Obóz harcerski w Suszku. Dwie harcerki nie żyją. Trwa proces w Sądzie Rejonowym w Łodzi

Redakcja
Obóz harcerski w Suszku. Dwie harcerki nie żyją. Trwa proces w Sądzie Rejonowym w Łodzi. Dziś (2 września 2020 roku) na procesie w sprawie pamiętnej tragedii na obozie Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej w Suszku na Pomorzu, kiedy podczas nawałnicy zginęły dwie harcerki, w środę w Sądzie Rejonowym Łódź – Śródmieście jako świadek zeznawała 22-letnia Michalina L. będąca na obozie ratownikiem wodnym. 

Czytaj dalej na kolejnym slajdzie: kliknij strzałkę "w prawo", lub skorzystaj z niej na klawiaturze komputera.
Obóz harcerski w Suszku. Dwie harcerki nie żyją. Trwa proces w Sądzie Rejonowym w Łodzi. Dziś (2 września 2020 roku) na procesie w sprawie pamiętnej tragedii na obozie Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej w Suszku na Pomorzu, kiedy podczas nawałnicy zginęły dwie harcerki, w środę w Sądzie Rejonowym Łódź – Śródmieście jako świadek zeznawała 22-letnia Michalina L. będąca na obozie ratownikiem wodnym. Czytaj dalej na kolejnym slajdzie: kliknij strzałkę "w prawo", lub skorzystaj z niej na klawiaturze komputera.
Obóz harcerski w Suszku. Dwie harcerki nie żyją. Trwa proces w Sądzie Rejonowym w Łodzi. Dziś (2 września 2020 roku) na procesie w sprawie pamiętnej tragedii na obozie Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej w Suszku na Pomorzu, kiedy podczas nawałnicy zginęły dwie harcerki, w środę w Sądzie Rejonowym Łódź – Śródmieście jako świadek zeznawała 22-letnia Michalina L. będąca na obozie ratownikiem wodnym.

Obóz harcerski w Suszku

- Podczas szalejącej nawałnicy wybiegłam z namiotu i pobiegłam w stronę młodnika, czyli miejsca zbiórki w przypadku takiej sytuacji. Były ciemności, które jedynie błyskawice na niebie rozświetlały. Wokół mnie padały drzewa jedno po drugim. Przeskakiwałam przez zawalone drzewa i biegłam przed siebie. A i tak nie trafiłam do młodnika, tylko w inne miejsce. Potężna wichura trwała dość krótko, ale mnie wydawało się, że jest to wieczność – zeznała Michalina L.

Z jej relacji wynikało, że wcześniej na obozie w Suszku były dwie burze, ale wtedy nic groźnego się nie wydarzyło. Dopiero trzecia burza, która zamieniła się w tornado, sprawiła, że drzewa zaczęły się walić i harcerze znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Rzucili się do panicznej ucieczki. Część dotarła do młodnika, część schroniła się w pobliskim jeziorze, a pozostali rozpierzchli się w różne strony.

Świadek dobrze oceniła organizację tego obozu harcerskiego. - Był to jeden z najlepiej zorganizowanych obozów, w których uczestniczyłam – zaznaczyła Michalina L. Stwierdziła, że zapewne wszyscy uczestnicy turnusu wiedzieli o miejscu zbiórki w młodniku w sytuacjach kryzysowych, bowiem drużynowi mieli zawiadomić o tym wszystkich uczestników obozu.

W sprawie tragedii w Suszku na ławie oskarżonych zasiadają: 28-letni Mateusz I., który był wtedy komendantem i 51-letni jego zastępca Włodzimierz D., a także 69-letni Andrzej N., ówczesny szef wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego starostwa w Chojnicach.

Dwie harcerki nie żyją

Komendantom prokuratura zarzuciła nieprawidłowości w organizacji obozu harcerskiego i akcji ewakuacyjnej, narażenie jego uczestników na utratę zdrowia lub życia oraz nieumyślne spowodowanie śmierci dwóch harcerek. Natomiast Andrzej N., który jest już na emeryturze, usłyszał zarzut niedopełnienia obowiązków polegający na tym, że nie przekazał na niższy szczebel alertu pogodowego z Gdańska o nadchodzącej nawałnicy.

W śledztwie Andrzej G. przyznał się do winy. W przeciwieństwie do komendantów, którzy także w sądzie zaznaczyli, że są niewinni, ponieważ nikt ich nie ostrzegł o nadciągającej nawałnicy. Wprawdzie za pomocą portalu pogodowego w internecie dowiedzieli się o nadchodzącej burzy, ale byli przekonani, że będzie to kolejna zwykła burza, jakich już doświadczyli podczas tego turnusu i nic nikomu wtedy się nie stało.

Trwa proces w Sądzie Rejonowym w Łodzi

Do tragedii doszło w nocy z 11 na 12 sierpnia w trzecim tygodniu turnusu. Nawałnica zaatakowała około godz. 22.30.

- To był prawdziwy armagedon. Sytuacja stała się ekstremalna. Grzmoty piorunów, straszliwy wiatr i ściana deszczu, który wszystko zagłuszał. Do tego nocne ciemności, które tylko błyskawice rozświetlały. Wokół zaczęły padać drzewa. Jedne łamały się w połowie jak zapałki, a drugie były wyrywane razem z korzeniami - zeznał wcześniej Mateusz I.

Znamy decyzję w sprawie trzeciej dawki szczepionki.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie