Choć zwolnienia w firmie to nie nowość, bo zaledwie pod koniec stycznia z pracą pożegnało się sto osób, pracownicy nie kryją rozczarowania. Wszystko dlatego, że w ciągu roku załoga ZUGiL-u zmniejszyła się z ponad 1.200 osób do około 530 pracowników. Atmosfera w pracy jest dramatyczna. Ci, którzy nie zostali zwolnieni, jeszcze do wczoraj nie otrzymali pensji za styczeń. Wszyscy boją się, że w ciągu kilku miesięcy ZUGiL może upaść. Tymczasem zarząd zapewnia, że pensje zostaną wypłacone, a ostatnie zwolnienia to tylko efekt wznowienia procesu zwolnień grupowych.
- Firma musi być rentowna, a jak dotąd nie udało się ciągle osiągnąć poziomu przychodów, który równoważyłby koszty. Zwolnienia odbywają się w ramach wcześniej zgłoszonej puli zwolnień grupowych mogącej objąć maksymalnie 450 osób. W ubiegłym roku firmie udało się nie zrealizować w pełni tego programu. Zwolnienia objęły ostatecznie tylko ok. 300 osób - wyjaśnia Witold Jajszczok, rzecznik prasowy grupy Kapitałowaj Gwarant, w której skład wchodzą wielunskie zakłady ZUGIL.
Z tym nie godzą się jednak związki zawodowe. Ich zdaniem przenoszenie zwolnień grupowych z ubiegłego roku na obecny, bez konsultacji ze związkami, to nic innego, jak łamanie ustawy o zwolnieniach grupowych. Wyliczają, że w 2009 r. pracę w ZUGiL-u straciło nie 300, a ok. 500 osób. Przypominają, że 130 pracowników zostało zwolnionych pojedynczo. Nie godząc się z decyzją zarządu związki zawiadomiły Państwową Inspekcję Pracy o łamaniu praw pracowniczych.
- Od kilku miesięcy pracownicy otrzymują wypłaty nawet z trzytygodniowym opóźnieniem. Nie wszyscy otrzymali też pieniądze za tzw. wczasy pod gruszą - mówi Jan Cieślak, przewodniczący NSZZ "Solidarność".
Urzędnicy PIP wszczęli już kontrolę w ZUGiL-u.
- Przewidujemy, że potrwa ona 30 dni. Na wynik trzeba poczekać do połowy marca - mówi Ryszard Wardęga, kierownik sieradzkiej delegatury PIP.
Na wynik z niecierpliwością czekają związki zawodowe. Od postanowień PIP uzależniają bowiem decyzję, czy wejść w spór zbiorowy z zarządem i przeprowadzić w ZUGiL-u akcję protestacyjną. Niewykluczone, że może zakończyć się ona strajkiem.
- Zwolnienie ok. 700 osób w ciągu roku było szokiem dla wszystkich. Atmosfera w pracy jest okropna, a większość pracowników nie ukrywa przygnębienia, bo każdego dnia boją się, że usłyszą, że zakład zostanie postawiony w stan likwidacji - dodaje Jan Cieślak.
Od kilku dni wśród załogi krąży plotka, że ZUGiL ma wchłonąć pod swoje skrzydła spółkę Mała Panew Maszyny i Konstrukcje wchodzącą w skład grupy kapitałowej Gwarant. Ma ona zatrudniać 77 pracowników.
- Uważamy, że to posunięcie może doprowadzić do dalszych zwolnień - mówią pracownicy.
Zarząd zaprzecza.
- Faktycznie, prawdopodobne jest włączenie do ZUGiL-u spółki zajmującej się budową konstrukcji stalowych, tj. Mała Panew Maszyny i Konstrukcje z Ozimka. Byłby to kolejny etap restrukturyzacji wewnętrznej. Ewentulane przyłączenie nie będzie implikować decyzji kadrowych. Nie ma innych planów dotyczących redukcji etatów w ZUGiL - zapewnia Witold Jajszczok.
Kilka dni temu w ZUGiL-u zmienił się zarząd. Ta decyzja nie zaskoczyła jednak załogi. Jej przedstawiciele twierdzą, że odwołany zarząd nie radził sobie z wyprowadzaniem firmy z kryzysu.
- W połowie ubiegłego roku, gdy zarząd rozpoczął drugą część procesu zwolnień grupowych, interweniowaliśmy u właściciela ZUGiL-u. Nie mieliśmy wątpliwości, że przedstawiony przez zarząd plan restrukturyzacji zakładu jest fatalny. Polegał na zwalnianiu pracowników - uważa Jan Cieślak. - Zwolniono całą kadrę kierowniczą. Bolało nas pozbawienie pracy doświadczonych handlowców, którzy w poprzednich latach zapewniali zamówienia nawet do 20 mln zł. W ich miejsce powołano młodszych specjalistów, którzy nie mają takich wyników. Już wtedy wiedzieliśmy, że zarząd nie jest w stanie wyprowadzić firmy z kryzysu.
Pracownicy ubolewają, że właściciel nie zareagował wcześniej na interwencje związków zawodowych. Dopiero po 7 miesiącach zdecydowano się na zmiany w składzie zarządu firmy.
- Jesteśmy rozgoryczeni, że pierwszą decyzją nowego zarządu były zwolnienia. Uważamy, że i ten zarząd nie wyprowadzi firmy z kryzysu - mówią związkowcy.