Rodowita Coma zapewniła niezapomnianą noc łodzianom przybyłym do Wytwórni. Muzycy promują swoją najnowszą płytę "Czerwonym Albumem".

Wczoraj w Dekompresji gali Myslovitz

Niedzielny wieczór (4 grudnia), dla dużej grupy przybyłych do Łodzi fanów mocniejszego brzmienia, zaczął się o godzinie 19, kiedy to drzwi klubu Wytwórnia stanęły przed nimi otworem. Planowane były dwa suporty, ale summa summarum odbył się tylko jeden - bardzo młodej formacji, Clock Machine. Męski, pochodzący z krakowskich przedmieść kwartet odwalił kawał dobrej roboty, melodyjnie nakręcając zgromadzoną przy Łąkowej 29 publiczność.

Po półgodzinnej rozgrzewce nastała przerwa techniczna, przygotowująca wszystkich tam zebranych na ogromną dawkę rocka. Już po samym wejściu instrumentalistów Comy wiadomo było, że ten koncert będzie inny niż pozostałe, grane dotychczas w Łodzi. Wszyscy cali ubrani na czarno, z wymalowanymi również na czarno-kolorowo (każdy z ich miał inny kolor) twarzami, rozpoczęli muzyczny spektakl. Wystarczyło tylko, że na scenie pojawił się frontman grupy czyli Piotr Rogucki, aby publiczność oszalała i dała się porwać w świat zapisany w dźwiękach.

Pierwsza część koncertu Comy była w czerwonej barwie i zawierała same utwory z najnowszego krążka. Nie mogło zabraknąć, przez wielu krytykowanego za komercyjność, utworu "Na pół", ale i też mocniejszych kawałków, takich jak "W chorym sadzie", czy "Woda leży pod powierzchnią". Podczas wykonywania "Deszczowej Piosenki" wokalista trzymał flagę Łodzi, śpiewając właśnie o tym mieście. Pierwsza połowa koncertu zakończyła się zapowiedzią występu nijakiego "Kinga" z Częstochowy, który miał wypełnić czas przed drugą częścią popisu łódzkiego zespołu.

Występ część publiczności rozbawił, inną część zażenował, ponieważ wykonywane były m.in. "Lasciate Mi Cantare", czy "Seksualna niebezpieczna". Po tej specyficznej przerwie, przez większość odebraną jako żart, powróciły na scenę - już bez makijażu - prawdziwe gwiazdy wieczoru. Stare kawałki z 3 pierwszych płyt satysfakcjonowały wszystkich tych, którzy jeszcze się do nowej płyty nie przekonali.

Jakiekolwiek pogłoski na temat tego, ze Rogucki traci wokal i śpiewa co raz gorzej są wyssane z palca, ponieważ nie było nawet połowy utworu, o którym można powiedzieć, że został źle zaśpiewany. To samo tyczy się strefy muzycznej - sekcja rytmiczna, czyli Adam Marszałkowski oraz Rafał Matuszak pokazali, że metronom mają wbudowany w uszach oraz wiedzą do czego służą ich instrumenty. Pokaz swoich umiejętności dali w takcie rozbudowanej solówki pomiędzy utworami. Sekcji rytmicznej nie ustępowała nawet na krok sekcja melodyczna, w której skład wchodził Marcin Kobza oraz Dominik Witczak. Każda z gitar wiedziała co ma robić, ani jeden dźwięk nie był tam zbędny, każdy odpowiednio wyważony oraz dopasowany.

Na ostatni bis zespół zagrał uproszony przez publiczność kawałek "Sto tysięcy jednakowych miast". Napełnili nim salę kilogramami klimatu, począwszy od tego, że ponad połowa utworu była grana obopólnie na siedząco - przez muzyków oraz całą publiczność. Koncert Comy zadowolił bardzo dużą grupę fanów, którzy czekali na dokładnie coś takiego - porcję nowych kawałków na zapoznanie oraz zakup płyty i dozę najlepszych starych utworów.

Tekst: Piotr Ciebiada


Zobacz więcej fotorelacji z koncertów w Łodzi:


Wielki Turniej MM Łódź - wygraj roczny, dwuosobowy karnet do kina!

Kliknij w pierwsze zdjęcie, żeby rozpocząć przeglądanie fotogalerii:

Czytaj także

    Komentarze (18)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    mamnaimieola

    Dzięki. Dziękuję Wam za szczerą krytykę. Robiłam zdjęcia na koncercie drugi raz w swoim życiu, uczę się. Nie mam żadnego doświadczenia i lat też bardzo mało. Jestem na zerowym poziomie.Niestety, ku Waszemu nieszczęsciu, będę się starała, by zdjęcia przeze mnie zrobione znajdowały się tu częściej. Na przyszłość - byłabym wdzięczna o wskazówki, by się poprawić, a nie ogólne hasła, że zdjęcia są do niczego.

    Witam Szanownych rozmówców .... ... na wstępie chciałbym zauważyć, że od pewnego czasu nie mam w zwyczaju wypowiadać się na forum publicznym. Jednak ze względu na to, że wspomniano w komentarzach o mojej osobie postanowiłem coś skrobnąć.
    Do wszystkich Gości i tych zalogowanych.
    Dziękuję, że wspomnieliście o mnie i daliście moje zdjęcia za przykład. Uważam jednak, że lepszym przykładem a jednocześnie wykładnią trudności fotografowania zespołu Coma są zdjęcia Rafała Nowakowskiego, które zostały wykonane w Stodole ( dla wtajemniczonych autor pracował na ISO w przedziale 2500-5000 ) -> http://www.rafalnowakowski.com/galeria.php?typ=koncerty&wyk=Coma%20%28PL%29&folder=2011.12.02%20-%20Stodola
    Miałem okazję poznać i zamienić kilka słów z autorami powyższego materiału. Nie wiem czy robiliście to wcześniej ale na pierwszy rzut oka był o wasz pierwszy raz. Fotografia koncertowa nie jest łatwa a wszystko w około przeszkadza by zrobić dobre zdjęcia, zwłaszcza jak jest się na koncercie ulubionego zespołu.
    Uwaga do recenzentów zdjęć. Tak jak wspomniałem nie jestem i nie czuję się autorytetem ale jeśli coś krytykujecie to piszcie w szczegółach co wam się nie podoba i dlaczego. Wówczas autor będzie mógł wyciągnąć z tego wnioski.
    Dobra i konstruktywna uwaga może pomóc a bełkot i zwykłą paplanina nic nie wniosą.

    Pamiętajcie o jednym jak coś robicie starajcie się robić to dobrze i nie ważne czy jesteście amatorami czy zawodowcami.

    PS.
    Jeśli ktoś chciały się o coś spytać w kwestii fotografii koncertowej i uważa, że mogę mu coś poradzić to podeślijcie mi maila z pytaniem.

    Pozdrawiam

    marcogk

    @Marcin.... chciałbym Ci przypomnieć że jest to dziennikarstwo obywatelskie i nikt nie wymaga by osoby robiące artykuł miały profesjonalny warsztat pisarski.
    A skoro jesteś taki świetny i tak dobrze znasz się na koncertach Comy to może pokażesz nam próbkę swoich możliwości... mistrzu!!!

    Gall Anonim@ (gość)

    @Anominowy Marcin . A słyszałeś o czymś takim jak recenzja?
    I trudno aby ktoś widział błędy z innych koncertów, jeśli na nich nie był, ale przecież nie miał takiego obowiązku.

    Anominowy Marcin (gość)

    Anonimowy Marcin. Po pierwsze - nie posiadam i nie muszę posiadać konta na niniejszym portalu. Więc zarzuty, że piszę z pozycji "niezalogowany gość" są cokolwiek groteskowe.
    Po drugie - nie mam obowiązku pisać swojej relacji na życzenie Przemek Dana, co nie odbiera mi prawa skomentowania w/w relacji.
    Po trzecie - byłem w życiu na ponad 40 koncertach zespołu Coma, zatem ośmielę się stwierdzić, iż trochę wiem w temacie "Coma - koncerty".

    I po czwarte, najważniejsze:
    owszem, niniejszy artykuł nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek warsztatem dziennikarskim z następujących powodów:
    1. To nie jest obiektywna relacja, a wyłącznie subiektywny, egzaltowany opis fana. Przeczytajcie uważnie artykuł, ta niezdrowa egzaltacja bije prawie z każdego zdania. Nie ma ona nic wspólnego z żadnym warsztatem pisarskim.
    2. Nie przedstawia minusów wieczoru, które jednakowoż dało się zaobserwować na tle innych koncertów czerwonej trasy, które widziałem na żywo. A przynajmniej ja zaobserwowałem, wbrew egzaltacji autora artykułu.

    i tyle w temacie, szanowne grono.

    . (gość)

    Haters Gonna hate. Dokładnie jak w temacie. "Kreatywna" krytyka anonimowego znawcy atakującego zza monitora.

    Krzych (gość)

    Tyle ze. Przy 100 tysiącach publiczność ZAWSZE siada. No chyba że koncert jest na świeżym powietrzu. Taki mały szczegół ;)

    Przemek Dana

    artykuł. Do powyższego krytyka, ukrywającego się pod niezalogowanym Marcinem - jeśli to jest Twoim zdaniem artykuł napisany przez ucznia 3 klasy i brak w nim jakiegokolwiek warsztatu, to chętnie przeczytam Twoją relację z tego koncertu.

    Rzadko się zdarza, że zabieram głos w dyskusjach, ale to już po prostu bezsensowna nagonka i komentarz nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.

    Marcin (gość)

    artykuł - amatoszczyzna. Też byłem na tym koncercie.
    Artykuł sprawia wrażenie, jakby pisał go uczeń 3 klasy szkoły podstawowej zachwycony nową wystawą z lodami. Zero rzemiosła dziennikarskiego, tylko szczenięcy zachwyt bez jakiegokolwiek warsztatu pisarskiego. W jakim celu coś takiego się zamieszcza ?

    Polemizowałbym. tak ja kw tytule - polemizowałbym jakością artykułu bo jest sporo błędów stylistycznych (z uwagi na to że pisane było późno w nocy, prosto po powrocie z koncertu) oraz z tym, że zdjęcia nie zasługują na miano dobrych

    GK (gość)

    do znawców fotografii.... Pan Przemek jest profesjonalistą zajmującym się fotografią na co dzień a jak mniemam koleżanka mamnaimieola jest tu początkująca.
    Ja uważam że na zdjęciach jest pokazana atmosfera koncertu a tu przecież o to chodzi i bardzo dobrze napisany tekst.
    Trzymam kciuki :)