Dzalamidze poprowadził Widzew Łódź do wygranej z Koroną Kielce [zdjęcia+wideo]

Aleksander Lusina
Aleksander Lusina
Widzew Łódź zdobył pierwsze tej wiosny punkty, pokonując przed własną publicznością Koronę Kielce 3:1. Gwiazdą wczorajszego (5 marca) meczu był Nika Dzalamidze, który miał wielki udział przy wszystkich bramkach strzelonych przez łodzian.

Zobacz jak relacjonowaliśmy na żywo mecz Widzewa Łódź z Koroną Kielce


Nika Dzalamidze to nazwisko, które jeszcze kilka godzin przed meczem Widzewa Łódź z Koroną Kielce dla większości kibiców było mniej lub bardziej anonimowe.

Po meczu jest na ustach wszystkich, nie tylko łodzian, ale całej piłkarskiej Polski.

Dziewiętnastolatek z Gruzji, który do Widzewa trafił zimą z polecenia zaufanego menedżera, w sobotni wieczór był absolutnym numerem jeden na boisku. Olśniewał techniką i swobodą operowania piłką, imponował dynamiką i przebojowością. Ponadto poparł te atuty walecznością, nieustępliwością i pewnością siebie. - Tętno spoczynkowe Dzalamidze, kiedy przychodził do klubu, było takie samo jak to Eddyego Merckxa [belgijski kolarz, który w latach 60-70 wygrał m.in. po pięć razy Tour de France i Giro d'Italia, zwyciężał zarówno sprinty, jak i etapy górskie], także ma predyspozycje żeby dużo biegać - przyznał Czesław Michniewicz.


Sprawdź też jak zapowiadaliśmy mecz Widzewa Łódź z Koroną Kielce

Dodajmy do tego bramkę i dwie asysty a trudno będzie się dziwić, że debiutujący przed łódzką publicznością napastnik, schodząc z murawy pożegnany został owacją na stojąco, a kibice po meczu jeszcze długo skandowali jego nazwisko.

W 20. minucie Dzalamidze wyprowadził Widzew na prowadzenie w świetnym stylu opanowując piłkę po długim podanie Paula Grischoka i lobując bezradnego Zbigniewa Małkowskiego. Trzy minuty później bramką odpowiedziała Korona. Moment swobody przed polem karnym widzewiaków wykorzystał Edi Andradina potężnie uderzając po długim rogu bramki, dobrze dysponowanego tego wieczora, Macieja Mielcarza.

Upłynęło kolejne pięć minut i Widzew znów był na prowadzeniu. Po rzucie rożnym piłka wylądowała pod nogami Dzalamidze, który z dziecinną łatwością jednym zwodem oszukał dwóch rywali i dośrodkował wprost na głowę wbiegającego Ugo Ukaha. Po przerwie jedna z licznych kontr widzewiaków przyniosła efekt bramkowy. Dwójkową akcję Adriana Budki i Dzalamidze pierwszy z nich zakończył potężnym strzałem pod poprzeczkę bramki gości.


Widzew nie wybuduje nowego stadionu. Miasto zaprasza na rozmowy

- Mamy w klubie dużo lodu, więc z pewnością będzie czym chłodzić głowę Dzalamidze - zażartował po meczu trener Michniewicz. Jednak na chłodzeniu głowy Gruzina szkoleniowiec nie zamierzał poprzestać. - Nie stawiam przed Dzalamidze wyzwań takich, żeby grał tak co tydzień. Nie jest to jeszcze gwiazda na miarę Widzewa, na miarę ligi. Chciałbym żeby tak było, ale póki co, tak jeszcze nie jest - przestrzegał oczarowanych zawodnikiem dziennikarzy. - Na pewno był to mecz Dzalamidze, wszystko układało się po jego myśli, bardzo nam dzisiaj pomógł, ale w pojedynkę by tego meczu nie wygrał, inni zawodnicy również ciężko zapracowali na ten sukces - podsumował Michniewicz.

Trudny mecz, ważne punkty Widzewa

Patrząc na wynik meczu i zachwyty nad grą Dzalamidze, ktoś mógłby pomyśleć, że łodzianie ograli kielczan bez większych problemów. Tymczasem był to bardzo trudny i nie pod każdym względem udany dla Widzewa mecz. - Może nie wszystkie akcje były piękne, brakowało spokoju, brakowało niekiedy wykończenia, niekiedy lepszych wyborów - wymieniał mankamenty w grze swojej drużyny Czesław Michniewicz. Również zdobywca drugiej bramki - Ugo Ukah - nie był w pełni zadowolony. - Spotkanie było trochę nerwowe dla nas. Nie wiem dlaczego nie graliśmy naszej, widzewskiej gry, może to przez nie najlepsze warunki - zastanawiał się stoper, który w sobotę zastępował na prawej obronie Souheila Ben Radhię.

Również trener tłumaczył piłkarzy kiepskim stanem murawy, która i tak prezentowała się o niebo lepiej niż ta w Poznaniu. W meczu z Lechem Widzew padł niejako jej ofiarą, ponieważ próbował grać piłką w warunkach, które się do tego nie nadawały. Po meczu z Koroną to goście żalili się, że Widzew stanął na własnej połowie czekając na ataki i grając długimi podaniami. Trener widzewiaków zgrabnie określił to mianem "stosowania prostszych środków". Najważniejsze jednak, że metoda ta okazała się skuteczna. - Zdobyliśmy bardzo ważne punkty, tabela jest ściśnięta i trzy punkty dadzą nam więcej spokoju - podsumował spotkanie Ukah.

Tekst: Aleksander Lusina
Zdjęcia: Studio MK
Wideo: Robert Zwoliński

Artykuł bierze udział w konkursie "Tym żyje miasto"

Czytaj także:
- Rugby: sytuacja Budowlanych Łódź coraz lepsza
- ŁKS Łódź remisuje z Pogonią Szczecin. Bramka z karnego w 97. minucie

EURO 2020: Kiedy zagramy, jeśli awansujemy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie