Ochroniarz z Manufaktury uratował życie 30 osobom. Trzy minuty na dotarcie do umierającego

(KZ)
Stanisław Dobruchowski, pracownik ochrony manufaktury z zespołu ratowników przedmedycznych Manufaktury w ciągu 14 lat pracy uratował życie 30 osobom, klientom centrum. Tylko raz usłyszał podziękowania za swoją pomoc.



Czytaj więcej na następnej karcie
Stanisław Dobruchowski, pracownik ochrony manufaktury z zespołu ratowników przedmedycznych Manufaktury w ciągu 14 lat pracy uratował życie 30 osobom, klientom centrum. Tylko raz usłyszał podziękowania za swoją pomoc. Czytaj więcej na następnej karcie Krzysztof Zając
Udostępnij:
Stanisław Dobruchowski, pracownik ochrony manufaktury z zespołu ratowników przedmedycznych Manufaktury w ciągu 14 lat pracy uratował życie 30 osobom, klientom centrum. Tylko raz usłyszał podziękowania za swoją pomoc.

– To była wyjątkowa sytuacja. Sprzątaczka robiąca porządek w toalecie zauważyła pod drzwiami ubikacji nogi mężczyzny. W takiej sytuacji, zgodnie z ustalonymi zasadami, zapukała do drzwi. Klient nie zareagował. Ponownie zapukała, a ponieważ po drugiej stronie panowała cisza, zawiadomiła centrum ochrony. Gdy pojawiłem się na miejscu, mężczyzna już nie oddychał, miał zatrzymaną pracę serca. Musiałem użyć defibrylatora, by serce zaczęło pracować. Pogotowie pojawiło się błyskawicznie, mężczyzna trafił do szpitala. Wieczorem, w Manufakturze pojawiła się jego żona i syn, by mi podziękować. To jedyny taki przypadek, gdy osoby uratowane lub ich bliscy pomyśleli o okazaniu wdzięczności za pomoc - opowiada pan Stanisław, a gdy wspomina tamto wydarzenie, to chociaż powinien być już "twardy" w takich sytuacjach, to na jego twarzy pojawiają się łzy wzruszenia.

30 uratowanych w 14 lat

Stanisław Dobruchowski jest nietypowym ochroniarzem. Przyznaje, ze nigdy nie lubił walki, siły, przemocy. Zawsze lubił pomagać innym. Przed zatrudnieniem się w Manufakturze był strażakiem, gdzie jego zadaniem również było pomaganie ludziom. Po przejściu na emeryturę przyjął pracę w Centrum od razu jako ratownik przedmedyczny. Pracuje już tu 14 lat. W tym czasie resuscytacji, czyli przywróceniu pracy serca poddał około 30 osób, którzy prawdopodobnie zmarliby, gdyby nie jego pomoc. Cieszy się z każdego uratowanego życia i dlatego najbardziej bolą go przypadki, gdy poniósł porażkę. Na jego oczach zmarły dwie osoby, starsza kobieta i młody mężczyzna.

- Moim zadaniem jest walka o życie nawet gdy wydaje mi się, ze już nie ma nadziei. Nie przerywam aż do chwili przyjazdu pogotowia ratunkowego - opowiada.

Pierwszym jego działaniem jest sprawdzenie czy serce pracuje i jest oddech. Szybko rozrywa koszulę, aż guziki daleko lecą i przykłada ucho do klatki piersiowej kierując usta w kierunku twarzy nieprzytomnej osoby. Gdy nie usłyszy bicia serca, nie poczuje oddechu, bada jeszcze ciśnienie i puls. Potem robi masaż klatki piersiowej.
– Wymaga on ogromnej siły. Czasem zdarza się, że masuję tak silnie, że pękają żebra. One jednak się zrosną, a uratowanie życia jest najważniejsze - mówi.

Shopping bez leków i na czczo

- Znajoma nie wierzyła, że masowanie jest tak silne. Pokazałem jej na udzie. Uwierzyła, gdy pojawił się na niej ogromny siniak. Tyle, że potem mąż jakoś nie mógł uwierzyć, że to wynik pokazu ratowania życia - śmieje się Stanisław Dobruchowski.
Z jego dotychczasowych interwencji wynika, że zasłabnięcia najczęściej zdarzają się osobom chorym, które przed wyjściem często na wielogodzinne zakupy zapomniały wziąć leków, nic nie jadły, są meteopatami wrażliwymi na każdą zmianę pogody. Ratownicy przedmedyczni, a w Manufakturze jest ich sześciu - są wyposażeni w ciśnieniomierz, pulsoksymetr, defibrylator. Nie mogą jednak wykonywać żadnych zabiegów czysto medycznych np. zbadać poziom cukru u tracącego przytomność człowieka.

– Na szczęście wśród naszych klientów są także lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni i oni nam pomagają widząc sytuację wymagająca interwencji. Niedawno miałem przypadek dziecka w wózku, które zrobiło się purpurowe na buzi, miało kłopoty z oddychaniem. Podszedł do nas lekarz i błyskawicznie zdiagnozował, ze maluch jest przegrzany, bo mama go za ciepło ubrała. Wystarczyło zdjąć z niego część odzieży i wywieźć na zewnątrz pasażu - wspomina ochroniarz - przedratownik.

Manufaktura, czyli miasto w mieście

Manufaktura jest jak miasteczko. W weekend pojawia się tu około 20 tysięcy osób. W ciągu roku ma 20 milionów unikalnych wizyt, dwa razy więcej niż paryski Luwr, najsłynniejsze muzeum na świecie. Ratownicy muszą błyskawicznie pojawić się w każdym miejscu, gdzie najsłynniejsze potrzebuje pomocy. A teren jest ogromny - 28 hektarów, czyli 280 tysięcy metrów kwadratowych! Dlatego wszyscy przedratownicy ochrony przemieszczają się Segway - em, dwukołowcem pozwalającym dotrzeć w każde miejsce najpóźniej w trzy minuty. Dla uratowania życia liczy się każda chwila.

– Jest taki szczególny moment w mojej pracy, gdy po zabiegu przywracającym życie usłyszę ten pierwszy, już nie wspomagany, chociaż jeszcze ciężki oddech ratowanego człowieka. Wówczas jestem autentycznie szczęśliwy - mówi pan Stanisław.

Ekspertka: Odpornośc budujemy przez cały rok. Co jeść, a czego unikać?

Wideo

Materiał oryginalny: Ochroniarz z Manufaktury uratował życie 30 osobom. Trzy minuty na dotarcie do umierającego - Express Ilustrowany

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie