„Juliusz”: bezpretensjonalnie i do przodu po nierównościach żartu [RECENZJA]

Polska romantyzująca komedia, która odwraca konstrukcyjne rozwiązania, do których jesteśmy przyzwyczajeni w tego typu produkcjach? Produkt wyczekiwany, szkoda tylko, że twórcy „Juliusza” zatrzymują się w pół drogi.

Za „Juliuszem” stoją producenci hitowej „Planety singli” oraz rodzimi stand-uperzy Abelard Giza i Kacper Ruciński, którzy są współautorami scenariusza. Obraz jest też pełnometrażowym debiutem Aleksandra Pietrzaka, reżysera nagradzanych krótkich metraży „Mocna kawa wcale nie jest taka zła” i „Ja i mój tata”, odwołujących się do skomplikowanych relacji synów z ojcami. Konglomerat tak odmiennych wrażliwości czy sposobów wyrażania się w twórczości mógłby sugerować energetyczną próbę sił, mocowania charakterów, dodawania znaczeń i przeciągania całości w jedną ze stron. Twórcy filmu wybrali jednak drogę rezygnacji, by odnaleźć złoty środek, zapewniający jak największą liczbę widzów. I choć powstał żywy, brawurowy miejscami film, ciąży na nim niezdecydowanie realizatorów, skłonność do kompromisów na rzecz wykoncypowanych działań mających zapewnić oglądalność.

„Juliusz” ma w sobie duży potencjał na igranie z tym, co dziś modne i poprawne. Pietrzak parą głównych protagonistów czyni ojca i syna, rozpisując na kilka aktów ich niekonwencjonalną więź oraz zamieniając w rodzinie tradycyjne role (to syn opiekuje się nieustannie balangującym ojcem), zamiast pokazywać świetnie sobie radzącą w życiu, samotną matkę, która w nagrodę dostaje polskiego władykę z klechdy. Ba, wykorzystuje i ten schemat wyjęty z rzeczywistości preferującej świat kobiet, ale zgrabnie go odwraca: prowadząca własną klinikę księżniczka już na początku filmu jest w ciąży, a nasz książę dopiero musi znaleźć w sobie tę krztynę męskości, dzięki której zdąży poczuć się ojcem dziecka ukochanej i zaopiekować wybranką. Bohaterów wydobywa w końcu z obowiązujących w rodzimych komediach romantycznych, a wiejących nudą i sztucznością szklanych biurowców oraz wypasionych apartamentów i umieszcza ich w swojskich blokowiskach, nieco zapuszczonych mieszkaniach. Zyskuje w ten sposób na autentyczności i przystępności swoich bohaterów. Tym bardziej, iż wespół ze scenarzystami i aktorami udało mu się stworzyć pełnokrwiste postaci.

„Juliusz” potyka się na mocno uwierających nierównościach dowcipu i narracyjnej kompozycji, która w pewnym momencie rozjeżdża się, traci impet na rzecz niespójnej składanki gagów. Żarty wypieszczone i soczyste sąsiadują z oczywistymi i niechlujnymi. Gdy autorzy wkraczają na ścieżkę bezczelności i zadziorności, słychać jęk osób trzymających kasę: „nie, to będzie za mocne, ludzie tego nie kupią”, gdy zaś wpuszczają się w emocje, nie zawsze wiedzą, jak o nich opowiedzieć lub uciekają w klisze, ewentualnie nawiązania do szeroko rozumianej popkultury.

W chwilach zupełnego zagubienia przedsięwzięcie ratuje autoironia, co celnie wykorzystują aktorzy. Wielką przyjemnością jest bawić się razem z Janem Peszkiem jego rolą ojca. To zajmujący i uroczy podstarzały bon vivant, jednak z przejmującą raną pozostałą po utracie ukochanej żony i największego przyjaciela. Nieustanny bal jako zapomnienie i ucieczka - nic nowego, ale w wykonaniu Jana Peszka wybrzmiewa wyjątkowo poruszająco, a zarazem zabawnie. Naturalnością, szczerością i wdziękiem obdarza ekranową Dorotę Anna Smołowik, trzyma solidnie w ryzach - choć są pokusy „jazdy po bandzie”- swój występ w roli kumpla tytułowego bohatera Rafał Rutkowski. W filmie pojawia się też grupa naszych gwiazd, lecz w niezapamiętywalnych epizodach.

Nieco „rozbiegany” w różnych kierunkach humor „Juliusza” scala Wojciech Mecwaldowski: bywa rozbrajający, zblazowany, zniechęcony, z trudem powstrzymujący na wodzę irytację, czy godny współczucia gdy w chwili bezsilności nader obrazowo i precyzyjnie pokazuje uczniowi, gdzie się znajdzie, jeżeli nie weźmie się do nauki. Przemyślane i dopracowane aktorstwo.

Komedia, która nie obraża inteligencji oglądającego to niełatwe zadanie, dlatego „Juliusza” należy uznać po prostu za udany debiut, zapowiadający ciekawego filmowca. W dodatku, jak może się wydawać, preferującego przepełniony refleksją, prywatny uśmiech niż zanoszenie się rechotem całej sali w tych samych momentach.

Pietrzak odnosząc się z sympatią do filmowych bohaterów bez trudu sprawia, że i my ich lubimy. Łącznie z ich słabościami czy pragnieniami powydzierania z życia tego, co się jeszcze da. „Jak bym był zawodnikiem, który dobiega do mety, to kazałbyś mi zwolnić czy przyspieszyć?” - pyta Juliusz-senior syna karcącego go za kolejne odstępstwo od lekarskich zaleceń. Zatem do przodu. Póki się da.

Juliusz Polska komedia, reż. Aleksander Pietrzak, wyst. Wojciech Mecwaldowski, Jan Peszek

★★★☆☆☆

Wideo

Dariusz Pawłowski

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3