- Nawet nie opatrzono Michasia, nie podano mu leków - opowiada mama chłopca

- Nawet nie opatrzono Michasia, nie podano mu leków - opowiada mama chłopca (© Jakub Pokora)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Michaś ma pięć lat i blizny na klatce piersiowej, które zostaną na całe życie. Według mamy chłopca, winę za to ponoszą lekarze.

Dochodzenie w tej sprawie prowadziła prokuratura, ale śledczy właśnie je umorzyli. Matka chłopca twierdzi, że uzasadnienie umorzenia jest kuriozalne.

Sprawa zaczęła się, gdy chłopiec trafił do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Lekarze mieli zdiagnozować u chłopca niedowład prawej kończyny. Po badaniu wypisano dziecko do domu z zaplanowanym na najbliższe dni badaniem rezonansem magnetycznym kręgosłupa piersiowego w szpitalu im. Biegańskiego. - Ale Michaś wiercił się podczas badania, był bardzo niespokojny. Podano mu kilka dawek leków znieczulających. Nie pomogły, więc badanie przerwano - opowiada pani Magda, mama chłopca.

"Z uwagi na znaczną ilość podanych leków i brak zadowalającego efektu znieczulenia badanie nie było kontynuowane" - czytamy w postanowieniu o umorzeniu dochodzenia Prokuratury Rejonowej Łódź-Górna.

- Lekarze powiedzieli, by dać dziecku odpocząć - mówi mama chłopca. - Tak zrobiłam. Nazajutrz, gdy myłam syna, zobaczyłam rany na jego klatce piersiowej. Natychmiast pobiegliśmy do "Matki Polki".

Lekarka, przyjmująca chłopca, zeznała, że "stwierdziła trzy zmiany wielkości 0,5 do 1 cm, wyglądające jak po oparzeniu" - czytamy w postanowieniu prokuratury. Pani doktor uznała jednak, że "nie było wskazań neurologicznych do przyjęcia dziecka do szpitala". Zaznaczyła też, że "może odmówić przyjęcia pacjenta do szpitala, jeżeli nie ma wskazań do pobytu w danym oddziale lub w ogóle do hospitalizacji".

- Nawet nie opatrzono Michasia, nie podano żadnych leków - opowiada mama chłopca. - Poszłam więc do przychodni. Tam lekarka opatrzyła rany. Dała synowi antybiotyki i maści.

W historii choroby z NZOZ "Arka", do której trafił Michaś, wynika, że lekarz zauważył "na klatce piersiowej trzy dość duże zmiany poparzeniowe, obecnie strupy wielkości 1,5 cm na przedniej powierzchni klatki piersiowej".

Mama Michasia złożyła zawiadomienie w prokuraturze. Uznała, że do poparzenia doszło podczas badania rezonansem. Według niej, lekarka w szpitalu "Matki Polki", która odmówiła przyjęcia Michała, postąpiła niewłaściwie. Dochodzenie trwało ponad rok. Pani Magda właśnie otrzymała postanowienie o umorzeniu. "W ocenie biegłych nieprawdopodobne jest, aby do powstania zmian na skórze dziecka doszło na skutek ewentualnego oparzenia w czasie badania rezonansem magnetycznym. Nie wykluczyli natomiast, że do ich powstania doszło na skutek bliżej nieokreślonej, niezawinionej przez personel medyczny reakcji uczuleniowej na klej lub żel zastosowany do umocowania elektrod. (...) Wobec tego okoliczności nie pozwalają na postawienie kategorycznej tezy o tym, że do powstania obrażeń doszło w trakcie badania rezonansem magnetycznym. Jest to jedna z możliwych wersji, jaką należy założyć" - czytamy w uzasadnieniu umorzenia postępowania. - "Za nieprawdziwe należy uznać twierdzenia, że nie przyjęto go do szpitala. Został bowiem przyjęty do innej placówki służby zdrowia".

- Michaś to chore dziecko. Ma podejrzenie zapalenia rdzenia kręgowego oraz stwardnienia rozsianego. Żadne przedszkole nie chce go przyjąć z powodu choroby. Jedno przewrócenie na plecy i może stać się najgorsze - opowiada kobieta. - Do tego teraz będzie miał blizny, które zostaną mu na całe życie.

Matki Michałka uzasadnienie prokuratury nie przekonuje. Dlatego zamierza wystąpić do sądu przeciwko ICZMP z powództwa cywilnego. Chce skarżyć o to, że odmówiono jej synowi pomocy. Szpital nie komentuje sprawy.

Rzecznik odpowiedzialności zawodowej lekarzy od 30 marca 2008 r. do 11 lutego 2009 r. prowadził 272 postępowania w sprawie skarg na lekarzy w naszym województwie, z czego skierował siedem wniosków o ukaranie. Pozostałe sprawy są w toku.

Czytaj także

    Komentarze (4)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    PL (gość)

    Ale to jest artykuł Jasińskiej czyli napewno było zupełnie inaczej a zatem nie ma czym się podniecać i co komentować

    Mati (gość)

    Ta sprawa jest bez sensu, jeżeli te zmiany powstały w skutek przyklejenia elektrod, to na jakiej podstawie winny jest szpital? Dziecko faktycznie może być uczulone na klej który znajduje się na elektrodzie. Dziecku podłączono monitor za pomocą elektrod, bo było znieczulone, przecież jest to standard w każdym szpitalu i nie rozumiem o co chodzi? Czy teraz każdemu przed przyklejeniem elektrody nawet w karetce trzeba robić test uczuleniowy, bo pacjent będzie mógł skarżyć szpitale o byle co.

    normalny (gość)

    Irena napisał:

    POdobno każdy Polak zna się na medycynie, to trzeba było zrobić rezonans magnetyczny ws kuchu magnesami od lodówki i nie bułoby pretensji jak się zna lepiej.


    skąd się biorą tacy debile jak Ty?

    Irena (gość)

    POdobno każdy Polak zna się na medycynie, to trzeba było zrobić rezonans magnetyczny ws kuchu magnesami od lodówki i nie bułoby pretensji jak się zna lepiej.