Niemcy denerwują się, że ich prezydent pięć razy w tygodniu każe sobie przywozić do Berlina świeże bułeczki z Hanoweru.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
To ładny kawałek - autostradą 291 km w jedną stronę! Berlińscy piekarze twierdzą, że wypiekają nie gorsze bułki niż ich hanowerscy koledzy. Niemieccy podatnicy zastanawiają się, ile jeszcze kosztownych zachcianek władzy ukrytych jest przed opinią publiczną.

Przykład z prezydenckimi bułkami potwierdza, że władza psuje się niezależnie od epoki i ustroju. W latach 80., kiedy Sieradz był stolicą województwa, jeden z sekretarzy rządzącej partii codziennie wysyłał do Łodzi, gdzie mieszkała jego żona z dziećmi, służbowy samochód z bochenkiem chleba. Świadczyło to dobrze o kunszcie sieradzkich piekarzy, ale ówczesnej władzy zwolenników nie przysparzało. Wtedy takie zachcianki podciągano pod kategorię "arogancja władzy". Wydawało się, że w prawdziwej demokracji nic podobnego nie może mieć miejsca. Święta naiwności!

Co prawda, po 1989 roku o wożeniu pieczywa z odległych miejscowości dla przedstawicieli władzy lub ich rodzin nie wiadomo, ale prominenci zaczęli realizować za nasze pieniądze kosztowniejsze zachcianki. Na przykład Mieczysław Wachowski, słynny minister słynnego prezydenta, zwykł bywać na meczach żużlowych we Wrocławiu. Żeby dostać się na miejsce, używał służbowego helikoptera. Z Warszawy do Wrocławia i z powrotem to circa 600 kilometrów. Jeden lot Wachowskiego kosztował więcej niż dowożenie przez rok chleba rodzinie sekretarza z Sieradza do Łodzi.

Jak donosi money.pl, zagraniczne wojaże posłów od początku kadencji (jesień 2007 do końca 2009 r.) kosztowały podatników 4,7 mln zł. Gdyby dodać wydatki na tegoroczne poselskie wyprawy, to byłoby ze 6 mln. Dlaczego posłowie tyle jeżdżą? Bo lubią! Co taki poseł ma do załatwienia w Tajwanie, RPA, Ugandzie? Nic! Wymyślają służbowy pretekst i jadą. Podróżnikiem nr 1 jest Tadeusz Iwiński (SLD) - 78 podróży na nasz koszt. Po piętach depczą mu Dariusz Lipiński i Andrzej Gałażewski z PO. Dla nich Sejm też jest darmowym biurem podróży. To już taniej byłoby, gdyby nasz prezydent sprowadzał do pałacu bułki z Budy Ruskiej. Też (jak z Hanoweru) 300 km w jedną stronę. Może i strażnicy krzyża by się załapali na śniadanko?

Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!