Dziękujemy wam za to kochani dziennikarze.
szkoda, że demokracja jest tak zbudowana, że wysoki rangą urzędnik może "napluć w twarz" szaremu człowiekowi, podczas gdy szary człowiek nic mu nie może zrobić bo zaraz zostanie skazany na karę grzywny albo pozbawienia wolności.
Co z tego, że komentarze o Kropie są w 99% niepochlebne? co z tego, że 80 tys lodzian juz podpisy zlozylo o referendum. On sobie nic z tego nie robi i sprawiedliwosc najprawdopodbniej go nigdy nie dorwie. Ile juz bylo takich przykladow? Jak nie immunitet to brak dowodów...a zwykły obywatel....do rynsztoka.
Nie wiem co gorsze. Pracować u prywaciarza, który najchętniej widziałby nas w pracy 350 dni w roku po 10 godzin, nie dawał możliwości pójścia na urlop czy odbywania szkoleń, zasypywał zleceniami, żądaniami, nakazami czy szukać pracy nie wiadomo jak długo i być skazany na łaskę urzędu pracy (który wg mnie jest jedynie urzędem statystycznym).
I widać to \"bogactwo\" gołym okiem, szczególnie w takich dzielnicach jak: Widzew, Bałuty, czy Śródmieście. Piotrkowska to oczywiście wg \"tych panów\" \"raj\" w całym województwie, a nie tylko w Łodzi. No cóż, już od dawna wiadomo, że \"punkt widzenia zależy od punktu siedzenia\". Więc widocznie po raz kolejny \"sprzątaczki nie umyły sławetnego okna\". I dlatego tak \"źle przez nie widać\". Kropa, każ sprzątaczce dokładniej umyć okno w twoim \"barłogu\". Wtedy będziesz lepiej widział co naprawdę dzieje się w Łodzi! Jako, że \"Łódź to nie Częstochowa, ani inny Lelów\". Tym miastem nie da się rządzić z oddali. Więc zdecyduj się Kropa, wracasz do Łodzi, czy już się spakowałeś i opuściłeś Łódź \"cichaczem\"? Tylko jak można wyjeżdżać tak \"bez pożegnania\"? Ale po tobie prostaku, trudno spodziewać się czego innego!
A OSTATNIO PANOWIE PREZYDENCI KROPIWNICI I JEGO IDOL TOMASZEWSKI TWIEDZILI-ŻE ŁÓDŹ POD ICH RZĄDAMI TO KRAJ MLEKIEM I MIODEM PŁYNĄCY.
Solidarnie zaciskajmy pasa – apelują biznesmeni z Lewiatana. Ale solidarnie mają zacisnąć pasa pracownicy między sobą, bo to hasło bogatych już nie dotyczy.
Majątek najbogatszych Polaków spadł o prawie 40 proc. – według specjalnego wydania magazynu Forbes z listą 100 najbogatszych Polaków 2009 r. Ale to i tak w sumie jakieś 46 miliardów złotych. W tym roku jedynym reprezentantem Polski na liście światowych miliarderów Forbesa jest Zygmunt Solorz. Z listy zniknęli wszyscy Polacy, którzy zostali uwzględnieni w rankingu z 2008 r. – Leszek Czarnecki (2,6 mld dol. w ub.r.), Michał Sołowow (1,9 mld dol.), Ryszard Krauze i Jan Wejchert (obaj po 1,3 mld dol. w 2008 r.), Roman Karkosik (1,1 mld dol.) oraz Bogusław Cupiał (1,0 mld). – Najbogatsi tego świata stali się biedniejsi, tak jak my wszyscy – komentuje tegoroczne wyniki Forbes. Czy aby na pewno oni to tak odczuwają? Michał Sołowow szczerze powiedział Dziennikowi, że dla niego to tylko wirtualne pieniądze. – Dziś moje akcje są warte mniej, jutro więcej, to niewiele zmienia w moim codziennym życiu – powiedział. To, że ma się mniej na koncie lub w wirtualnych akcjach nie oznacza wszak, że kryzys gruntowie przemodeluje styl życia polskich bogatych elit.
Apetyt bogatych
Choć w ubiegłym roku kryzys pojawił się i w Polsce, nie przeszkodziło to w podwyżkach płac dla szefów polskich spółek giełdowych. Ponad 3,6 mln zł zarobił w minionym roku Cristopher John Barrow, prezes Żywca – aż o 39,3 proc. więcej niż w 2007 r. 3,1 mln zł trafiło na konto Brunona Bartkiewicza, prezesa ING Bank Śląski,a 2,95 mln zł – Macieja Wituckiego, prezesa Telekomunikacji Polskiej (również o ponad jedną trzecią więcej niż w 2007 r.). Co więcej, w 2008 r. TP SA wypłaciła łącznie członkom swojego zarządu 13 mln zł (za: Manager Magazine).
Ale ten trend gwałtownego wzrostu wynagrodzeń prezesów utrzymuje się od dawna. O ile w 2005 r. średnia wynagrodzeń szefów badanych przedsiębiorstw obecnych na giełdach wynosiła 1,06 mln zł rocznie, o tyle w 2006 r. była już o blisko 12 proc. wyższa. – Apetyt rośnie w miarę jedzenia – z czasem nabieramy ochoty na coraz większe domy, lepsze auta, coraz droższe i bardziej ekskluzywne sporty, lepsze szkoły dla dzieci czy wakacje – stwierdził François Nail, dyrektor zarządzający RSQ Management.
O tym wzroście apetytów świadczą też pensje prezesów banków. I tak, w ubiegłym roku Józef Wancer z BPH zainkasował 5,7 mln zł, były premier Jan Krzysztof Bielecki z Pekao SA – 4,5 mln zł, Jarosław Augustyniak z Noble Banku – 3,5 mln zł. Nie chodzi jednak o same pensje, ale też o tempo ich wzrostu. Średnie wynagrodzenie szefów giełdowych banków zwiększyło się o 40 proc. w ubiegłym roku w porównaniu z 2007 r. W tym czasie przeciętna płaca zatrudnianych przez nich pracowników wzrosła o ok. 16 proc.
Okres tuż sprzed kryzysu był zresztą czasem euforii dla prezesów. Jak podawała Rzeczpospolita (17.03.2008) średnie miesięczne zarobki dyrektorów generalnych i prezesów pracujących w firmach z branży usługowej w zeszłym roku wyniosły 22 tys. zł. Powodów do narzekań nie mieli również szefowie przedsiębiorstw produkcyjnych, którzy co miesiąc otrzymywali 36,1 tys. zł. – Polscy menedżerowie, zwłaszcza w dużych prywatnych firmach, mogą dziś bez problemu uczciwie zarobić pierwszy milion. I to nie tylko członkowie zarządów. Zdarza się, że nawet dyrektorzy mają płace rzędu 80–90 tys. miesięcznie – zachwalał Zbigniew Dudziński, konsultant w międzynarodowej firmie doradczej Hay Group. Według jej danych, wynagrodzenia członków zarządów (płaca zasadnicza plus roczne premie i inne bonusy) dużych prywatnych firm w Polsce były na poziomie Niemiec, gdzie menedżerowie zarabiają najlepiej w Europie. Na tym tle najbiedniej wypadali zresztą szefowie spółek Skarbu Państwa, którzy mogli zarobić maksymalnie od 4 do 6 razy więcej niż wynosiło przeciętne wynagrodzenie (ale właśnie toczy się bój w Komisji Trójstronnej, aby zlikwidować te ograniczenia – ustawę kominową).
Dziwić się nierównościom?
Ten skok na kasę właścicieli, prezesów, czy kadry zarządzającej przyczynił się do tego, że Polska ma największe nierówności płacowe w Unii Europejskiej. Bogaci zarabiają niemal 14-krotnie więcej niż biedni, według raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) z paździenrika ub.r. Potwierdzają to zresztą naukowcy – przykładowo z badań prof. Zofii Jacukowicz (IPISS) wynika, że „charakterystyczną cechą obecnych rozpiętości płac w Polsce jest bardzo duża komasacja wynagrodzeń w niskich przedziałach zarobkowych, poczynając od minimalnego wynagrodzenia do kwoty mieszczącej się w granicach 70–80 proc. płacy przeciętnej”, a „zaledwie 7 proc. zatrudnionych w Polsce ma wysokie wynagrodzenia, pozwalające na dostatni poziom życia i oszczędności”. Tylko w ciągu trzech lat – między 2004 a 2007 r. – udział wynagrodzeń w strukturze kosztów przemysłu spadł według GUS o pół procent – z 11,4 do 10,9 proc. A najlepszym dowodem na to, że ktoś się bogaci kosztem pracowników jest to, że w latach 2000–2006 wydajność w polskich firmach rosła w tempie ok. 30 proc., zaś płace – zaledwie 7 proc. Te zyski ze wzrostu wydajności nie wyparowały, lecz zostały przechwycone właśnie przez bogate elity.
Co tam kryzys!
Jak podała Gazeta Prawna (13.03.2009), według różnych szacunków jest w Polsce ok. 5–7 tys. osób, których osobisty majątek przekracza 1 milion euro, a od 10 do 50 tys. zł miesięcznie zarabia tylko 200 tys. osób. To oni tak naprawdę rządzą tym krajem – i niespecjalnie płacą za ten kryzys. Jak się okazuje, wciąż dużym popytem cieszą się najdroższe wycieczki zagraniczne, wyposażenie mieszkań w sprzęty najbardziej cenionych marek, telefony komórkowe po 7 tysięcy złotych, czy samochody z „górnej półki”. Klientów, mimo kryzysu, nie brakuje choćby nowemu biuru podróży Terra Mare, nastawionemu na zamożnych klientów (dwutygodniowy wypoczynek na Krecie może tu kosztować nawet 9,7 tys. zł). Bez problemów sprzedają się telefony komórkowe Aura za ponad 7 tys. zł. Tylko lutym br. kupiono w Polsce ponad 1 000 samochodów najnowszych marek Mercedesa, Audi czy BMW. Ba!, w kryzysie właśnie otworzył przedstawicielstwo w Polsce austriacki bank dla bogatych Sal Oppennheim. A tymczasem nawet w takiej Wielkiej Brytanii – jak wynika z badań firmy Prince & Assoc – ponad 80 procent bogatych przedsiębiorców planuje ograniczenie z powodu kryzysu wydatków na... kochanki. Widocznie u nas rzeczywiście nie jest aż tak źle – przynajmniej dla bogatych. Co więcej, z pomocą pośpieszył im rząd, wprowadzając reformę podatkową – przygotowaną jeszcze przez PiS – obniżającą stawki podatków dla najbogatszych aż o 8 procent.
Bez wątpienia inaczej kryzys dotyka bogatych i tych biedniejszych. I u nas rzadko słychać opinie wygłaszane bynajmniej nie przez „lewackich oszołomów”, że trzeba ograniczyć wysokość płac prezesów i kadry menedżerskiej w prywatnych przedsiębiorstwach. Z taką opinią wyszedł choćby Jean-Claude Trichet, prezes Europejskiego Banku Centralnego czy Joaquin Almunia, komisarz UE ds. polityki monetarnej, bo boją się, że te nierówności płacowe w końcu doprowadzą do eksplozji społecznej. Czasem jednak i w Polsce da się usłyszeć podobne głosy. Jak stwierdził na łamach Pulsu Biznesu (7.05.09) specjalista w dziedzinie zarządzania, profesor Krzysztof Obłój, obecne zarobki topmenedżerów oderwały się od rzeczywistości. Dodatkowo, wysokie pensje z bonusami płacono już w czasach kryzysu, okazując w ten sposób głęboką amoralność kadry. – To jest gotówka, której zabrakło w przedsiębiorstwie i trzeba ją pożyczyć, co oznacza pogorszenie sytuacji finansowej. W przyszłości żadna rada nadzorcza nie weźmie na siebie takiej decyzji – przewidywał profesor Obłój.
Kiedy więc Michał Boni, doradca premiera Tuska, mówi, że „16 razy wzrosła wartość pensji Polaków” (Metro, 18.05.09), to widać, że ma na myśli swych kolegów – tych, co się uwłaszczyli na majątku PRL, lub tych, co sterują teraz za pośrednictwem Lewiatana działalnością polskiego rządu.
pracy brak, perspektyw brak, prezydenta brak. Tylko dorobkiewicze wykorzystują ludzi płacąc im mniej niż by uzbierali rzebrając.
inwestycje zagranicznych inwestorów mogły być dużo większe w czasie prosperity,ale to zaprzepaściły geriatryczne władze, teraz nędza będzie rosnąć bo płace najniższe w kraju i przedsiębiorstwa oszczędzają na pracownikach, żeby były zyski dla kierownictwa, a urzędasy trzymają się rękami i zębami stołków, tym bardziej,że dno kryzysu przed nami.
i Poznaniu. A 8,5 to całkiem niezły wynik który wskazuje na trend ku lepszemu. Kiedyś było 20 Łódź się zmienia od razu nie zejdziemy do 2,5 bo restrukturyzacja trwa. Ale jesteśmy na dobrej drodze,
dzisiaj 13:15
Sprawdzian trzecioklasisty z CKE OBUT 2012 [arkusze, pytania, odpowiedzi]
dzisiaj 12:30
Na ul. Zachodniej w Łodzi mężczyzna zasłabł na torach tramwajowych
dzisiaj 11:11
Konkurs: Wygraj bilet na film "Mroczne cienie" do łódzkiego kina...
dzisiaj 09:44
W Łodzi odbędzie się protest przeciwko zwolnieniom w Tesco
dzisiaj 09:40
Dzień Dziecka w łódzkim zoo. Zoo jak z bajki
dzisiaj 09:37
Poradnia Medycyny Podróży dla planujących i wracających z egzotycznych podróży
Mieszkanie 3-pokojowe, 81 m2, 2 piętro
Mieszkanie 3-pokojowe, 93,40 m2
Audi A6 Bogata wersja 2.0 diesel 2006r.
Audi A4 S-Line 1.9 diesel 2003r.
© 2000-2012 Polskapresse Sp. z o.o.
® Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.