Magda Szrejner
2009-10-26 04:16:50 , Aktualizacja 2009-10-26 11:14:23
Napisał(a) Patryk Kosela -- Trybuna Robotnicza
Państwowe Ratownictwo Medyczne (PRM) ma zniknąć. Tak postanowiono i już zaczęto to robić. Resort zdrowia tym samym realizuje swoje cele polityczne i ideowe, a prywatne firmy zrobią na tym niesamowity interes. Bo ratownictwo medyczne nie zniknie z naszego kraju. Po prostu przejdzie w prywatne ręce.
Gdy prezydent Lech Kaczyński zawetował ustawę pozwalającą przekształcać placówki ochrony zdrowia w spółki prawa handlowego, mającą charakter prywatyzacji, rządząca Platforma Obywatelska natychmiast obwieściła uruchomienie „planu B”. Na czym ten plan miał polegać? Dokładnie na tym samym. Na prywatyzacji szpitali i innych jednostek medycznych, tyle że inną niż ustawowa drogą. Mówiąc prościej: „plan B” to nic innego jak dzika prywatyzacja. Dzika, ponieważ wprowadzana tylnymi drzwiami i to z naruszaniem jakichkolwiek zasad. By sprywatyzować szpitale, Ministerstwo Zdrowia postanowiło zabrać im to, co mają najcenniejsze i najbardziej dochodowe, czyli przyszpitalne ratownictwo medyczne.
Stało się tak dzięki temu, że do kontraktowania na ratownictwo mogą startować zewnętrzne prywatne firmy. Dziwnym trafem Narodowy Fundusz Zdrowia właśnie je wybiera, jako zwycięzców przetargów, mimo różnych rażących nieprawidłowości co do samych wymagań, jak i protestów związków zawodowych, które wskazują, że przy przekształcaniu dochodzi do łamania praw pracowniczych, co znajduje potwierdzenie w Sądzie Pracy. Tak jak miało to miejsce w Wieruszowie, gdzie na drogę prawną trafiła sprawa zwolnionego pracownika, któremu do emerytury pozostały dwa lata pracy.
Płynące z całej polski sygnały są naprawdę niepokojące. Związkowcy twierdzą, że firmy, które wygrały konkursy na ich terenie, nie spełniają wymogów ustawowych i zawiadamiają o tym Najwyższa Izbę Kontroli oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne.
W Kole i Turku konkurs wygrało pogotowie ratunkowe z Konina. – Znacznie wydłuża się czas dojazdu do chorego. Wcześniej mieliśmy profesjonalne Centrum Powiadamiania Ratunkowego, od otrzymania zgłoszenia do czasu wyjazdu mijało kilkanaście sekund. Teraz jako podwykonawcy, kiedy dostajemy zgłoszenie, na piśmie musimy komunikować się z Koninem. To znacznie opóźnia działanie. Ostatnio zaproponowano nam, żebyśmy posługiwali się nowoczesnymi metodami komunikacji, czyli wysyłali SMS-y, to jakaś paranoja – mówi portalowi rynekzdrowia.pl dyrektor szpitala Krzysztof Bestwina.
Także w Wielkopolsce, w Szamotułach usługi z zakresu ratownictwa medycznego od 1 marca świadczy prywatna firma – Obst Technika. Teraz prokurator sprawdza, czy popełniła ona przestępstwo nieudzielania pomocy lub narażenia na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia człowieka, gdyż 5 marca karetka jechała ponad 40 minut do mężczyzny, który zasłabł. Gdy w końcu się zjawiła, człowiek już nie żył.
W Łodzi z kolei kontrakty bierze, kto chce, co nie przeszkadza NFZ. Padają tam oskarżenia wysuwane przez związkowców nie tylko o nieprawidłowości, ale i naciski polityczne. – W Łodzi był wymóg Funduszu, by firmy startujące do przetargu wykazały imienną listę etatowych pracowników. Prywatna firma Falck podała listę 14 nazwisk pracowników zatrudnionych w niej na kontrakcie, a nie na etacie. Etat mieli oni w stacji pogotowia – mówi nam Janusz Głębski, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Służb Ratowniczych.
Natomiast w Kętrzynie koordynator Centrum Powiadamiania Ratunkowego jako urzędnik państwowy jest również dyrektorem w prywatnej firmie świadczącej ratownicze usługi. Głośno jest i o takich przypadkach w kraju, że firma wygrywa przetarg, choć nie ma odpowiedniego sprzętu i personelu.
W momencie, gdy przestaje istnieć pogotowie ratunkowe tak, jak to było w Szamotułach, likwiduje się jego stacje oraz podstacje, przez co pracę traci sporo ludzi.
– Nasze ogromne wątpliwości budzi celowość wykorzystywania karetek systemowych do przewozów międzyszpitalnych, transportu więźniów i pewnych działaczy związkowych. Tak się dzieje m.in. w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach. Takie praktyki powodują nakładanie kar, lecz pieniądze na nie idą z budżetu WPR, a nie z kieszeni winowajców – mówi Zbigniew Zdónek z Zespołu ds. zdrowia i ratownictwa medycznego Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”.
Działacze związkowi zwracają także uwagę na likwidację policealnych szkół medycznych kształcących ratowników medycznych. Ostatnio zapadła decyzja o zamknięciu łódzkiej placówki tego typu.
Nie wszyscy związkowcy wykazują troskę o Państwowe Ratownictwo Medyczne. Całkiem inne interesy prezentuje Jacek Szarek z Sekcji Ratownictwa Medycznego NSZZ „Solidarność”. Szarek za rządów PiS był przeciwnikiem sławnego „Białego Miasteczka” i PO. Gdy jednak wybory wygrała Platforma, a szefową resortu zdrowia została Ewa Kopacz, udało mu się szalenie szybko wkupić w jej łaski. – Szarek całkowicie sprzedał idee związkowe – mówią działacze innych związków zawodowych.
– Ten pan objechał ostatnio całą Wielkopolskę, gdzie wśród ratowników nie ma „Solidarności”. Przedstawiał się jako ważny działacz związkowy, powołując na swoje plecy w Ministerstwie Zdrowia i chciał przejmować całe komisje zakładowe mojego związku – opowiada Robert Szulc, lider Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego. – Mówił im przy tym, że jak zmienią związkowe barwy, to on im załatwi, że odwołania od wyboru nowych dysponentów ratownictwa medycznego NFZ rozpatrzy pozytywnie – dodaje. I mówi, że Szarek z Wielkopolski odjechał z kwitkiem.
Głośno mówi się i o tym, że 11 sierpnia 2008 r., podczas spotkania z Ewą Kopacz w Warszawie, Jackowi Szarkowi incognito towarzyszyło dwóch przedstawicieli firmy… Falck. W firmie tej powstała ostatnio struktura „Solidarności”. – Na nasze niedawne spotkanie do Katowic mieli przyjechać koledzy z Koła, ale pan Szarek tak sprytnie zadziałał, że dyrektor szpitala zabronił ratownikom przyjechać na Śląsk – twierdzi Szulc.
Na Jacka Szarka składano już wiele skarg do Sekretariatu Zdrowia NSZZ „Solidarność” i do Komisji Krajowej tego związku. Na razie bezskutecznie. Z kolei na jego profilu w portalu nasza-klasa ktoś nie szczędzi mu słów krytyki za prowadzoną działalność.
„Sierpień 80”, KZZPRM i OZZPSR zapowiadają protesty w obronie PRM. Pikiety odbyły się już w Poznaniu przed siedzibą Funduszu, a także w Łodzi. Ratownicy medyczni 26 marca jadą demonstrować do stolicy pod siedzibę minister Kopacz. Następnego dnia z kolei spotkają się w Rudzie Śląskiej na II Ogólnopolskim Zjeździe Ratowników Medycznych. Tam zapadną decyzje co do dalszych protestów. Prawo zabrania ratownikom medycznym czynnego strajku, z tego powodu związki rozważają inne formy protestu: odmowę wypełniania dokumentacji medycznej lub niewykonywanie transportu medycznego tzw. karetkami systemowymi.
– Ratownictwo medyczne to takie samo zaangażowanie w bezpieczeństwo państwa i obywateli, jak policja czy straż pożarna. Jednak jakoś nie słychać, by policję czy straż mieli komercjalizować czy prywatyzować, a z ratownictwem tak się niestety dzieje – podkreśla Janusz Głębski. I dojdzie do pewnego kuriozum, bo choć ratownictwo będzie pod kontrolą prywatnych firm, nadal będzie nosiło nazwę PRM. Określenie „państwowe” weszło bowiem do branżowej ustawy. Postulowali to związkowcy, którzy pojęcia nie mieli, że w niedługim czasie dojdzie do tzw. dzikiej prywatyzacji ratownictwa medycznego w Polsce.
Im się gwizdki włączają jak tylko stacyjka jest w pozycji "zapłon".
Jazda po Piotrkowskiej po pasie MPK czy na Narutowicza to norma. Załączyć gwizdki i jak najszybciej dojechać trzeba z pacjentem bo następny już czeka. Im większa liczba pacjentów tym więcej pieniędzy dla Pana Dudkiewicza.
Po prostu pozostaje się podstawiać pod wozy MEDAXU jadące na gwizdkach, wytłuc im te złomy z Niemiec, jeśli się nie będą zgadzali co do winy iść do sądu a tam będzie trzeba przedstawić zezwolenie...Wtedy walczyć jeszcze o odszkodowanie z powództwa cywilnego i...koniec interesu życia Pana Dudkiewicza.
deptakiem "Piotrkowska". Z reguły jest tylko kierowca, wiezie mocz do analizy i pizzę dla szefa.
kilka dni temu na Jaracza w godzinach szczytu chamska karetka Medaxu wymuszała przejazd spychając z ulicy pojazdy i ocierając się o nie. Kto zezwolił tej firmie na używanie sygnałów dla pojazdów uprzywilejowanych. Oni jeżdżą po chamsku i nadużywają uprawnień dla pojazdów uprzywilejowanych. I ciekawe że zawsze niezależnie od pory dnia przepychają się przez Śródmieście na sygnale - pewnie szybki transport alkoholu dla spragnionych kolegów.
© 2000-2010 Polskapresse Sp. z o.o. ®
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.
Serwisy branżowe:
Serwisy partnerskie: