Legia - Widzew 6:0 - Pozostał tylko wstyd

Jan Hofman
Strzału Tomasza Sokołowskiego nie zdołał zablokować Marek Walburg.
Nie było cudu w Warszawie. Widzew przegrał z Legią i może się już szykować... No właśnie, w tej chwili jest trudno powiedzieć, co będzie dalej z klubem.

Nie było cudu w Warszawie. Widzew przegrał z Legią i może się już szykować... No właśnie, w tej chwili jest trudno powiedzieć, co będzie dalej z klubem. Łódzki zespół ma czas do 30 czerwca na złożenie dokumentów o II-ligową licencję. Wymagania są jednak niemal takie same jak przy pierwszoligowej licencji, toteż wydaje się mało prawdopodobne, by łódzcy działacze zdołali je spełnić. Wiara czyni jednak cuda, więc kibice klubu z al. Piłsudskiego wierzą jeszcze przynajmniej do końca miesiąca.

Spotkanie rozpoczęło się w sennej atmosferze. Gospodarze sprawiali wrażenie, jakby myślami byli na wakacjach. Dzięki temu pod bramką Norberta Tyrajskiego było bezpiecznie. Wystarczyła jednak szybka akcja Legii, by warszawska drużyna objęła prowadzenie. W 10 minucie fatalny błąd popełnił Marek Walburg. Przy piłce w polu karnym znalazł się Radosław Wróblewski, który idealnie zagrał do Tomasza Sokołowskiego I, a ten skierował piłkę do pustej bramki.

11 minut później było 2:0. Juliano w niegroźnej sytuacji bezsensownie faulował w polu karnym Tomasza Jarzębowskiego, a rzut karny pewnie wykonał Marek Saganowski. Tuż po przerwie ten ostatni asystował przy bramce Sokołowskiego I.

W tym momencie łodzianie stracili już złudzenia na odniesienie korzystnego rezultatu w stolicy. Tak na dobrą sprawę, to nie stworzyli ani jednej groźnej akcji pod bramką rywala. Później Widzew pogrążyli bramkarz Legii Artur Boruc, który wykorzystał rzut karny, i dwukrotnie Saganowski.

Kibice Widzewa nie obejrzeli meczu w Warszawie. Łódzcy fani zastali zawróceni z dworca Warszawa Powiśle. Zdaniem miejscowej policji, mieli przy sobie niebezpieczne narzędzia, których jednak nie znaleziono. Później policja poinformowała, że sektor dla kibiców gości nie został odpowiednio przygotowany (były w nim ponoć kawałki gruzu) i dlatego podjęto decyzję o zawróceniu widzewskich fanów do Łodzi. Na znak protestu łódzcy piłkarze nie chcieli przystąpić do meczu. Ostatecznie dali się namówić obserwatorowi meczu, ale tuż przed rozpoczęciem spotkania, solidaryzując się ze swoimi kibicami pobiegli do pustego sektora na trybunie i symbolicznie podziękowali fanom za chęć bycia z zespołem.

W Warszawie mówiło się, że następcą Franciszka Smudy, który wyjedzie wkrótce na Cypr, będzie Mariusz Łaski. Szkoleniowiec związany jest z Mirosławem Stasiakiem, właścicielem drugoligowego KSZO. Byłoby to możliwe, gdyby przestała istnieć piłkarska spółka Widzew, a Stasiak zechciałby przenieść drużynę z Ostrowca Świętokrzyskiego do Łodzi.

W loży honorowej zasiadł sponsor (?!) łódzkiego klubu Andrzej Grajewski. Przez cały mecz łapał się za głowę i być może wreszcie dotarło do niego, jaką silną zbudował drużynę.

Najlepszy polski sędzia nie jedzie na Euro

Wideo

Materiał oryginalny: Legia - Widzew 6:0 - Pozostał tylko wstyd - Łódź Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie