Z twojego stricte rzymskokatolickiego wywodu wynika, że nie można być dobrym gospodarzem bez klęczenia i klepania pacieży, bez spędzenia co najmniej 1 dnia w pace z powodów politycznych, tolerującym młodych słuchających innej muzyki niż tej w radiu ma-ryja. Mnie nie obchodzi pochodzenie wyznaniowo-polityczne włodarza, tylko co dobrego zrobił, i czy jest prezydentem wszystkich mieszkańców, czy tylko wybranych (w przypadku Kropy: Żydów i moherów). A ja nie widzę pozytywów korzystając z MPK, czy jadąc samochodem. Wręcz przeciwnie. Odgrzewane kotlety, czyli remontowane ulice, są dzisiaj mniej przejezdne niż te same sprzed 10 lat. Kropa nie ma pomysłu na nowe trasy, przedłużenie Śląskiej nic nie poprawi. Popatrz koleżko na Śląsk (ten ukochany Gierka): 50 km przejedziesz w czasie, w którym w Łodzi przejedziesz 15 km. A co do tramwajów (Cityrunnery na trasie 10), owszem były drogie, ale za to były dla Łodzian (za czasów SLD), a nie dla Szwajcarów (Genewa) czy Hiszpanów (Walencja) - za czasów Kropy. Chyba że chodziło tutaj, żeby Łodzianie z peerelowskich blokowisk Widzewa i Retkini nie mieli lepiej niż z żydowsko-sanacyjnych Bałut. Przypomnij sobie rządy solidarucha Palki, który palcem nie kiwnął w celu ratowania miejsc pracy. W tym świetle porównywanie ilości otwieranych fabryk za czasów SLD czy Kropy jest wywoływaniem przysłowiowego śmiechu na sali. Krzyki, jakie podnosi Kropa, że mu się miejsce na stołku należy za katolicyzm i opozycjonizm, to ja odpowiadam, że należy mu się co najwyżej miejsce w historii i na ołtarzach, a stołek to zobowiązania a nie nagroda (poza nagrodą w postaci wygranych wyborów).