Jarosław Bieniuk - defensor na boisku, frontman poza murawą [wywiad]

Redakcja
O minionym sezonie, swoich celach i marzeniu zdobycia Mistrzostwa Polski opowiada Jarosław Bieniuk, obrońca i kapitan Widzewa Łódź.

Robert Zwoliński: Jak przebiegał ten drugi przymusowy rok w pierwszej lidze?

Jarosław Bieniuk: Jeżeli chodzi o założenia i plany, to udało się wszystko spełnić - awansowaliśmy z pierwszego miejsca. Jednakże, to nie był łatwy sezon. Patrząc na tabelę można wnioskować, że wszystko przyszło łatwo, ale było to poprzedzone ciężką pracą na obozach i w meczach. Żaden z przeciwników nie kładł się przed nami, wszyscy wychodzili podwójnie zmobilizowani na Widzew. Te punkty są ciężko wywalczone.

Przychodząc do Widzewa, nie spodziewał się Pan, że tak długo będzie rywalizował na boiskach pierwszoligowych. Jak Pan przetrwał te 1,5 roku?

Nie spodziewałem się dodatkowego roku na tym szczeblu rozgrywkowym. Jeśli chodzi o statystyki, karierę piłkarską czy moje ambicje, miniony sezon należy uznać za stracony. Niemniej jednak, ten okres uważam za taką inwestycję w Widzew, w przyszłość tego klubu. Również jeśli chodzi o wypełnienie celów i moje występy na boisku to, był to rok udany. Zarówno ja, jak i cała drużyna graliśmy na dobrym poziomie.

Jeśli chodzi o rozgrywki ligowe był to dla was bardzo udany sezon. Patrząc jednak na zespół, z którym nie dawno wygraliście (przyp. 2:1), czyli Pogoń Szczecin, może to w rozgrywkach o Puchar Polski można było osiągnąć znacznie więcej?

Żeby grać na dwa fronty, trzeba mieć długą ławkę i mocny skład. Ta końcówka sezonu pokazuje, że w zespole pojawiło się sporo kontuzji. Nie wiem czy w pierwszej lidze, przy tak dużej ilości spotkań jest, to do pogodzenia. Widać to zresztą po Pogoni, która przegrała to, co najważniejsze, czyli walkę o Ekstraklasę. Byłoby wspaniale gdybyśmy to my doszli do finału, a może nawet zdobyli Puchar Polski, ale najważniejsze jest, iż powracamy do Ekstraklasy.

Jakie są zatem cele: zespołowe dla Widzewa i indywidualne dla Jarosława Bieniuka na przyszły sezon?

Celem indywidualnym będzie dla mnie dobra gra całej drużyny. Ciężko się promować, jeśli zespół nie spisuje się dobrze. Ciężko w tej chwili powiedzieć, jakie te cele będą dla zespołu, ale na pewno mogę powiedzieć, że nie będzie to walka o utrzymanie. Tego sobie nie wyobrażam, i nie po to wracamy do Ekstraklasy, żeby się kopać gdzieś tam w dole tabeli. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce to, będzie to porażka. Przy odrobinie szczęścia powinniśmy powalczyć o górną część tabeli, ale przydałyby się do tego pewne wzmocnienia.

Zatem na jakie pozycje potrzebujecie wzmocnień?

Nie jestem trenerem (z uśmiechem), dlatego o konkretnych transferach wypowiadać się nie będę. Powiem tylko, że jakieś trzy transfery by się przydały.

Wzmocnień wymaga ofensywa czy **
defensywa? **

Najlepiej byłoby sprowadzić po jednym graczu do poszczególnej formacji. Może najmniej wzmocnień  wymaga defensywa. Tutaj wygląda to nieźle - na każdą  pozycję mamy po dwóch zawodników i coraz lepiej się zgrywamy. Niemniej jednak, gdyby  przyszedł dobry obrońca, to nie byłoby źle. Jeśli przyszedłby reprezentant jakiegoś kraju, to byłoby bardzo dobrze, ale  uważam  że większych wzmocnień potrzebują pozostałe formacje.

Wspominał Pan o swojego rodzaju inwestycji w Widzew. Wiąże Pana jeszcze dwuletnia umowa z klubem, czy zatem klub z al. Piłsudskiego to jest już ostatni większy przystanek w karierze?
Bardzo bym chciał, żeby to Widzew był moim ostatnim klubem. Co prawda, pochodzę z Trójmiasta i wyjeżdżając kiedyś z Lechii Gdańsk, obiecałem sobie, że tam jeszcze wrócę jako senior. Z drugiej strony, w Widzewie jestem szczęśliwy, w Łodzi dobrze mi się mieszka i można powiedzieć, że zadomowiłem się tutaj. A ja nie lubię się przeprowadzać i zmieniać miejsca zamieszkania, więc jeśli miałbym gdzieś odejść, to wydaje mi się, że jedynie do Lechii. Po zakończeniu kariery na pewno wrócę do Trójmiasta. Jednakże, chciałbym w Widzewie grać jak najdłużej.

W tym roku obchodzimy stulecie klubu. Była Gala, na której ogłoszono złotą i srebrną jedenastkę. Czy nie marzy się Panu, aby znaleźć się wśród najlepszych Widzewiaków w historii w kolejnym takim plebiscycie?

Moim marzeniem, jeśli chodzi o Widzew jest Mistrzostwo Polski. Tego jeszcze nie udało mi się zdobyć i chciałbym mieć taką szansę w Łodzi. Z Amicą zajmowałem trzecie lokaty, zdobywałem Puchar i Superpuchar Polski, ale mistrzostwa jeszcze nie mam i to byłoby takie spełnienie moich marzeń. Liczę na to, że w Widzewie powstanie taka drużyna, która będzie mogła osiągnąć ten cel.

A jakie są różnice między klubem stuletnim (Widzew), a dziesięcioletnim jakim była Amica?

Tutaj jest olbrzymie zainteresowanie; jest wielu fanów, co widać choćby na meczach, ale też w mieście - na ulicach. We Wronkach nie było takich możliwości. Amica natomiast była świetnie ułożona od strony organizacyjnej, co widać teraz po Lechu Poznań (red. Mistrzostwo Polski), którego obecny kształt powstał po fuzji z klubem z Wronek.

Który z klubów, w których Pan grał prezentował się najlepiej organizacyjnie?

Nie można porównywać klubów polskich i tureckich. Tam są dużo większe pieniądze, każdy klub ma swoją bazę treningową - kilka boisk, więcej ludzi pracuje przy zespole, więc tu nie ma porównania. Ja osobiście czuję się jednak lepiej w Polsce i w tym systemie działającym tutaj. Tak więc, na pewno Amica była świetnie poukładana, jak już wspominałem.


A jak się Pan czuje jako kapitan? Czy jest nim tylko na boisku, czy także poza nim?

To nie jest tylko opaska. Kapitanem jest się także poza meczem. Ja jestem przede wszystkim kumplem dla wszystkich zawodników. Jestem takim "frontmanem" w relacjach zawodników z działaczami i trenerem. W związku z tym na mnie spada też taki ciężar odpowiedzialności za drużynę w oczach kibiców i władz klubu. Kiedy słabiej idzie, to często kapitan musi tłumaczyć grę zespołu.

Kolektyw tworzycie tylko na boisku?

Staramy się integrować; zdarzają się wyjścia do restauracji, czy na przykład - jak ostatnio - wspólne oglądanie Ligi Mistrzów. Atmosfera w klubie jest na pewno dobra i nie ma co narzekać.

Jak wygląda sytuacja z obcokrajowcami, których u was nie brakuje?

Jeśli chodzi o nich, to problem jest trochę większy, bo dochodzi bariera językowa. Ten problem jest przede wszystkim na początku, bo na stałe nie ma u nas tłumacza. Uważam jednak, że trzeba się do tego przyzwyczaić, bo na Zachodzie to jest sytuacja normalna, że jest wielu zagranicznych zawodników. I to nie powinien być większy problem.

A kto jest największą gadułą w zespole?

Z tym różnie bywa. Ja sam potrafię dużo gadać (ze śmiechem), ale Krzysiu Ostrowski, Wojtek Szymanek czy Tomek Lisowski nie ustępują mi w tej kwestii.

A największy dowcipniś?

W tym temacie to zdecydowanie Krzysiu (red. Ostrowski). On zawsze sypie dowcipami jak z rękawa.

Czy Pana rozdział pt. "Reprezentacja" jest już zamknięty?

Nie. Ja sądzę, że jeśli myśli się poważnie o sukcesach w Ekstraklasie, a ja celuję w Mistrzostwo, to nie można zamykać się na kadrę. Nie jest to jednak moja myśl przewodnia, czy główny cel, ale będę się starał udowadniać, że nie warto mnie jeszcze skreślać.

Pozostając w temacie kadry, proszę na zakończenie zdradzić kto jest Pana faworytem na zbliżających się Mistrzostwach Świata?

Ja będę kibicował Anglii. Już od dzieciństwa, kiedy nie grają Polacy, to ja kibicuje właśnie piłkarzom Albionu i myślę, że na tych Mistrzostwach mogą coś osiągnąć.

Rozmowa była przeprowadzona 03.06.2010 r.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie