Na giełdzie samochodowej przy ul. Lodowej królują handlarze starociami

Wiesław Pierzchała
Giełda samochodowa to także ciuchy, buty, meble, pieczywo, płyty, książki i starocie
Giełda samochodowa to także ciuchy, buty, meble, pieczywo, płyty, książki i starocie Grzegorz Gałasiński
Gwar, tłok i ścisk. Tu wszystko można kupić i wszystko można sprzedać. Mydło i powidło, od butów, ciuchów i rowerów po hełm milicyjny i popiersie wodza III Rzeszy. A do tego żwawa i skoczna muzyka disco polo, sprawiająca, że czas jakby się tu zatrzymał.

Tak wciąż wygląda łódzka giełda samochodowa, ale nie jej centrum, lecz otoczenie. Na prowizorycznych stoiskach rej wodzą emeryci i bezrobotni, którzy dorabiają sobie na handlu. Choć wiosenna aura sprawiła, iż łodzianie tłumnie przybyli wczoraj na giełdę, handlarze narzekają, że ludzie coraz mniej kupują.

- Mówimy na nich apacze. Zwykle powtarzają: "a patrzę tylko" - wzdycha pan Stefan, którego spotkaliśmy wczoraj przy ul. Lodowej. Ma 58 lat, mieszka w Łodzi. Przez ćwierć wieku pracował w zakładach bawełnianych Harnama, teraz wziął się za handel. Zajmuje się też autami. "Kupię każdy zużyty lub zniszczony samochód" - reklamuje swoje stoisko z częściami. - Dawniej auta złomowałem, ale teraz się nie opłaca - tłumaczy pan Stefan. - Kupuję je, naprawiam, sprzedaję i jakoś wiążę koniec z końcem. Niedawno za 400 zł kupiłem starą hondę civic i sprzedałem za tysiąc. Zarobiłem ponad 200 zł. I tak to się toczy.

Tak jak na starym, drewnianym, oryginalnym kołowrotku, przy którym brakuje tylko prząśniczki. Jest za to pan Andrzej, 48-letni łodzianin, który tak wyjaśnia historię tego godnego muzeum i budzącego sensację eksponatu: - Kołowrotek jest sprawny. Ma ponad sto lat i należał do mojej 94-letniej babci, która mieszka pod Opocznem - opowiada. - Dawniej przędła na nim owcze runo, ale to stare dzieje. Nie używa go i zgodziła się na sprzedaż. Może komuś się przyda?

Zapewne znajdzie swojego amatora, ale nie do końca jest to pewne, bo handlarze narzekają, że ludzie są coraz biedniejsi, liczą się z każdym groszem. Przekonał się o tym 50-letni mieszkaniec Bełchatowa, który od pewnego czasu usiłuje za 500 zł sprzedać harmonię renomowanej firmy Weltmeister.

- Dostałem ją po zmarłym ojcu - opowiada. - Można ją nastroić i grać jak ta lala. Niestety, nie ma chętnych na jej kupno. I nic dziwnego, skoro ostatnio tyle klas muzycznych w szkołach polikwidowano.

Pan Marek ze Zgierza dorabia sobie do emerytury. W ofercie ma stare moździerze za 50-80 zł oraz cynowego łosia za 170 zł. Jak mu idzie? - Mogło być lepiej - wzdycha.

To, że kupujących ubywa, zauważył również Dariusz Saluda, wytrawny kolekcjoner militariów z Łodzi. Na jego stoisku wzrok przyciągają pamiątki z czasów III Rzeszy: odznaki, pudełka od zapałek z napisem NSDAP i popiersie Adolfa Hitlera ze sztucznego marmuru z 1937 r. za jedyne 150 zł.

Łodzianin twierdzi, że z powodu takiej sprzedaży nie ma problemów, gdyż nie propaguje faszyzmu, a jedynie zaopatruje swoich kolegów kolekcjonerów. Twierdzi, że jest ich coraz mniej, ale wystarczy trochę postać - co chwila ktoś podchodzi i pyta o cenę pasa skórzanego z czasów republiki weimarskiej z napisem "Got mit uns" (300 zł), hełmu z lat 70. z napisem MO (100 zł) albo hełmu niemieckiego z II wojny światowej (250 zł). Jego dawny właściciel nie miał szans na przeżycie, bo w hełmie były dwie dziury, które naprawiono.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie