Nie było również oklasków fanów po ostatnim gwizdku sędziego, a na takie podziękowanie ze strony swych sympatyków podopieczni trenera Grzegorza Wesołowskiego w pełni zasłużyli.
To będzie mordercza runda wiosenna. Takie wnioski nasuwają się po sobotnim spotkaniu z KSZO. Trudno liczyć, że gracze ŁKS będą zmiatać rywali z boiska. Będzie raczej tak jak w sobotę. Wygraną trzeba było wymęczyć, wydrzeć z gardła rywala, broniąc się zażarcie wręcz do ostatniej kropli krwi.
Przy ełkaesiakach jest szczęście, a to dobrze rokuje na przyszłość. W meczu z KSZO już w 12 minucie gospodarze uzyskali prowadzenie. Najpierw strzelał Rafał Kujawa, dobijał Damian Nawrocik, aż w końcu piłka trafiła do Łukasza Gikiewicza, który przytomnie umieścił piłkę w siatce.
Łodzianie nie poszli za ciosem, bo nie pozwolili im na to goście. Co więcej po otrząśnięciu się po straconej bramce drużyna KSZO osiągnęła przewagę i w ciągu dziesięciu minut stworzyła trzy bardzo groźne sytuacje. W 25 minucie były ełkaesiak Jakub Cieciura znalazł się w sytuacji sam na sam z Bogusławem Wyparłą, lecz zwlekał ze strzałem i w ostatniej chwili efektownym wślizgiem wybił mu piłkę Adrian Woźniczka.
Trzy minuty później tuż obok słupka bramki Bodzia W. strzelił Mikołaj Skórnicki. O milimetry również chybił w 36 minucie Jarosław Białek. Te sytuacje mroziły krew w żyłach zmarzniętych kibiców.
Gola mogli też zdobyć łodzianie. Nawet powinni. W 40 minucie po zbyt krótkim wybiciu piłki dopadł do niej Rafał Kujawa i natychmiast strzelił. Trafił jednak we wracającego do bramki, stojącego na 14 metrze Michała Wróbla.
Po przerwie w dwóch pierwszych sytuacjach także brał udział Rafał Kujawa. W 48 minucie podał do Łukasza Gikiewicza, ale strzał zdobywcy gola nie był tak precyzyjny i piłka minęła słupek bramki KSZO. W 55 minucie Rafał Kujawa zmarnował stuprocentową okazję po podaniu Wahana Geworgjana. Bramkarz drużyny gości odbił piłkę.
Ostrowiecki zespół odgryzł się kolejną kontrą zainicjowaną przez Krystiana Kanarskiego. Ciekawej akcji zespołu nie zamknął Adrian Frańczak. Bogusławowi Wyparle puściły nerwy i za swego rodzaju ostrą wypowiedź ukarany został żółtą kartką.
W ciągu pięciu minut osoby o słabych nerwach zamykały z przerażenia oczy, gdy goście dochodzili do groźnych sytuacji. W 63 minucie po akcji byłego ełkaesiaka Adama Cieślińskiego, piłkę na róg wybił Słowak Pavol Balaz. Pięć minut później Radosław Kardas (oczywiście też przed laty grał w ŁKS) strzelił obok słupka.
W końcówce zaczął mocniej padać śnieg. Na szczęście na białej murawie nie padały już gole. Widzieliśmy natomiast obronę Częstochowy. Ełkaesiacy wybijali piłkę niczym na hokejowe uwolnienie. Brakowało w środku pola zawodnika, który przytrzymałby piłkę, rozegrał, "ukradł" kilkadziesiąt cennych sekund.
Taktyczne zmiany zrobił trener Grzegorz Wesołowski. Tak był zdenerwowany, że sam chętnie wskoczyłby na boisko. Ma szkoleniowiec silne nerwy, a jego serce wytrzymało stres w 90 minucie. Krystian Kanarski w ostatnich sekundach mógł wpisać się na listę strzelców. Chyba sam nie wie, jak w idealnej sytuacji nie potrafił wpakować piłki do bramki łodzian. Na szczęście dla nas Kanarski przestrzelił. Bogusław Wyparło aż złapał się za głowę.
Ostatni gwizdek sędziego Mariusza Złotka wszyscy z ekipy gospodarzy przyjęli z ogromną ulgą. Najważniejsze, że jest zwycięstwo, a każde przybliża naszą drużynę do upragnionego celu.
Po sobotnim zwycięstwie ŁKS awansował na drugie miejsce w tabeli. Ma co prawda tyle samo punktów, co Pogoń, ale w bezpośrednim meczu w Szczecinie wygrał 2:0. Trzecia w tabeli Pogoń gra teraz z czwartą, nieobliczalną Sandecją. Jest szansa na powiększenie przewagi, bo rywale sami powinni się wykrwawić.
Jeśli z tak wielką determinacją, jak w sobotnim meczu z KSZO ełkaesiacy walczyć będą w następnych spotkaniach, można być optymistą. Poziom gry pozostawia jednak jeszcze wiele do życzenia. Wielu spośród garstki obserwatorów meczu wypowiadało taką samą ocenę: "Potrafili zwyciężyć, ale grają słabo".
ŁKS - KSZO Ostrowiec 1:0
Gol: Gikiewicz 12
Widzów: mecz bez udziału publiczności
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola)
ŁKS: WyparłoI - Łakomy, HajtoI, Woźniczka, BalazI - Geworgjan (85, Mowlik), ŚwierczewskiI, Madejski (84, Wolański), Kujawa, Nawrocik (46, Jackiewicz) - Gikiewicz. Trener: Grzegorz Wesołowski.
KSZO: Wróbel - Stachurski, Kardas, Ciesielski, MatuszczykI - Frańczak, Białek (83, Wieczorek), Skórnicki, Cieciura (76, Kajca) - Kanarski, Cieśliński (83, Folc). Trener: Czesław Jakołcewicz.
* * * * *
Twarda walka i atmosfera pogrzebu
Po meczu ŁKS z KSZO Ostrowiec trener gości Czesław Jakołcewicz powiedział: - Po raz pierwszy w tym roku graliśmy na przyzwoitym boisku. Szkoda, że moi zawodnicy nie wykorzystali, o ile pamiętam, trzech sytuacji, z których mogliśmy zdobyć bramkę. Straciliśmy gola po zagapieniu się moich piłkarzy. Jeżeli chodzi o ogólną grę moich zawodników, to z momentów jestem zadowolony. Nie byliśmy zespołem słabym, nawiązaliśmy przecież równorzędną walkę, a momentami mieliśmy przewagę. Mamy jednak dwa różne cele - ŁKS chce awansować, my chcemy się utrzymać. Będziemy grać jeszcze lepiej, bo to dopiero początek rundy. Odbierzemy jeszcze wiele punktów drużynom wyżej notowanym. ŁKS nie odebraliśmy i życzę łodzianom awansu.
Trener ŁKS Grzegorz Wesołowski: - Serdecznie gratuluję mojemu zespołowi zwycięstwa. Po bolesnej porażce w derbach ciężko było się podnieść. Do tego graliśmy bez fanów, przez co mecz wyglądał jak sparing. Bez presji widzów, gra się ciężko. Było wiele męskich, twardych pojedynków, widzieliśmy wiele walki na boisku. Na składne akcje w naszym wykonaniu jeszcze przyjdzie czas. Brakuje nam obycia z boiskiem, niektórych cech fizycznych. Trenujemy i każdy tydzień będzie pracował na naszą korzyść. Myślę, że zaprezentujemy się jeszcze bardzo dobrze. To zwycięstwo cieszy z kilku powodów. Zawodnicy widzą sens tego, co robimy. Zapowiada się ciekawa wiosna.
Na pozytywne słowa zasłużył Łukasz Gikiewicz. Młody napastnik strzelił ósmego gola. Znów walczył za dwóch. Wychodząc na boisko Gikiewicz zdaje sobie sprawę, że będzie musiał podejmować walkę niczym bokser, o czym świadczy zakładany przez niego ochraniacz na zęby!
Gikiewicz powiedział po meczu: - Wygraliśmy 1:0 i cieszę się, że strzeliłem bramkę. Mam osiem bramek, jednak najważniejsze jest, żeby drużyna wygrywała i wywalczyła awans do ekstraklasy. Gra może nie była najlepsza, ale najważniejsze, że mamy trzy punkty. Sędzia nie widział kilku fauli, jednak trzeba pamiętać, że piłka nożna to gra dla mężczyzn i musimy przeboleć takie decyzje. Teraz trzeba skupić się na Wiśle. Cieszy fakt, że do Płocka pojadą nasi kibice, bo podczas spotkania z KSZO czułem się jak na pogrzebie. Musimy wygrać.