Walentyna Majewska skorzystała z pomocy chirurga

Walentyna Majewska skorzystała z pomocy chirurga (© fot. Jakub Pokora)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Jeden lekarz zamiast na 25 tys. przypada teraz na 50 tys. mieszkańców. NFZ zmienił od 1 marca organizację nocnej i świątecznej pomocy medycznej.

Noc z poniedziałku na wtorek była przełomowa. O północy część gabinetów przestała działać, inne zaczęły. Newralgicznym punktem w Łodzi była stacja pogotowia ratunkowego na Sienkiewicza. Stacja konkurs na nocną pomoc przegrała, od marca świadczy już tylko usługi ratownicze, dyżurują też specjaliści. Pacjent, który po prostu ma gorączkę czy biegunkę, musi teraz szukać pomocy w przychodni na ul. Bazarowej i w dwóch innych przychodniach. Sprawdziliśmy, co działo się tamtej nocy w stacji pogotowia.

Godz. 23. Pod Wojewódzką Stację Ratownictwa Medycznego przy ul. Sienkiewicza podjeżdża Walentyna Majewska z rodziną. 83-letnia łodzianka przewróciła się w domu idąc do łazienki. Skutek? Obrzęk ręki i zawroty głowy. - Od zawsze przyjeżdżaliśmy tutaj, jeśli w nocy działo się coś złego - kwituje pan Paweł, zięć pani Walentyny.

Łodziankę przyjął chirurg ortopeda, bo zmiany w nocnej i świątecznej pomocy nie dotyczą specjalistów. - W pogotowiu na Sienkiewicza nadal dyżurują specjaliści, m.in. laryngolog, dentysta, okulista i chirurg ortopeda, którzy przyjmują pacjentów przez całą dobę. Nadal pracują karetki, które jeżdżą do nagłych przypadków. Nie będzie jednak lekarzy, którzy na miejscu przyjmują chorych albo jeżdżą na wizyty domowe - mówi Danuta Szymczykiewicz, rzeczniczka pogotowia.

Godz. 23.30. Na pogotowie przychodzi Jacek, 22-letni student Uniwersytetu Łódzkiego. - Leżałem w domu z wysoką gorączką. Żadne leki nie pomagały, więc postanowiłem przyjść tutaj. Bałem się, że mam grypę jelitową, wielu kolegów na studiach jest chorych - opowiada. Jest ostatnią osobą, która zostaje przyjęta na starych zasadach. - Nie wiedziałem o zmianach, cieszę się, że udało mi się przed godz. 24. Lekarz mnie osłuchał, dał receptę - opowiada Jacek.

Co by się stało, gdyby Jacek przyszedł pół godziny później? - Uzyskałby pomoc. Mimo zmian, jakie przyszykował NFZ, na pogotowiu nadal będzie dyżurował internista - mówi Szymczykiewicz. Ale nie będzie już wystawiał recept ani zwolnień.

Potem okazuje się, że od północy do rana lekarz w pogotowiu przyjął 20 pacjentów, którzy zgłosili się ze złym samopoczuciem. - Nikogo nie odprawiliśmy z kwitkiem - zapewnia rzecznik. Czyżby?

Godz. 00.30. Na Sienkiewicza podjeżdża Justyna Kozińska. 21-latka od dwóch godzin ma przeszywające bóle podbrzusza. Nie wytrzymałaby do rana.

- Nie mogłam wysiedzieć. Nie wiem, co mi jest, ale nie mam siły nawet stać - opowiada Justyna. W okienku poinformowano ją, że lekarz nie przyjmuje. Gdzie jechać? - Najlepiej do szpitala im. Jonschera - krzyknęła rejestratorka. Justyna nie miała siły się kłócić. - Wsiadamy z powrotem do samochodu i jedziemy do szpitala. Brzuch boli mnie tak bardzo, że nie mam siły się kłócić - opowiada dziewczyna. A zmiany w zasadach nocnej opieki? - Jakie zmiany. Nic nie wiem - mówi zrezygnowana łodzianka.

Choć reorganizację nocnej i świątecznej pomocy NFZ przeprowadził w całej Polsce, pacjentom trudno będzie się przestawić. W Łodzi stacja pogotowia na Sienkiewicza taką pomoc świadczyła od 20 lat.

* * * * *


"Bazarowa" ma pod opieką pół miliona łodzian

W czterech na sześć rejonów, na jakie NFZ podzielił Łódź, konkurs na nocną i świąteczną pomoc wygrało Centrum Medyczne "Bazarowa". Będzie miało pod opieką pół miliona mieszkańców. Czy podoła?
strona: 1 z 2 następna strona »

Komentarze (31)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

podirytowana (gość)

Na tym pogotowiu to pracuja partacze a nie lekarze! niech sie jeden z drugim zastanowia jaki jest ich cel pracy tam!jak mozna pacjentowie powiedziec ze ma wybity okiecy podczas gdy staw ulegl zlamaniu!czas sie zastanowic nad zmiana pracy najlepiej do lopaty a nie do ludzi!

pacjent (gość)

jakim cudem? no przeciez to chyba oczywiste!
poza tym badania robione tak ze nic nie widac, opisy "kopiuj - wklej" wszyscy mają to samo, na usg jeszcze nie zdązysz wytrzec sie a juz lezy nastepny na lezance... zeby tylko szybciej bylo... paranoja!

niepokornna (gość) (aa)

Pani Kopacz jest w błędzie,trzeba pracować w Ochronie Zdrowia aby zrozumieć jak reforma funkcjonuje,ja
pracuje 36 lat w jednym zakładzie .kiedyś ludzie wiedzieli że pomoc doraźna dla dorosłych to Pogotowie Ratunkowe na Sienkiewicza,dzieci Szpital im J.Korczaka.były też ostre dyżury chirurgiczne,laryngologiczne okulistyczne.W łódzkich gazetach były informacje który szpital pełni na ostro.Pacjenci wiedzieli gdzie się udać.A teraz totalny bałagan.Kiedyś słyszałam że pieniądze mają iść za pacjentem ,teraz nie pacjent a kontrakt się liczy.Przyjmiesz więcej pacjentów zadłużasz placówkę Współczuję chorym.Zdrówka życzę

IN (gość) (Halina K.)

KTO NA TAKI STAN RZECZY DAJE POZWOLENIE? TO JUŻ NIE PIERWSZY RAZ TAK SIE ZACHOWUJĄ NA BAZAROWEJ. ALE NIE TYLKO NA BAZAROWEJ. TO TAKTYKA TEŻ I INNYCH DORAŹNYCH POMOCY. A POGOTOWIE ZAMIAST JEŹDZIĆ DO NAGŁYCH WYPADKÓW, ZAŁATWIA ZA NICH ROBOTĘ. SAM BYŁEM ŚWIADKIEM, KIEDY TO O 4 NAD RANEM MÓJ SĄSIAD WRÓCIŁ TAKSÓWKĄ ZE SZPITALA BARLICKIEGO Z SORU, BO TAM GO ZAWIOZŁA KARETKA, GDYŻ LEKARZ Z DORAXNEJ POMOCY ODMÓWIŁ PRZYJAZDU. TO SKUR..WY..SY..ŃSTWO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

brutek (gość) (Halina K.)

bardzo trafny opis rzeczywistości ( i tak publiczna zakontraktowana przez NFZ kasa w majestacie prawa wpada na konto określonych jednostek prosto do ich kieszeni)

gdyby głupota miała skrzydła!!! (gość) (nurse)

W każdej dzielnicy Łodzi dyżurowało kilka przychodni, a oprócz tego pacjentów przyjmowali lekarze w Pogotowiu i w Izbach Przyjęć dyżurujących Szpitali. A teraz już nie!!!! Ale tak wygląda w wykonaniu spółki "peło-pis-psl", troska i opieka nad człowiekiem od urodzenia, aż do naturalnej śmierci!!!! Innymi słowy jest to hasło: "nie dla aborcji", ale w wykonaniu ministorwej od zdrówka, eutanazji przez brak opieki medycznej w nocy i w święta, już tak, tak, tak!!!!!

szkoda słów (gość) (ag)

No wg. jaśnie paniusi ministrowej od "zdrówka" musi przetrwać do rana, a rano do swojego lekarza POZ-tu. Najwyżej nie doczeka rana i wtedy mówi się trudno!!!!! No ale przecież "nic się nie stało". Ot zwyczajnie, jeden człowiek mniej, jeden więcej. Kto by się tam na tych ministerskich stołeczkach przejmował "takimi drobiazgami". Przecież to nikt spośród nich, więc co im tam!!! Ucieszą się, że jedna emerytura ocalała i zasiłek pogrzebowy wypłacili mniejszy. Przecież to nie dotyczy żadnego z nich. A ludzie? A co im tam ludzie!!!!

tak, tak (gość) (lam)

I dokładnie to właśnie i wyłącznie robią od sześciu już lat!!!! Więc czas najwyższy aby im to wreszcie uniemożliwić!!!

a cudu wciąż brak (gość) (szkiełko)

Albo "Superstację" z niezastąpionym Kubą Wątłym i Jego Gośćmi!!!! I niech te jesienne wybory będą dla nas, polaków tym Prawdziwym Cudem!!! Czyli niech wreszcie co poniektórzy doznają skutków swoich "cudów dla ubogich". No bo podobno na własnych błędach człowiek najlepiej się uczy!!! No to do nauki "środki od kapusty".

cuda w tej budzie (gość) (mp)

No bo najwidoczniej był to jeden z tych zapowiadanych "cudów tuskowych". Czyżby się jednak zaczęło jakoweś "spełnianie" zapowiedzi sprzed kilku lat? Ale tak jakby jakoweś dziwaczne te "cuda" były! Ale może to wpływ szczególnego rodzaju "demokracji" i dlatego takie jakieś "wypaczone" te cudeńka!!!

obserwator (gość) (aa)

Zdecydowanie!!!! Ale jaką może mieć orientację w problemach pacjentów "taki ktoś", kto wydaje kretyńskie decyzje "zza biurka", czyli ktoś kto nigdy w życiu nie miał nic doczynienia z ludźmi chorymi, potrzebującymi pomocy lekarskiej? No cóż. Dla nikogo w Polsce nie jest tajemnicą brak rozumu u naszych "naczelnych"!!!!
Tylko wielka szkoda, że konsekwencje ich "dolegliwości" będziemy ponosili my, czyli polskie społeczeństwo. A już kiedyś takiego rozgardiaszu w służbie zdrowia, doświadczyliśmy i konsekwencje w wielu sytuacjach były dramtyczne i często, gęsto nawet tragiczne. Czy koniecznie potrzebna nam jest taka swoista "powtórka z rozrywki"?

Halina K. (gość)

boli brzuch? A dlaczego pani nie może przyjechać? Chodzić pani nie może? No to co my pani poradzimy? Najlepiej niech pani zawoła pogotowie. U nas czas oczekiwania cztery godziny a oni szybko przyjadą i do szpitala zabiorą. A tam porobią wszystkie badania. Ciąg dalszy był następujący... Przyjechali ratownicy medyczni. po zbadaniu uznali, że mój brzuch nie nadaje się do ,,ostrej ingerencji chirurga" ale jak najbardziej wymagam pomocy lekarza a nie ratownika. Zaproponowali, że skoro Bazarowa odmówiła przyjazdu, zapewnią mi wizytę u lekarza w Szpitalnym oddziale ratunkowym. ,,No bo pani potrzebne są leki a my prócz doraźnej dawki zapewnić ich pani na stałe nie możemy". Zawieziono mnie na SOR szp. Barlickiego, gdzie po trzech godzinach oczekiwania w tłumie, bardzo miły lekarz po zbadaniu przepisał mi receptę. następnie zostałam odesłana do domu. Wszyscy w koło sie dziwili, dlaczego nie skorzystałam z doraźnej pomocy. Usiłowałam, ale bezskutecznie. Gdyby nie pogotowie i szpital, jeszcze bym pewnie cierpiała.