Co się stało z Basią, byłą dziennikarką Łódzkiego Ośrodka Telewizji?

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
W tej kamienicy mieszkała Barbara Chrzczonowicz. Tam widziano ją ostatni raz
W tej kamienicy mieszkała Barbara Chrzczonowicz. Tam widziano ją ostatni raz Krzysztof Szymczak
Jest to jedna z najbardziej tajemniczych spraw, jaka wydarzyła się w Łodzi po wojnie. Osoba publiczna, kiedyś dziennikarka telewizyjna, przepadła bez wieści.

Mimo że od zaginięcia Barbary Chrzczonowicz minęło już 30 lat, nikt nie wie, co się z nią stało. Barbara Chrzczonowicz na przełomie lat 70. i 80. minionego wieku była osobą znaną w mieście. Pracowała już wtedy w Łódzkim Ośrodku Telewizyjnym. Była jedną z popularniejszych dziennikarek. Często pojawiała się w głównym wydaniu Dziennika Telewizyjnego, nadając m.in relację z budowy kopalni w Bełchatowie.

Michał Fajbusiewicz, autor popularnego programu telewizyjnego „997”, dobrze znał Barbarę Chrzczonowicz. Ale poznali się zanim oboje zaczęli pracować w telewizji. Był to czas końca liceum i początku studiów.

- To była przebojowa, energiczna dziewczyna - wspominał ją Michał Fajbusiewicz. - Trochę zwariowana, ale szalenie inteligentna. Miała niebywałą pamięć wzrokową.

Przez niemal dwa lata chodzili ze sobą. Basia wtedy studiowała, a on był w wojsku. Potem uczył się w studium kulturalno-oświatowym.

- Basia skończyła filologię rosyjską i anglistykę. To dzięki niej odbywały się Łódzkie Spotkania Teatralne. Była nawet radną ówczesnej Rady Narodowej Miasta Łodzi z rekomendacji Socjalistycznego Zrzeszenia Studentów Polskich. Potem zaczęła pracować w telewizji.

Kiedy nastał czas przełomu, Barbara Chrzczonowicz związała się z „Solidarnością”. Po wybuchu stanu wojennego nie została pozytywnie zweryfikowana. Musiała odejść z telewizji. Bardzo to przeżywała, załamała się psychicznie. Telewizja była dla niej wszystkim.

Barbara Chrzczonowicz mieszkała w przedwojennej kamienicy przy ul. Kilińskiego 82. Od dawna nie żyli jej rodzice. Umarli, w odstępie kilku miesięcy, kiedy miała 16 lat. Jej ojciec, profesor Stanisław Chrzczonowicz, wykładał na Politechnice Łódzkiej. Był jednym z twórców teorii polimerów. Matka pracowała w aptece.

- Baśką opiekowała się ciotka, która mieszkała w tej samej kamienicy - mówił nam Michał Fajbusiewicz. - Ale ona nie chciała się podporządkowywać.

Jej sąsiadem był Adam Antczak, niegdyś rzecznik prasowy łódzkiej policji. Znał Barbarę Chrzczonowicz. Udzielała lekcji angielskiego jego dziecku. Korepetycje były jednym ze źródeł jej utrzymania. Po zwolnieniu z telewizji przygarnęła ją też Politechnika Łódzka. Być może za zasługi ojca dla tej uczelni.

Nadszedł grudzień 1986 roku. Sąsiedzi zauważyli, że od dłuższego czasu nie widać Barbary, nie wyprowadza psów, nie przyszła na umówione lekcje angielskiego. Nie było to w jej stylu, bo należała do obowiązkowych ludzi. Odwiedzili jej dom. Drzwi otworzył mąż. Powiedział, że pokłócił się z żoną, a ta trzasnęła drzwiami i wyszła. Od tej pory ślad po niej zaginął...

Barbara Chrzczonowicz miała w życiu sporo mężczyzn. Ale nagle pojawił się kolejny, który po miesiącu czy dwóch miesiącach znajomości został jej mężem. Poślubiła go gdzieś rok przed zaginięciem. To nagłe zamążpójście zadziwiło jej dawnych znajomych. Michał Fajbusiewicz widział zaproszenie na jej ślub. Nie dostał go, ale pokazywał mu je ktoś ze znajomych. Zapamiętał, że było bardzo dziecinne. Młoda para umieściła na nim swoje czarno-białe zdjęcie. Obok pojawiły się jakieś wyklejanki z gazety. Jeden z ówczesnych sąsiadów Barbary Chrzczonowicz, który chce pozostać anonimowy, przyznaje, że jej mąż był bardzo dziwny. Był na ich ślubie, bo bardzo lubił Basię, tak jak jego mama.

- Niedługo przed zaginięciem była nawet u mojej mamy - wspomina. - Radziła się w pewnej sprawie. Jak pogodzić rodzinę męża i swoją, bo za sobą nie przepadali.

Podobno Barbara poznała swojego męża na jakiejś imprezie towarzyskiej. Sąsiad twierdzi nawet, że ten człowiek był wcześniej zameldowany w tej kamienicy. On jednak nigdy, zanim tem nie ożenił się z Basią, go nie widział.

- A pytała o niego milicja - twierdził sąsiad.

Niektórzy z sąsiadów Barbary pamiętają jej męża. Był drobny, nie za wysoki, zawsze przemykał pod ścianą, ubrany w szarą kurtkę. Nie chciał rzucać się w oczy. Nikt nie chce o tym mówić, ale nie miał ponoć ciekawej przeszłości.

Po zaginięciu działy się ciekawe rzeczy. Nikt oficjalnie nie zgłosił zaginięcia dziennikarki.

- Oprócz ciotki, z którą nie była w najlepszych stosunkach, nie miała bliskiej rodziny - twierdzi Michał Fajbusiewicz. - Tak naprawdę nikomu nie zależało, by ją szukać.

Michał Fajbusiewicz twierdzi, że przeszukania mieszkania Barbary Chrzczonowicz dokonano po roku od jej zaginięciu. Adam Antczak przyznaje, że ówczesna milicja nie dokonała od razu przeszukania. Ale zrobiła to nie po roku, ale po dwóch-trzech miesiącach. Przeszukując mieszkanie policjanci używali specjalnych środków, które pozwalają na znalezienie śladów krwi. Pracowali przy tej sprawie najlepsi specjaliści z Komendy Wojewódzkiej Milicji.

- Jednak nic nie znaleziono! - mówił nam Adam Antczak.

Gdy milicjanci weszli do mieszkania, to zobaczyli wielki nieład. Wskazywało to, że nikt nie próbował ukryć śladów zbrodni.

- Mieszkanie nie było czyszczone - zapewniał Adam Antczak. - Przy czym był to nieład zostawiony nie przez mężczyznę, a kobietę. Mieszkanie wyglądało tak, jakby Barbara Chrzczonowicz przed chwilą z niego wyszła. On, czyli jej mąż, nic w tym mieszkaniu nie zmieniał!

Jej mąż od początku był głównym podejrzanym. Kiedy zaczęto szukać Basi tłumaczył, że pojechała do koleżanki do Warszawy. Jednak tam jej było... Wielu znajomych od początku podejrzewało najgorsze. Przyznają, że Baśka była pokręcona, ale solidna. Nie opuściłaby lekcji, na którą się umówiła. Zostawiła też w domu psa.

- Ona bez psa, by się nie ruszyła, zabierała go nawet do pracy - mówi Michał Fajbusiewicz. - A pies został...

Michał Fajbusiewicz słyszał od sąsiadów, że w nocy poprzedzającej zaginięcie doszło w tym mieszkaniu do kłótni. Sąsiedzi tłumaczyli, że nie reagowali, bo do małżeńskich awantur dochodziło tam często.

Jedna z hipotez mówi, że ciało Barbary Chrzczonowicz mogło zostać rozpuszczone w wannie. Wcześniej mogło dojść, tak jak to słyszeli sąsiedzi, do awantury małżeńskiej. Być może podczas tej awantury doszło do wypadku...

Adam Antczak mówił nam, że nie wierzy w wersję, że zwłoki Barbary Chrzczonowicz rozpuszczono w wannie przy pomocy jakiś środków chemicznych. Wanna była żeliwna, przedwojenna. Nie zostały na niej żadne ślady. Nikt jej też nie wymienił.

- Jakiś błąd w tej sprawie popełniono - przyznawał Adam Antczak. - Ale pamiętajmy, że jest to zaginięcie. A w tej sprawie nikomu specjalnie nie zależało na poszukiwaniu zaginionej. Gdyby do zabójstwa doszło w domu, na pewno by coś znaleźli!

Michałowi Fajbusiewiczowi sąsiedzi opowiadali, że tej nocy mąż Barbary wyprowadził z garażu malucha i nim wyjechał. Tłumaczył, że pojechał na stację benzynową. Stał tam kilka godzin w kolejce po benzynę, sprzedawaną na kartki.

- W tej sprawie od początku pojawiały się poszlaki, nie było żadnych dowodów - twierdzi dziennikarz prowadzący program „997”.

Adam Antczak dziwi się obserwacjom sąsiadów. Powątpiewa w nocny wyjazd męża Basi. Nie miał przecież prawa jazdy. Poza tym auto było uszkodzone. Wyprowadzono je z garażu i od kilku miesięcy stało w kącie podwórka.

- W tej kamienicy trudno by było ukryć zwłoki - twierdził Adam Antczak. - Całe podwórko jest wybetonowane. Stała tam od lat nie używana ubikacja. Ale ją dokładnie przeszukano i nic nie znaleziono.

Mąż Barbary był zatrzymywany, zwalniany, nie było przeciw niemu dowodów. Michał Fajbusiewicz, gdy kręcił program o zaginięciu Barbary Chrzczonowicz odwiedził jej męża. Ale ten zatrzasnął drzwi przed nosem ekipy telewizyjnej. Po kilku dniach wyjechał. Podobno za granicę. Miał się znaleźć w Stanach Zjednoczonych, potem wyjechać Meksyku. Podobno nie żyje. Miał zginąć w tajemniczych okolicznościach. To tylko nie sprawdzone informacje.

Adam Antczak uważał, że nie można tracić nadziei, że zaginięcie Barbary Chrzczonowicz zostanie kiedyś rozwikłane. Nie raz przypadek sprawia, że trafia się na ślady, który pozwalają rozwikłać zagadkę...

Mniej wina w Europie

Wideo

Materiał oryginalny: Co się stało z Basią, byłą dziennikarką Łódzkiego Ośrodka Telewizji? - Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie