2010-02-05 03:37:04
,
Aktualizacja
2010-02-05 03:37:54
Bełchatowianom należy się od Katarczyków 170 tysięcy dolarów, czyli niemal pół miliona złotych.
Sytuacja przypomina problemy, jakie z Katarczykami miał... polski rząd. Jesienią ubiegłego roku Polacy żyli sprawą sprzedaży polskich stoczni inwestorowi z Kataru. Ostatecznie naftowi szejkowie za stocznie nie zapłacili. Teraz okazuje się, że nie zapłacili także Skrze i innym uczestnikom Klubowych Mistrzostw Świata.
Wypłata nagród uczestnikom turnieju jest gwarantowana umową FIVB z federacją katarską. Zwycięstwo w Doha warte było 200 tysięcy dolarów, a drugie miejsce wyceniono o trzydzieści
tysięcy niżej.
Zaraz po meczu finałowym katarscy organizatorzy wręczyli najlepszym drużynom medale i symboliczne czeki. Na pięknym, tekturowym czeku dla Skry napisano kwotę 170 tysięcy dolarów.
- Na oficjalnym zakończeniu turnieju poproszono nas o przekazanie numeru konta, co oczywiście natychmiast zrobiliśmy. Pieniądze mieliśmy dostać w ciągu tygodnia - mówi wiceprezes Skry Grzegorz Stawinoga.
Turniej w Doha zakończył się 8 listopada, a zatem za kilka dni miną trzy miesiące od dnia, w którym bełchatowscy siatkarze wywalczyli srebrne medale. Mimo to pieniądze od Katarczyków wciąż nie trafiły na konto Skry.
Szefowie bełchatowskiego klubu skontaktowali się z włoskim klubem Trentino, który w Katarze okazał się najlepszy i zarobił 200 tysięcy dolarów. Jak się okazało, Włosi także nie otrzymali jeszcze swojej nagrody.
- Na razie zachowujemy spokój, ale jeśli w najbliższych tygodniach nie otrzymamy pieniędzy lub choćby informacji z konkretną datą wypłaty, będziemy interweniować w FIVB - dodaje prezes Skry Konrad Piechocki.
Na pieniądze od Katarczyków czekają nie tylko szefowie Skry, ale również siatkarze. Zgodnie z umową, połowa nagrody za drugie miejsce na świecie zostanie wypłacona zawodnikom. Stanie się to wtedy, gdy Katarczycy przeleją pieniądze na konto bełchatowskiego klubu. W sumie siatkarze mają dostać zatem do podziału niespełna 250 tys. złotych.
Warto dodać, że katarska federacja, obiecując wysokie premie dla uczestników turnieju, wymusiła na FIVB zgodę na wprowadzenie nowatorskich przepisów. Tzw. złota formuła, nakazująca wykonanie pierwszego ataku po przyjęciu zagrywki zza linii trzeciego metra, zepsuła widowisko i wycieńczyła fizycznie najczęściej atakujących graczy. Katarska federacja po turnieju była zachwycona swoim pomysłem i ogłaszała sukces eksperymentu, choć wszyscy - trenerzy, zawodnicy i eksperci - ten pomysł krytykowali.
W trakcie pobytu w Katarze nieoficjalnie mówiono, że miejscowa federacja wykupiła prawa organizacji Klubowych Mistrzostw Świata na najbliższe trzy lata. Wprawdzie, jak przy okazji każdej większej imprezy, jej uczestnicy, czyli zawodnicy i trenerzy mówili, że woleliby zagrać w Polsce, gdzie ich rywalizacja ściągnęłaby tłumy na trybuny, ale decydujące są pieniądze. Czy aby jednak nie wirtualne?