Jest szansa na uratowanie zrujnowanych kamienic czy dworów w regionie łódzkim. Jeśli właściciele zabytków sami nie remontują budynków, zrobią to za nich urzędnicy, ale potem wyciągną ręce po pieniądze.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Jest szansa na uratowanie zrujnowanych kamienic czy dworów w regionie łódzkim. Jeśli właściciele zabytków sami nie remontują budynków, zrobią to za nich urzędnicy, ale potem wyciągną ręce po pieniądze. Decyzja, czy tak się stanie, ma zapaść jeszcze w tym roku.

Na pomysł zmuszania właścicieli zaniedbujących kamienice i domy, figurujące w rejestrze zabytków, do przeprowadzania remontów wpadła Fundacja Ulicy Piotrkowskiej. Jej członek Jakub Polewski dopatrzył się w ustawie o ochronie zabytków zapisu, który do tej pory w naszym regionie był martwy, a który może uratować rozsiane po całym regionie perełki architektoniczne.

Według przepisów, konserwator zabytków może zmusić właściciela budynku do remontu, jeśli ten miga się od odnawiania zabytku. Konserwator może nawet sam zlecić ekipie taki remont, jeśli uzna, że zabytkowi grozi zagłada. Co ciekawe, rachunki za renowacje budynku obciążą konto jego właściciela, bo prawo daje urzędnikom możliwość domagania się zwrotu pieniędzy zainwestowanych w remont lub obciążenia hipoteki domu.

- Dzięki przepisom spokojnie możemy uratować popadające w ruinę pałace, kamienice, dwory czy nawet pojedyncze stare fabryki - wylicza Jakub Polewski z Fundacji Ulicy Piotrkowskiej. - Nie chodzi nawet o przywrócenie im blasku, ale o uchronienie ich przed wyburzeniem - dodaje Polewski.

Pismo w sprawie zastosowania tzw. wykonania zastępczych prac konserwatorskich Polewski wysłał już do wojewody łódzkiego. Oszacował, że rocznie na ten cel potrzeba 3 mln zł. Pieniądze miałyby zostać zabezpieczone w rezerwie budżetowej województwa. Rafał Reszpondek, doradca wojewody ds. dziedzictwa kulturowego, nie chce powiedzieć, czy wojewoda ostatecznie znajdzie pieniądze na realizację pomysłu.

- Sprawa na razie została przekazana do wojewódzkiego konserwatora zabytków - powiedział Rafał Reszpondek.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Jolanta Chełmińska jest w stanie wydać pieniądze na remonty zabytków, ale dopiero w przyszłym roku. Tegoroczny budżet napięty jest jak struna, a rząd Donalda Tuska, ze względu na kryzys gospodarczy, zaciska pasa i ogląda każdą złotówkę, zanim ją wyda.

Ale zdaniem wojewódzkiego konserwatora zabytków przepisy, o których mówi Polewski, są nieskuteczne. - To tylko doraźna pomoc, co kilka lat musielibyśmy powtarzać operację. Lepiej wywłaszczać właścicieli - mówi Wojciech Szygendowski.

Ale w innych miastach rozwiązanie proponowane przez FUP zadziałało. W 2006 roku władze Krakowa wydały nakaz wyremontowania fasad kamienic w centrum miasta. Na podobny krok zdecydowały się w ubiegłym roku władze Lublina, które nakazały przeprowadzenie remontów właścicielom kamienic na starówce. Kilku z nich odwołało się od decyzji. Główny konserwator zabytków uznał, że jego lubelscy koledzy za mało precyzyjnie określili, co właściciel musi wyremontować i w rezultacie cofnął nakaz. Kilka zabytków udało się jednak odnowić.

W Łodzi w pierwszej kolejności do remontu nadaje się dom Otto Gehliga, wzniesiony przy ulicy Tuwima w 1833 roku. To perełka z rzadko spotykaną w Łodzi nutką renesansu i niderlandzkiego manieryzmu. Na ratunek czekają też budynki przy ulicy Piotrkowskiej 277, Zielonej 6 i Pabianickiej 55.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!