75 lat temu nakręcono "Zakazane piosenki". Tu nakręcono pierwszy powojenny film, nie był ostatnim

Anna Gronczewska
Film Polski/Muzem Kinematografii/archiwum Dziennika Łódzkiego
Udostępnij:
75 lat temu swoją premierę miały „Zakazane piosenki”. Oficjalnie pierwszy polski powojenny film fabularny. Zdjęcia kręcono w Łodzi. W działającej już w naszym mieście Wytwórni Filmów Fabularnych.

Tu nakręcono pierwszy powojenny film, nie był ostatnim

W miejscu dawnej Wytwórni Filmów Fabularnych wznosi się nowoczesny, czterogwiazdkowy hotel. Tu siedzibę ma telewizja kablowa „Toya", klub „Wytwórnia”, ale na szczęście pozostało kilka instytucji związanych z filmem. Jak studio „Opus”, Łódzkie Centrum Filmowe, łódzki oddział Filmoteki Narodowej czy też studio dźwiękowe „Toya”...
Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi powstała zaraz po wojnie. Warszawa leżała w gruzach, więc w Łodzi zatrzymali się znani przedwojenni aktorzy, twórcy filmowi. Ale pewnie miasto nie stałoby się z czasem stolicą polskiego filmu, gdyby nie przyjechał tu Aleksander Ford. Przed wojną wyreżyserował takie filmy jak „Legion ulicy” czy „Ludzie Wisły”. Potem został żołnierzem Ludowego Wojska Polskiego. I w jego mundurze przybył do Łodzi. Był już wtedy szefem Czołówki Filmowej Wojska Polskiego, która wędrowała z polską armią i filmowała działania wojenne. W jej skład wchodzili wybitni twórcy kina, jak Jerzy Bossak, Władysław i Adolf Forbertowie. Razem z nimi do Łodzi przyjechał Olgierd Samucewicz, który miał rosyjskie korzenie. Kiedy Ford zadecydował, że tu będzie budował polski przemysł filmowy, stał się jego prawą ręką.

Gdzie wytwórnia?

Jak opowiadał nam nieżyjący już Tadeusz Wijata, który prowadził łódzki oddział Filmoteki Polskiej, a także współautor książki poświęconej Wytwórni Filmów Fabularnych, trzeba było znaleźć miejsce, gdzie mogłoby powstać jej atelier. Jedna z wersji mówi, że miejsce przy ul. Łąkowej wybrała Stefania Koprowicz, która potem przez wiele lat pracowała jako księgowa w Wytwórni Filmów Fabularnych. Była żoną znanego dźwiękowca, Józefa Koprowicza, a jej syn jest dziś reżyserem filmowym. Jej mąż pracował m.in przy „Zakazanych piosenkach”, „Pożegnaniach” czy „Stawce większej niż życie”. Natomiast Jacek Koprowicz reżyserował takie filmy jak „Medium” czy „Mistyfikacji”.

- Pani Stefania opowiadała, że przed wojną pracowała w składnicy harcerskiej – wspominał Tadeusz Wijata. - W czasie wojny razem z koleżanką szyła z brezentu mundury, plecaki. Po wyzwoleniu zostało im sporo tego materiału, więc poszły do pałacyku przy ul. Targowej 61, gdzie stacjonowały wojskowe władze Łodzi. Chciały im przekazać ten materiał. W pałacyku spotkały Aleksandra Forda. Ten zapytał łodzianki czy nie znają miejsca, gdzie można by było umieścić filmowe atelier. One wskazały przedwojenną halę sportową przy ul.Łąkowej. Ta hala została wybudowana w 1938 roku, a więc niedługo przed wybuchem wojny, z myślą o grach zespołowych.

Inna wersja mówi, że w tej hali zorganizowano spotkanie nowych władz z mieszkańcami Łodzi. Na tym spotkaniu miał być Olgierd Samucewicz. Hala mu się bardzo spodobała i powiedział o niej Fordowi. Ten załatwił, że została przeznaczona na potrzeby polskiego filmu.

Przyszła wytwórnia miała atelier, ale brakowało specjalistów, którzy potrafiliby je zagospodarować. Aleksander Ford zaczął szukać fachowców. M.in ściągnął do Łodzi Stefana Dękierowskiego, który przed wojną stworzył w Warszawie znaną wytwórnię „Falanga”. To właśnie w niej zrealizowano większość polskich filmów, które powstały w latach trzydziestych minionego wieku. Za nim przybyło do Łodzi wielu ludzi filmu.

- Wiąże się z tym pewna historia – opowiadał nam Tadeusz Wijata. - Ludzie ci mieli przyjechać do Łodzi na trzy miesiące. Pomóc przy organizacji wytwórni, atelier i wrócić do stolicy. Ale w Warszawie wprowadzono obowiązek meldunkowy. Nie mogli się już tam zameldować i tak wielu z nich stało się łodzianami.,

Kiedy tworzono łódzką wytwórnię ulica Łąkowa wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. Był park im. Poniatowskiego, hala i kościół Matki Boskiej Zwycięskiej. Widać to dobrze między innymi na fotosach z filmu „Ulica Graniczna” wyreżyserowanego właśnie przez Aleksandra Forda. Dekoracje do tego filmu zbudowano tak, że sięgały samego parku.

- Zresztą potem były wykorzystywane w innych filmach – zaznaczał pan Tadeusz.

Filmowa kamienica

Biura wytwórni mieściły się w centrum Łodzi. Aleksander Ford zajmował na ten cel głównie kamienice przy ul. Narotowicza. Filmowe były te pod numerami: 67, 69 oraz 86/88. Pod tym ostatnim numerem przez lata działały Łódzkie Zakłady Wytwórcze Kopii Filmowych. Natomiast centrala wytwórni mieściło się na początku przy ul.Sienkiewicza 33.

- Ford nie myślał tylko o atelier, miał znacznie szersze plany – mówił Tadeusz Wijata. - Otwarto też zakład produkcji projektorów filmowych. Zdawano sobie bowiem sprawę jak znakomitym narzędziem propagandowym jest film.

W Łodzi zamieszkali znakomici twórcy filmowi, jak Leonard Buczkowski. Był on uznanym reżyserem, który przed wojną nakręcił takie hity jak melodramat „Biały murzyn” czy też filmową adaptację powieści Stefana Żeromskiego „Wierna rzeka”. Z zagranicy przyjechał Eugeniusz Cękalski.

W kamienicy przy ul. Narutowicza 67 mieszkał reżyser Jerzy Passendorfer, reżyser „Janosika”, kierownik produkcji Ludwik Hager, jeden z współtwórców łódzkiej wytwórni filmowej. Tu mieszkał do śmierci w 1954 roku operator Antoni Wawrzyniak, który filmował Powstanie Warszawskie. Mieszkanie na parterze zajmował Roman Wajdowicz, jeden z pierwszych rektorów łódzkiej „filmówki”. Na kilka lat przy ul. Narutowicza 69 zatrzymał się Ludwik Starski. To jedna z barwniejszych postaci nie tylko powojennego, ale też przedwojennego polskiego filmu. Po wielu latach powrócił do rodzinnego miasta. Urodził się w Łodzi w 1903 roku, w rodzinie pochodzenia żydowskiego. Jego brat Adam Ochocki był popularnym przed laty dziennikarzem łódzkich gazet. Natomiast Ludwik Starski przed wojną pisał scenariusze do takich hitów przedwojennego kina jak „Zapomniana melodia”, „Paweł i Gaweł”, „Piętro wyżej”, „Jadzia” czy „Sportowiec mimo woli”. Po wojnie napisał scenariusz m.in do „Zakazanych piosenek” i „Skarbu”. W kamienicy przy ul. Narutowicza mieszkał z żoną Marią Bargielską i synem Allanem. Mały Allan biegał tu po kamiennym podwórku, grał w piłkę. Po latach odebrał statuetkę Oskara za scenografię do „Listy Schindlera” Stevena Spielberga. Sąsiadem Starskich był reżyser Ludwik Perski. Mieszkał tu też

Roman Mann, kuzyn znanego dziennikarza Wojciecha. Był on jednym z najpopularniejszych scenografów polskiego filmu lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Przygotowywał m.in scenografię do „Krzyżaków” i „Matki Joanny od aniołów”.

– Był bardzo przystojnym mężczyzną – wspominała nam Barbara Uznańska, córka Józefa Koprowicza. – Zresztą miał też bardzo ładną żonę Lidwinę. Była ona kostiumografem. Mieli dwóch synów: Marka i Pawła.

W marcu 1960 roku Roman Mann wyjechał na narty do Zakopanego. Nie wrócił z tej podróży. Zginął tragicznie w górach...Jerzy Kawalerowicz, reżyser „Austerii”, „Faraona” czy „Quo vadis” mieszkał w tej samej kamienicy na drugim piętrze. Okna jego mieszkania wychodziły na ul. Narutowicza, a balkon na podwórku. Zajmował je razem z ze swoją pierwszą żoną Marią, synem Jackiem i córką Kingą. Nie mieszkał tu długo. Po rozwodzie wyprowadził się do Warszawy. Żona Maria, która była plastyczką i uczyła w łódzkim liceum plastycznym mieszkała tu do śmierci. Jacek Kawalerowicz został grafikiem, projektował plakaty do filmu. Dziś już nie żyje. Kinga Kawalerowicz też została plastykiem.

"Zakazane piosenki"nie były pierwsze

Wszyscy podają, że pierwszym polskim powojennym filmem były „Zakazane piosenki” w reżyserii Leonarda Buczkowskiego. To jednak nie do końca prawa. Pierwszym polskim filmem po wojnie, który zrealizowano oczywiście w Łodzi były „Dwie godziny” wyreżyserowane przez Stanisława Wohla oraz Józefa Wyszomirskiego. Powstał on już w 1946 roku, a więc rok przed premierą „Zakazanych piosenek”. Ale do rozpowszechniania został dopuszczony dopiero w 1957 roku. Wcześniej uznano, że to zbyt mroczny film, by pokazywać go widzom i za wcześnie na rozrachunki z przeszłością. Jego akcja rozgrywa się zaraz po wojnie. Bohaterowie nie mogli sobie poradzić z wojennymi przeżyciami. Marek, którego grał Jerzy Duszyński wraca do domu i zastaje jego zgliszcze. Inny z bohaterów przeżył obóz. Po powrocie do domu spotyka swoje kata, obozowego kapo...Jego żona nie może przeżyć, że mąż w czasie wojny tak się zhańbił. Dochodzi do tragedii. Film miał znakomitą obsadę, bo oprócz Duszyńskiego zagrali w nim m.in Danuta Szaflarska, Władysław Hańcza, Hanka Skarżanka, Andrzej Łapicki, a nawet Jacek Woszczerowicz.
Przez lata trudno było znaleźć polski film, który chociaż w części nie był realizowany w Łodzi. Tak musiało być z „Zakazanymi piosenkami” w reżyserii Leonarda Buczkowskiego. Jego premiera miała miejsce w styczniu 1947 roku. Główne role zagrali w nim Danuta Szaflarska i Jerzy Duszyńskim. Jego realizację rozpoczęto już w 1945 roku. Wiele scen nagrano w atelier wytwórni.

- Pamiętam swoje pierwsze wejście na plan, czułam się jak bardzo ważna osoba, chociaż tak naprawdę byłam tylko młodą aktorką, która jeszcze nic w filmie nie zrobiła i nikt o mnie nic nie wiedział - wspominała po latach w jednym z wywiadów swą pracę na planie „Zakazanych piosenek” nieżyjąca już Danuta Szaflarska. – Pierwszą moją sceną było wejście po schodkach, scena, w której przynoszę paczkę dla ukrywającego się Żyda. Nigdy nie zapomnę tego wzruszenia, tej tremy, ale i uczucia szczęścia, jakie wówczas przeżyłam. Ujęcie było kręcone z góry: wykorzystano dźwig, sprowadzony z Babelsberga, z dawnego niemieckiego studia UFA, stamtąd była też jedyna na planie kamer.

W „Zakazanych piosenkach” zagrał też budynek studia filmowego przy ul. Łąkowej 29. W pierwszej scenie widać ogłoszenia o następującej treści: Zakazane piosenki śpiewane w czasie okupacji przez zespoły muzyczne, śpiewaków ulicznych i podwórzowych zakupi Film Polski. Podany jest adres ul. Łąkowa 29.
Zdjęcia do tego filmu kręcono również w Parku im. Poniatowskiego i na Zdrowiu. Były to głównie sceny partyzanckie. Park na Zdrowiu znajduje się na Manii. Potem pojawiło się powiedzenie: partyzan z Manii – Lasu.

Wyjątkowy dźwięk

Mijały lata, a Wytwórnia Filmów Fabularnych ugruntowywała swą pozycję. Wybudowano kolejne hale zdjęciowe. W latach sześćdziesiątych było ich już pięć. Powstały na ul. Łąkowej budynki biurowe. A w 1970 roku oddano do użytku ówczesny cud techniki, czyli studio dźwiękowe. Projektował je wybitny dźwiękowiec, Jerzy Błaszyński. A jednym z projektantów zajmującym się akustyką był inżynier Jakub Kirszenstein, ojciec wielokrotnej medalistki olimpijskiej Ireny Szewińskiej.

- Dzięki Błaszyńskiemu inżynier Kirszenstein nie wyjechał z Polski po1968 roku – mówił Tadeusz Wijata. - Błaszyński na to nie pozwolił. Kirsztenstein był mu niezbędny do dokończenia studia dźwiękowego.

Pracowali tu wybitni fachowcy. Jednym z nich był nieżyjący już Zygmunt Nowak. Pracował jako kierowca, gdy w 1953 roku otrzymał propozycję z Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi. Nazwa stanowiska na którym został zatrudniony brzmiała: kablowy z prawem jazdy! Tak naprawdę został asystentem operatora kamery. Przez kilka miesięcy kierował autem, które woziło ekipę na plan, trzymał mikrofon, pracował przy tzw. mikserku. Potem został realizatorem dźwięku. Dostał pod opiekę dwa studia dźwiękowe w wytwórni przy ul. Łąkowej w Łodzi. Ale szybko został też imitatorem dźwięki. Pełnił taką rolę jak Adolf Dymsza w komedii filmie „Skarb”.

– Były to czasy, gdy dźwięk, tzw. podsynchrony, muzykę nagrywało się w studiu, po zakończeniu zdjęć do filmu – wyjaśniał nam jego syn Wiesław Nowak. – Plan oświetlany był lampami zasilanymi przez wielkie agregaty, które strasznie hałasowały. Cały dźwięk trzeba było stworzyć w studio. Tym zajmował się imitator.

Zygmunt Nowak imitatorem został trochę przez przypadek. Akurat trzeba było nagrać odgłosy pożaru. Pracujący przy tym filmie imitator wziął brytfannę, benzynę i tak chciał naśladować pożar. Ale studio dźwiękowe było wyłożone boazerią, obowiązywał zakaz palenia.

Tata nie zgodził się na taką imitację pożaru – opowiadał Wiesław Nowak. – Imitator stwierdził, że inaczej nie potrafi go „zrobić”. Tata uznał, że się tym zajmie. Wziął kawałek celofanowej folii, zaczął dmuchać w mikrofon i wyszedł znakomity pożar. Od tej pory ten „pożarek” był jego popisowy numerem. Potem zaczęliśmy go robić z braćmi.

W wywiadzie dla „Dziennika Łódzkiego”, którego Zygmunt Nowak udzielił w latach osiemdziesiątych wspominał o swoich innych efektach. By odtworzyć dźwięk ścinanych buków wystarczyło poruszyć nogą od krzesła, potrzeć ją kalafonią i jeszcze pokruszyć kilka kawałków forniru.

– Gdy je się skręca, to trzeszczą jak najprawdziwsze gałęzie! - mówił pan Zygmunt. Udało mu się też idealnie odtworzyć pracę serca podczas operacji. Podobno wystarczył do tego kawałek irchy...Wspominał, że jedną z najtrudniejszych scen jakie musiał idźwiękowić była walka Kmicica i Wołodyjowskiego w „Potopie”, która rozgrywała się w deszczu i błocie.

Pociąg w hali

Przy ul.Łąkowej powstawały cudowne dekoracje. Gdy Jerzy Kawalerowicz kręcił „Pociąg” w hali ustawiono...wagon. Do historii przeszły dekoracje robione do filmów Wojciecha Hasa czy Juliusza Machulskiego.

- Pracownicy wytwórni robili też dekoracje poza Łodzią – przypominał Tadeusz Wijata. - M.in w Bucharze w Kazachstanie, gdzie kręcono „Faraona”. Przygotowywali dekorację, która zagrała Kamieniec Podolski w „Panu Wołodyjowskim” Jerzego Hofmana. Ustawili ją w Chęcinach. Zbierając materiały do książki dotarliśmy do dokumentów z których wynikało, że rozebranie tej dekoracji kosztowało drożej niż drewno użyte do jej zbudowania.

W najlepszych czasach Wytwórnia Filmów Fabularnych w Łodzi zatrudniała ponad 1000 osób. Do pracowników na pewno można też zaliczyć kierowników produkcji czy scenografów, którzy byli zatrudnieni przez zespoły filmowe, a tak naprawdę rezydowali przy ul.Łąkowej w Łodzi.
Wraz z transformacją dla Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi nadeszły ciężkie. Pod tą nazwą funkcjonowała do 1993 roku. Wtedy zmieniono ją na Łódzkie Centrum Filmowe, W 1998 roku dodano do niej człon – w likwidacji. W 2005 roku oficjalnie przestało istnieć.
Czy Wytwórnia Filmów Fabularnych mogła przetrwać?

- Nie można powiedzieć, że mogła przetrwać, albo nie mogła – twierdził Tadeusz Wijata. - Ja mogę tylko powiedzieć, że była na to szansa. Uratowano przecież wytwórnię w Warszawie, częściowo we Wrocławiu.

W Łodzi tak się nie stało. Przyczyn upadku wytwórni było kilka. Złe zarządzanie, nie umiejętność dostosowania się do nowych warunków, zmiana zasad na jakich zaczęto zarządzać polską kinematografią. Ale też to, że wiele osób wierzyło takie firmie jak wytwórnia państwo nie pozwoli upaść. Pozwoliło...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

74. rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego

Wideo

Materiał oryginalny: 75 lat temu nakręcono "Zakazane piosenki". Tu nakręcono pierwszy powojenny film, nie był ostatnim - Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie