Iwona Bajkowska mówi, że siniaki to "zasługa" strażników

Iwona Bajkowska mówi, że siniaki to "zasługa" strażników (© fot. Piotr Brzózka)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Napadli na mnie pod domem, skopali, wlekli jak bydło, zakuli w kajdanki, rzucili twarzą na ziemię, a później przez 7 godzin wozili po mieście. Kto?

Strażnicy miejscy - tak Iwona Bajkowska, 60-letnia emerytka z łódzkich Stoków, opisuje wydarzenia z ostatniego piątku. Strażnicy widzą to inaczej: to my zostaliśmy napadnięci, kobieta gryzła, szczuła psem, nie chciała pokazać dokumentów...

W piątek pani Iwona wracała ze sklepu z siatką zakupów i psem na smyczy. Nagle podeszła do niej para strażników - kobieta i mężczyzna. Poprosili o dowód osobisty i świadectwo szczepienia psa. W tym miejscu relacje kobiety i strażników "rozjeżdżają się" w dwie strony.

- Domyśliłam się, że chodzi o incydent z poprzedniego dnia, gdy mój pies pogryzł się z innym. Powiedziałam, że dokumenty mam w domu, bo trudno, żebym z nimi chodziła na zakupy. Kiedy weszłam do klatki, strażnicy rzucili się na mnie, zaczęli siłą wyciągać. Strażniczka mnie kopała, krzyczała: Ruszaj się, ty szmato, ty ku... Rzucili mnie twarzą na bruk, zakuli w kajdanki jak przestępcę. Zaczęłam wołać o pomoc - mówi emerytka.

Pani Iwona mówi, że strażnicy zawieźli ją najpierw na komendę policji przy ul. Wysokiej. - Tu posadzili mnie na korytarzu i gdzieś poszli. Osunęłam się z krzesła. Kiedy przyszli, za nogę zaczęli mnie wyciągać na ulicę. Nikt nie reagował, widać uznali, że jestem jakąś narkomanką. Kiedy wrzucali mnie na tylne siedzenie, stuknęli moją głową o dach samochodu. Potem zawieźli mnie na izbę wytrzeźwień. Po drodze umawiali się, że jakby co, to będą zeznawać, że ja ich zaatakowałam. Na izbie wszyscy byli zdumieni, że jestem trzeźwa, a przecież ja w ogóle nie piję.

Stąd pani Iwona została przewieziona na badania do szpitala, znów na komendę. Stąd dopiero radiowóz policji o godz. 16 odwiózł ją do domu.

Leszek Wojtas, zastępca naczelnika wydziału dowodzenia Straży Miejskiej w Łodzi, zupełnie inaczej widzi wydarzenia z udziałem swoich kolegów i pani Iwony.

- To, co opowiada ta pani, to jakiś absurd. Zostaliśmy wezwani przez właściciela pogryzionego psa, który nie mógł się od pani Iwony doprosić świadectwa szczepienia. Funkcjonariusze przedstawili się, wyjaśnili o co chodzi. Kobieta powiedziała, ze świadectwo pokaże później, a dowodu nie da, chyba że wezwiemy policję. Po czym zaczęła odchodzić. Sytuacja stała się dynamiczna, strażnicy chcieli ją zatrzymać, wtedy ona zaatakowała ich pięściami. Trzeba było zastosować chwyt obezwładniający, jeżeli tak można mówić w przypadku 60-letniej kobiety. Przewieźliśmy ją na komisariat, by ustalić tożsamość, następnie na izbę. Ponieważ lekarz stwierdził, że ma podniesiony poziom cukru, trzeba było ją zawieść na badania. Spędziła w szpitalu trzy godziny, dlatego to trwało tak długo - mówi Wojtas. Dodaje, że do sądu będzie skierowany wniosek o ukaranie pani Iwony za napaść na funkcjonariuszy.

Wojtas mówi, że dla kolegów nieprzyjemną pamiątką po tym zdarzeniu były zastrzyki. Musieli się poddać szczepieniom - zdaniem Wojtasa, strażnik został podrapany przez emerytkę, natomiast strażniczka ugryziona przez jej psa.

Czytaj także

    Komentarze (81)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Julian (gość) (aaa)

    W USA tacy bohaterscy strażnicy byliby już bezrobotni.A w Łodzi komendant to wszystko toleruje .Wywal Pan tr chwasty.Ostatnio nawet inwalidów prześladują i zakładają im obejmy .

    benek (gość) (obserwator)

    Gdyby to był dresiarz to dzielni łódzcy straznicy miejski nie podeszliby do niego ze strachu. A że to stara babka to lu ją na glebe.Babinki handlujące to tez ich specjalność .Blokady zakładane nawet inwalidom to ich ostatnia specjalność .