Jan O. zastępca dyrektora generalnego (prywatnie krewny żony Kaźmierczaka) został zatrzymany w ubiegły piątek i aresztowany. Opuścił mury celi, bo rodzina wpłaciła poręczenie majątkowe. Za Urszulą Trochanowską, członkiem zarządu MPO, śledczy chcą wysłać list gończy. Paweł J., przewodniczący rady nadzorczej spółki, usłyszał zarzuty w lipcu (śledczy nie informują o ich treści, ale wiadomo, że Paweł J. nie przeciwdziałał nadużyciom, do jakich dochodziło w spółce).
Sami swoi
Pierwsze oficjalne informacje o nadużyciach i nieprawidłowościach pojawiły się w 2006 roku. Zgłaszał je m.in. Mirosław Orzechowski (wówczas wiceprezydent Łodzi), kolega partyjny Romana Giertycha. Tymczasem Giertych w ubiegłym tygodniu objawił się w Łodzi jako pełnomocnik schorowanego prezesa MPO. Przywiózł do prokuratury zwolnienie lekarskie, które na chwilę wstrzymało działanie śledczych (planowali zatrzymać Kaźmierczaka i doprowadzić do prokuratury).
Były minister edukacji przed bałucką prokuraturą mówił o naciskach politycznych, jakie łódzcy senatorowie (nie padło nazwisko, ale wiadomo, że chodzi o senatora PO Macieja Grubskiego) przez ostatnie miesiące mieli wywierać w sprawie na organy ścigania.
- Oczywiście teraz będą chcieli zrobić z Kaźmierczaka ofiarę politycznej nagonki - mówią nasi informatorzy, którzy doskonale znają działalność prezesa MPO. - Dlaczego Grzesiu sam nie zgłosił się do prokuratury? Przecież ma prawo złożyć wyjaśnienia, może się bronić i odeprzeć zarzuty. On jednak unika śledczych, bo doskonale wie, że dowody są mocne. Próbuje więc wszystko upolitycznić.
Prezydenci wiedzieli, ale...
W latach 2006 - 2007 o nadużyciach w spółce informowani byli wszyscy ówcześni wiceprezydenci: Włodzimierz Tomaszewski, Karol Chądzyński, Marek Michalik i Mirosław Orzechowski. O sytuacji wiedziała też Maria Maciaszczyk (zastąpiła na fotelu Orzechowskiego). Co ciekawe, to właśnie brat pani wiceprezydent, jako ówczesny pracownik MPO (był jednym z tych, którzy remontowali mu dom w Łasku, mieszkanie w Łodzi, budowali altankę w ogrodzie), jest jednym ze świadków, których zeznania pogrążają Kaźmierczaka.
Ale afera w MPO to nie tylko wykorzystywanie pracowników w godzinach pracy do prywatnych celów. Jednym z głównych zarzutów dotyczących działania na szkodę spółki jest sprzedawanie posortowanych śmieci małej firmie PPH Mix z Czarnej Białostockiej. To przedsiębiorstwo należące do Katarzyny B., przyjaciółki Grzegorza Kaźmierczaka. Przekręt polegał na tym, że kupione od MPO śmieci ta nieduża firma ze sporym zyskiem odsprzedawała potentatowi na rynku skupu surowców wtórnych.
- I zarobili na tym, kosztem łódzkiej spółki, całkiem pokaźne kwoty, które mogły sięgać nawet kilkuset tysięcy zł - dodają nasi informatorzy.
Śledczy dokładnie przejrzeli również delegacje szefa MPO. Okazało się bowiem, że choć Kaźmierczak jeździł służbowym autem, pobierał również delegacje (dojeżdżał do pracy z Łasku), jakby wykorzystywał swój prywatny samochód.
Przebiegły strojniś
Nie jest tajemnicą, że Grzegorz Kaźmierczak wśród pracowników i współpracowników nazywany jest fryzjerem - z uwagi na bardzo starannie ułożoną fryzurę, idealnie przycięte brodę i wąsy. Równie pedantyczny jest także w kwestii ubioru, co z kolei powoduje, że niektórzy mówią o nim "strojniś". Kaźmierczak ma bowiem przebogatą szafę pełną garniturów, koszul, spodni, butów i krawatów. Nawet na przejażdżkę rowerem starannie wybiera sobie strój. Niektóre ciuchy ponoć sam projektował.
Pod tym idealnym wizerunkiem kryje się jednak osoba bardzo przebiegła, która nie stroni od chwytów poniżej pasa. Gdy w 2007 roku dowiedział się, że opiszemy jego nieuczciwą działalność, natychmiast spreparował kilka dokumentów mających świadczyć o tym, że chcieliśmy płacić jego pracownikom za informacje. Tymi "rewelacjami" próbował zmanipulować dziennikarzy jednej z gazet.
Dziś wiadomo natomiast, że wśród prokuratorskich zarzutów mogą pojawić się takie, które będą dotyczyły nakłaniania innych do składania fałszywych zeznań.
Po artykule Expressu Ilustrowanego "Prywata króla śmieciarek" w 2007 roku, w którym pisał o nieprawidłowościach i nadużyciach Kaźmierczaka, prezydent Kropiwnicki odbył rozmowę z szefem MPO. Krótko po niej powiedział, że... ufa prezesowi i podkreślał jego przeogromne zasługi dla spółki. Dziś, choć o nieprawidłowościach w spółce huczy cała Łódź, również go broni...
* * * * *
Grzegorz Kaźmierczak jest od wielu lat jednym z najbliższych współpracowników Jerzego Kropiwnickiego. Był członkiem zarządu głównego Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego gdy Kropiwnicki był jego prezesem (do 2006 roku), a obecnie jest sekretarzem generalnym założonego przez Kropiwnickiego Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego. Jako prezes MPO przez ostatnich sześć lat prezes MPO otrzymywał co roku nagrody roczne w wysokości trzykrotności swojego wynagrodzenia (m.in. 54 tys. zł w tym roku, 43 tys. zł w ubiegłym i 34 tys. zł w 2007 roku).
Po wygranych przez Kropiwnickiego jesienią 2002 roku wyborach został jego pierwszym asystentem. Niczym cień pojawiał się u boku prezydenta na wszystkich ważnych imprezach
i spotkaniach. W 2005 roku można go było zauważyć nawet na zdjęciach z wieczoru wyborczego Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie, gdzie stał tuż za Radosławem Sikorskim. Razem z Kropiwnickim spędza urlopy. Gdy Kaźmierczak zachorował na serce (akurat wtedy prokuratura miała mu postawić zarzuty...), Jerzy Kropiwnicki odwiedził go w szpitalu. Tomasz Jabłoński,