Czwartek, 29 Lipca 2010 Imieniny: Marta, Olaf, Flora Zaloguj się | RSS


NaszeMiasto.pl >> Łódź

Z piwem po Łodzi - W parku, lunaparku i na Pietrynie

Przemysław Dana

2008-05-03 00:01:00

Przejażdżka na karuzeli z piwem w ręku w lunaparku pełnym dzieci czy wychylanie łyka z puszki na ul. Piotrkowskiej przy patrolu straży miejskiej powinny zakończyć się stuzłotowym mandatem. Tak przynajmniej mówi ustawa o wychowaniu w trzeźwości i zapobieganiu alkoholizmowi. Ale łódzka rzeczywistość przedstawia się zupełnie inaczej.

Sprawdziłem, czy jeśli będę paradował po mieście w niedzielne popołudnie z piwem, ktokolwiek zwróci mi uwagę. Najpierw wybieram się na Zdrowie. Ruszam do lunaparku. Bez problemu wchodzę na jego teren z puszką w ręce, bo nikt nie kontroluje wstępu do królestwa
dziecinnych zabaw. Raczę się złocistym trunkiem na ławeczce przy karuzeli dla najmłodszych. Rodzice roześmianych kilkulatków, podobnie jak obsługa, najwyraźniej nie mają nic przeciwko. Co więcej, jak gdyby nigdy nic dosiada się do mnie w pewnym momencie starszy pan, który przyszedł z wnuczkiem. Nawet nie zmroził mnie wzrokiem widząc, że piję alkohol. Po chwili dostrzegam, że nie jedyny robię to bez skrępowania. W butelce, puszce czy plastikowym kuflu chmielowy napój dzierży w dłoni spora grupa spacerowiczów. Mam wrażenie, jakbym siedział w ogródku piwnym.

Podchodzę do kasy diabelskiego młyna. Panią w okienku bardziej interesuje, czy ma z czego wydać resztę, aniżeli fakt, że puszka przeszkadza mi w zapięciu plecaka. Pracownik wpuszczający na karuzelę również nie komentuje mojego zachowania. Rozsiadam się więc wygodnie, koło rusza, a ja spokojnie pociągam kolejny łyk piwa.

Okazuje się, że nie tylko z tej atrakcji można skorzystać bez przeszkód mając promile we krwi. Dwóch młodych mężczyzn chwiejnym krokiem wsiada do wagonika kolejki górskiej. Wysiadając z niego po kilkudziesięciosekundowej przejażdżce jeden z nich - zapewne z wrażenia - przewraca się.

Niewidzialny problem

W parku nie widziałem żadnego patrolu policji czy straży miejskiej. Wybieram się zatem na Piotrkowską, gdzie spotkać funkcjonariuszy nie jest trudno. Przysiadam w pasażu Schillera, gdzie jeden ze swoich posterunków mają strażnicy miejscy. Przez kwadrans piję sobie w najlepsze. Brak reakcji. Ciekaw jestem, jak się zachowają stróże prawa, gdy sam wejdę z puszką w ich pole widzenia. Długo nie szukam. Przed skrzyżowaniem z ul. Tuwima stoi radiowóz, ale policjanci najwyraźniej mają ważniejsze zajęcia. Idę dalej. Po drodze mija mnie kilka samochodów z kogutem na dachu i znowu nic. Ostentacyjnie zwalniam kroku i przechylam puszkę przy strażnikach miejskich siedzących w swoim aucie zaparkowanym przy hotelu Grand. I co? I nic. Żadnej reakcji.

regulamin

ZOBACZ KONIECZNIE