To był jeden z newsów dnia. I to z kategorii tych, które czytają wszyscy - strażacy z Bolkowa z trudem wydostali z mieszkania ważącego 300 kilogramów mężczyznę, by przewieźć go do szpitala.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
To był jeden z newsów dnia. I to z kategorii tych, które czytają wszyscy - strażacy z Bolkowa z trudem wydostali z mieszkania ważącego 300 kilogramów mężczyznę, by przewieźć go do szpitala. Niedowierzanie, szok i pytania - co się stało, że tyle ważył? W internecie od razu pojawiły się komentarze. Skrajnie różne: na lokalnych portalach potępiające. Od tych, którzy znali Marcina, pełne współczucia.


Informacja była krótka i szokująca - takie przypadki znamy z wiadomości telewizyjnych z Ameryki, ale w Polsce? Z mieszkania wyciągało go 13 strażaków, bo załoga pogotowia ratunkowego nie była w stanie poradzić sobie z ciężarem chorego. W końcu strażacy położyli go na drzwiach i wynieśli na zewnątrz przez balkon. Młody mężczyzna trafił do szpitala w Jeleniej Górze, gdzie lekarze robili, co mogli, by uratować mu życie.

Jeszcze tego samego dnia na jednym z lokalnych portali internetowych pojawiły się komentarze: "A gdzie byli rodzice czy opiekun?". "Ciekawe, co lubił najbardziej?". "Jak można doprowadzić się do takiego stanu?".
Forumowiczka o nicku Bolkowianka nie kryła szoku "jak mogło dojść do takiego stanu, gdzie była rodzina? Jak nie wychodził z domu, to ktoś musiał mu dawać jeść. Mieszkał niedaleko mnie i jak się dowiedziałam, że taka osoba mieszka w Bolkowie, to nie mogłam uwierzyć, myślałam, że tylko na Discovery można zobaczyć takich ludzi".
Cas napisał: "No właśnie, gdzie byli Ci "życzliwi", co mu donosili jedzenie i w pewnym sensie przyczynili się do jego tragedii, bo chyba nie zamawiał posiłków przez internet...".
A kolejni komentujący uderzyli w ten sam ton: "Ludzie, jak można dopuścić do takiej wagi - rodzicom należy się po prostu tylko dziwić, że pozwolili na coś takiego", "Yyy... jacy rodzice, przepraszam? A co to, 30-latek mózgu nie ma?". W masie krytycznych postów znalazł się jeden, którego autor stanął w obronie młodego mężczyzny. Schowany za nickiem Bolków napisał: "Ten chłopak był chory i to choroba doprowadziła go do takiego stanu".

Kilkanaście godzin po przewiezieniu do szpitala Marcin zmarł. Wiadomość o tym pojawiła się w serwisie polygamia.pl, skupiającym graczy komputerowych. Sentinela - bo pod takim nickiem występował tu Marcin, pożegnał Maciej Kowalik, redaktor portalu: "Senti od dawna udzielał się w różnych wydawnictwach poświęconych grom konsolowym. Większości będzie się kojarzył z PSX Extreme, choć ostatnio udzielał się również w Konsolowisku. Musicie wiedzieć, że Marcin był obecny również przy kształtowaniu się pierwszych wizji Polygamii, a i później znalazł dla nas czas, publikując lub podsyłając ciekawostki. Ja zapamiętam go przede wszystkim jako prawdziwego gracza, który jednak nie zamykał się na innych i gdy na pl.rec.gry.konsole ktoś wspominał o zlocie, Senti zawsze odpowiadał jako jeden z pierwszych. Miałem przyjemność spotkać go na dwóch z nich i żałuję, że już tego nie powtórzymy".

Dwa światy, choć oba wirtualne. W jednym 29-latek z Bolkowa, szokujący swoją wagą, wywołał komentarze w większości negatywne. W drugim ten sam chłopak pozostawił po sobie autentyczną pustkę. "Szok. Niech Ci teraz niczego już nie braknie. Mam nadzieję, że zostawiłeś nam trochę swojej pogody ducha, mogłeś nią obdzielić wielu". "Szok... A jeszcze w sobotę z nim rozmawiałem - byłem w Bolkowie na Castle Party i specjalnie dla niego wiozłem giwerę z Killzone 2. Mieliśmy się spotkać, ale już wtedy było ciężko - pogotowie doprowadzało go do używalności przez godzinę i miał problemy z mówieniem. Umówiliśmy się na niedzielę, ale znowu rano zadzwonił, że ląduje w szpitalu". "Przynajmniej jest teraz z Michaelem Jacksonem i kto wie, być może tańczą razem Moonwalkera... :)".

Przez media od jakiegoś czasu przetacza się dyskusja o agresji w internecie - co sprawia, że zwykli ludzie tak bezwględnie oceniają innych, krytykują ich, opluwają? Bo chroni ich anonimowość i poczucie bezkarności, dzięki któremu w sieci mogą porzucić hamulce narzucone przez wychowanie i normy obowiązujące w relacjach międzyludzkich? Według doktora Chris Fullwooda z Uniwersytetu Wolverhampton, psychologa internetu, niektórzy z nas na potrzeby internetu tworzą sobie nową osobowość, której wolno więcej. Ale według autora bestsellerowej "Inteligencji emocjonalnej" dr. Daniela Golemana za agresją forumowiczów kryje się brak inteligencji emocjonalnej i społecznej, czyli mówiąc zwyczajnie - empatii i zrozumienia skutków naszego zachowania. A te mogą być tragiczne: kilka miesięcy temu w Korei Południowej popełniła samobójstwo jedna z tamtejszych gwiazd - aktorkę zaszczuli w internecie jej dotychczasowi fani, którzy nie zaakceptowali jej rozwodu i walki przed sądem o dzieci. Ofiarą internautów została też siatkarka Dorota Świeniewicz. Świdniczanka zrezygnowała z gry w kadrze pod naporem bezpardonowo krytycznych uwag.


Krytyka wagi to efekt zjawisk kulturowych

Z Marcinem Kramkiem, psychoterapeutą, rozmawia Katarzyna Kaczorowska

Skąd bierze się nasza niechęć do ludzi, którzy mają poważne problemy z nadwagą?
A skąd przekonanie, że taka niechęć istnieje?

Z komentarzy, jakie można znaleźć choćby w internecie, ale i czasem usłyszeć na ulicy. Pochylamy się nad chorobą alkoholową czy uzależnieniem od narkotyków, ale nadwagę utożsamiamy nie z chorobą, ale z niekontrolowanym obżarstwem, a stąd już mały krok do krytyki.
Alkoholików i narkomanów też krytykujemy, zwłaszcza jeżeli widzimy takiego człowieka w stanie wykraczającym poza nasze normy. Myślę, że ocenianie czyjejś wagi - w obie strony, bo krytyka dotyczy nie tylko nadwagi, ale i anoreksji - jest w tej chwili zjawiskiem kulturowym i ma swoje źródło w nadaniu szczególnej rangi ciału i jego estetyce, mieszczącej się oczywiście w ściśle wyznaczonych ramach i normach, które nie przewidują ustępstw.

Takich jak...
Na przykład fałdki na brzuchu czy zmarszczki na twarzy.

Których pojawienie sprawia, że przestajemy się lubić?
Bywa i tak, ale nie musi. Można być otyłym, mieć nadwagę i być przekonanym o swojej atrakcyjności, mieć powodzenie i być lubianym.

Jemy po to, żeby żyć. Ale czy jedzenie może zabić?
Jemy nie tylko po to, żeby żyć. Czasem też - i to jest już obszar, którym zajmuje się i medycyna, i psychologia, i psychoterapia - jemy nie dlatego, że jesteśmy głodni. Jemy, by się uspokoić, zapomnieć o lękach, niepowodzeniach. Jemy, bo brakuje nam poczucia bezpieczeństwa w świecie, w którym brak autorytetów i nie brak wymagań.

Dlaczego?
To taki powrót do korzeni - w okresie niemowlęctwa uspokajaliśmy się w ramionach mamy, ssąc jej pierś. Ciepło i uczucie sytości dawały nam poczucie bezpieczeństwa. W życiu dorosłym namiastkę takiego bezpieczeństwa może nam dać właśnie jedzenie, co oczywiście nie znaczy, że każda napotkana osoba, która ma nadwagę czy jest otyła, "zajada" swoje lęki.
Ona może być po prostu chora, brać leki powodujące przyrost masy ciała, a trudno, by każdemu opowiadała o swoich problemach zdrowotnych - o czym wszyscy chętnie krytykujący innych powinni pamiętać.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!