Drogą od muzeum do Stębarka idą dwórki. Pytamy o Ulnowo.
- Ulnowo... Nie wiemy - wzruszają ramionami. - My nie stąd... Pod koniec lat 50. pojawiła się w Ulnowie grupa olsztyńskich archeologów, którzy podjęli prace badawcze na terenach Pól Grunwaldzkich. Kiedy oglądali miejsce, gdzie według Długosza miał odpoczywać król Jagiełło przed starciem z Krzyżakami, podszedł do nich stary Mazur. Powiedział, że nazywa się Franciszek Góralski. - Dobrze panowie trafili! Bo to właśnie było na moim polu. Tu się zaczęło! Po czym pokazał im kamień, na którym Jagiełło "śniadał".
W Ulnowie nie znajdujemy Franciszka Góralskiego. Zmarł w 1968 roku.
- Jego dzieci gdzieś wyjechały - mówi wójt Henryk Kacprzyk. - A tutaj ludzi nie interesuje historia. Mają własne problemy...
Kamieni w gminie Grunwald leży pod dostatkiem. Co rusz ktoś na polu wyorywuje kolejny. Tylko one pamiętają grunwaldzką wiktorię.
W Łodwigowie, gdzie stał inny Jagiełłowy Kamień, zachodzimy do gospodarstwa państwa Kamińskich.
Senior rodu Dominik Kamiński oczekuje na kolejne odznaczenie, o które przed rocznicą bitwy wystąpiły kombatanckie władze. Przeprasza, że trochę niedosłyszy.
- Opowiedz panu dziadek, jak walczyłeś we wojnę !- zachęca rodzina.
- To było w 1410 roku !- zaczyna staruszek.
- Nie o tę bitwę chodzi, o wojny z ruskimi i Hitlerem !- przerywają.
Pan Dominik pochodzi z Mazowsza. Toczy się opowieść o tym, jak to najpierw do jego wioski weszli bolszewicy, a następnie, jak to on , w mundur polskiej piechoty odziany, wojował z Niemcami i jak przeżywał klęskę naszych ukryty gdzieś w lasach nad Narwią.
- Podobno prezes napisał do Warszawy, że odznaczenie mi się należy, bom nie tylko kombatant, ale i spod Grunwaldu- stwierdza.
Mieszkańcy okolicznych wsi wspominają kolejne święta i zdarzenia. Jeden, jak to przed którąś rocznicą wojsko tutaj jeździło, zapowiadając, że niebawem wyląduje na Polach generał Jaruzelski, więc porządek we wsi ma być. Inny, jak to jakiś oficer z wykrywaczem metali szukał na pegeerowskich polach "napoleońskich" guzików i części uzbrojenia. Jeszcze inny, jak odgrywającego króla Jagiełłę jeźdźca, mieszczucha chyba, poniósł koń na boczne drogi. Ledwie go zatrzymał.
- Radiowozem Jagiełłę gonili! - śmieją się ludzie.
Pytamy, czy na Grunwaldzie zarabiają. Pokoje gościnne, frytki.
- Nie mamy warunków! - rozkładają ręce Kamińscy. - Raz tylko sprzedaliśmy parę belek siana konnym. Sąsiedzi, owszem, rycerskie konie na noc do stajni przyjmują.
- Gdybym mieszkała pod Grunwaldem, z takim imieniem i nazwiskiem mogłabym zrobić na moich kozach pieniądze! - wdycha Wiktoria Jagiełło z Węgoja koło Biskupca. Ale nie mieszka i wielkiej kasy nie robi.
W Stębarku opodal Pól Grunwaldzkich żyje sobie natomiast nauczycielska rodzina Jagiełłów i inne ciekawe osoby. Od dwóch lat proboszczem jest tutaj ksiądz Zbigniew Żabiński, rodem z Muszak.
Spotykamy go, ubranego w polowy mundur moro i stare tenisówki. Stoi na placyku przed kościołem w Stębarku, gdzie piętrzy się złom, który dostarczyli parafianie. W ten sposób ksiądz zarabia na remont świątyni.
- Fajny, młody, z pomysłami! - chwali księdza żona sołtysa Małgorzata Moszczyńska. - Takich nam we wsi trzeba!
Ksiądz Żabiński idzie z nami do obozu rycerskiego. Skarbnik rycerzy Jacek Szymański wita go jak starego znajomego. Przed bitwą proboszcz ma odprawić dla chętnych rycerzy, giermków i panien dworskich mszę, jak jego poprzednicy przed wiekami. Mogą się też wyspowiadać.
- Był pan w harcerstwie? - komendant harcerskiego obozu Barbara Bogdańska- Pawłowska ściska mi dłoń. - Proszę mi mówić druhna Basia.
Trzydziesty Zlot Grunwaldzki ZHP jest świętem Chorągwi Warmińsko- Mazurskiej i Wspólnoty Drużyn Grunwaldzkich. Zdaniem pani komendant historyczna bitwa to nie tylko słowiańskie zwycięstwo. To ważna lekcja patriotyzmu, którą należy wykorzystawać w codziennej pracy z dziećmi i młodzieżą. Harcerze są spadkobiercami grunwaldzkich tradycji.
- Pod Grunwaldem jest fajnie! - mówi Radek z Ostrowia Wielkopolskiego, siódmoklasista. - Nie tylko inscenizacja. Lasy i ciekawi ludzie.
Zuchom ze Słupi Wielkopolskiej też się podoba. Ania jest na zlocie drugi raz. Przywiezie do domu pamiątkę, świnkę skarbonkę.
Jednym z harcerskich zadań zlotowych są spotkania z dziećmi mieszkańców okolicznych wsi. Zorganizują im gry i zabawy.
Wójt Kacprzyk sympatyzuje z harcerzami. Też ma pomysł na lekcję patriotyzmu. Może im pokazać replikę dwóch mieczów, model okrętu "Grunwald", proporzec oraz banderę bojową jednostki.
Stanisław Saternus jeszcze do niedawna był wspólnikiem Andrzeja Dowgiałło w Gietrzwałdzie, gdzie prowadzili "Karczmę Warmińską". Wiele się nauczył i kiedy panowie podali sobie ręce na pożegnanie, podążył inwestować pod Grunwald. Przez wiele lat stała tutaj restauracja, o której mówiło się, że to kiepski biznes. Piwo, flaczki, dyskoteka.
Saternus wziął restaurację. Nazwał ją "Karczma pod Królewską Koroną", zmienił jadłospis, inwestuje w wystrój. Ma wielu klientów.
Karta dań w średniowiecznym stylu, ze wstępem: "Nie żałowali sobie nasi przodkowie jadła i napitków. Może właśnie dlatego, że jedli dużo, ale niewymyślnie, proste potrawy i dlatego, że gorzałkę i miód pili z umiarem, żyli długo i szczęśliwie". W karcie sylwetki Jagiełły, Witolda, znamienitych rycerzy. I menu : Książęca gorąca strawa, Polewki rycerskie, Chłodzińce, Sakiewki ochmistrza, przysmak kasztelana.
- Będę organizował rycerskie biesiady, postawię skansen !- pokazuje właściciel placyk przed restauracją. - Tu stanie drugi Biskupin !
Rycerz polski, potężne chłopisko, przysiada się do Włocha, w bitwie najemnika. Próbuje go zagadać po angielsku. Z chwilę próbują się na rękę.
- Mamma mia !- rozciera palce pokonany.
Sprzedawcy pamiątek obok parkingu przy Polach Grunwaldzkich narzekają na słaby utarg. Wycieczki, zwłaszcza szkolne, są coraz uboższe.
- Hit tego lata ?- zastanawia się któryś z nich. - Topory i maczugi !
W sklepikach można ponadto kupić koszulki z rycerskimi herbami, makiety Malborka, drewnianych i gipsowych rycerzy, breloczki z królem.
Podobno zjawił się tutaj niedawno oferent z figurką Juranda z papieru i czarną przepaską, którą można nakleić rycerzowi na oczy.
Jurand sprzedaje się dobrze. Również jako piwo "Jurand". Można go dostać zarówno tutaj, jak i w sklepie "Lech" w Stębarku, gdzie siedzą tubylcy.
- Jak oni mogli wytrzymać w tych zbrojach tyle godzin bez sikania ?- zastanawia się któryś, spoglądając na czyszczącego hełm rycerza.
- Nie słyszałeś, na dole mieli takie rynienki !- wyjaśnia inny.
Pod Grunwald podąża kolejna wycieczka, autokar z rejestracją warszawską. Zatrzymuje się z boku szosy, przy bunkrze z II wojny światowej. Panowie na prawo, panie na lewo. Ktoś ogląda pomazany sprajem bunkier. Wchodzi do środka.
- Postawiłbym u wejścia Krzyżaka, żeby sprzedawał miecze i toporki. Człowieku, to byłby dopiero interes !
- Głupi, lepiej zainstalować tu panienki. Tylu rycerzy tu przyjeżdża.
- Jasne, że lepiej panienki...