dziadków, starsze osoby z sąsiedztwa aby zachowali czujność w kontaktach z obcymi, aby bezwzględnie nie przekazywali im pieniędzy, nie robili wypłat – mówi nadkomisarz Magdalena Studniarek ze skierniewickiej policji.

Oszuści próbowali wyłudzić pieniądze od mieszkanki powiatu s...

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Ceny złota na nowym, historycznym poziomie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na lodz.naszemiasto.pl Nasze Miasto