(© fot. Łukasz Kasprzak)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Średnio raz w tygodniu wyciągają kogoś z wody ratownicy w Arturówku.

A to dziecko straci grunt pod nogami i się zachłyśnie, a to nietrzeźwy młodzieniec przeceni swoje siły... Na kąpielisku o bezpieczeństwo pływaków dba aż pięć osób. Szósty ratownik zawsze jest na przystani, skąd wypoczywający wypożyczają łodzie, kajaki i rowery wodne.

Trzy osoby są na plaży, a dwie pływają kajakami w miejscu, gdzie kończy się kąpielisko - mówi kierownik ratowników Maciej Kwiatkowski. - Poważniejsze interwencje, gdy ratujemy topiących się, zdarzają najczęściej w weekendy, gdy ludzi jest najwięcej.

Dwa razy dziennie, przed otwarciem i po zamknięciu kąpieliska, ratownicy sprawdzają dno, wyławiając różne niebezpieczne przedmioty.

- Są to butelki czy ostre kamienie - mówi młodszy ratownik Damian Patora. - Często wyławiamy też różne dziwne przedmioty: kąpielówki, spodnie, łyżki, a ostatnio nawet kalosz i dwa dowody osobiste.

- Gdy za mocno świeci słońce, chowamy się na trochę pod parasol. Obowiązkowo smarujemy się też kremami z filtrem - mówi ratowniczka Maria Ignaczak. - Najwięcej problemów mamy z pijanymi. Często nim wejdą do wody, zdążą się już przewrócić. Czasami wzywamy straż miejską.

Ratownicy skarżą się jednak, że strażnicy przyjeżdżają dopiero po 30, 40 minutach od wezwania.

- Pijani często skaczą do wody z tamy, choć to zabronione i ignorują nas - mówi Maciej Kwiatkowski. - Nim jednak przyjedzie straż miejska, ich już nie ma.

Pensje ratowników wahają się od 8 do 11 zł za godzinę. Na kąpielisku w Arturówku obecni są codziennie od godz. 10 do 18.

Czytaj także

    Komentarze (1)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!