Wybierz region

Wybierz miasto

    Wykiwać wszystkich

    Autor: DARIUSZ ŁUSZCZYNA

    2000-05-31, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Kulisy transferu Mirosława Trzeciaka Znany dobrze w Łodzi Mirosław Trzeciak, jeden z podstawowych piłkarzy reprezentacji Polski prowadzonej przez Janusza Wójcika, od sierpnia 1998 r.

    Kulisy transferu Mirosława Trzeciaka



    Znany dobrze w Łodzi Mirosław Trzeciak, jeden
    z podstawowych piłkarzy reprezentacji Polski
    prowadzonej przez Janusza Wójcika, od sierpnia 1998 r. jest zawodnikiem hiszpańskiego klubu Osasuna
    Pampeluna. Jednak jego transfer z ŁKS do Osasuny, w świetle dokumentów, był nielegalny! Już pod koniec 1994 r. Trzeciak został definitywnie sprzedany przez działaczy Lecha Poznań szwajcarskiej firmie menedżerskiej o nazwie ,Lenhart". Właściciel ŁKS Antoni Ptak niemal cztery lata później za przeprowadzkę tego zawodnika do Hiszpanii (bez wiedzy i zgody firmy ,Lenhart"!) pokwitował odbiór 650 tys. dolarów! Być może wkrótce aferą tą zajmie się Komisja Dyscyplinarna UEFA.

    Niektóre wątki transferowych gier i zabaw polskich działaczy, w jakie bezwiednie wplątał się Trzeciak, były skutecznie tuszowane przez półtora roku, inne przez lat pięć, czyli od grudnia 1994 r. - daty podpisania stosownej umowy między polskim klubem a jego szwajcarskim kontrahentem.
    Reprezentujący firmę ,Lenhart" menedżer Heinz Gruler w zamian za definitywne wykupienie od Lecha Poznań praw transferowych wobec Mirosława Trzeciaka zobowiązał się wpłacić na konto poznańskiego klubu 275 tys. niemieckich marek. W styczniu 1995 r. Trzeciak został zawodnikiem szwajcarskiego Young Boys Berno
    .
    Jak ograć Górkę?

    W tym czasie wierzycielem Lecha był jego były prezes Ryszard Górka, który właśnie rozpoczął prawną kampanię na rzecz odzyskania zainwestowanych wcześniej w poznańskiego ,Kolejorza" prywatnych pieniędzy. Górka, zgodnie z deklaracją ówczesnych władz Lecha, miał prawo do 35 procent od kwoty zagranicznego transferu Mirosława Trzeciaka. Ale były dobrodziej klubu wtedy jeszcze nie wiedział, że Trzeciak został sprzedany firmie ,Lenhart" za 275 tys. marek, które wpłynęły do Lecha w dwóch ratach. Pierwsza - w wysokości 145 tys. marek - 22 grudnia 1994 r. (deklaracja celna), druga - w wysokości 130 tys. marek - 21 stycznia 1995 (transfer z konta ,Lenhart" na konto Lecha)... Kulisy transferowych machinacji, jakim poddany został piłkarz, ujrzały światło dzienne głównie wskutek dociekliwości Górki.

    - Działacze Lecha, Ryszard Dolata i Roman Jakóbczak podsunęli mi do wglądu fałszywą - jak się później okazało - umowę transferową zawartą między klubem a firmą ,Lenhart" - mówi Ryszard Górka. - Lech, zdaniem obu wymienionych panów, miał sprzedać Trzeciaka za 130 tys. marek. Dopiero latem zeszłego roku wyszło na jaw, że poza dowodem wpłaty na tę sumę, na konto Lecha za transfer tego zawodnika wpłynęło jeszcze 145 tys. marek! Informację tę potwierdził pełnomocnik Heinza Grulera, poznański adwokat mecenas Eugeniusz Michałek. Obecny prezes Lecha Stanisław Butka w trakcie rozmowy ze mną stwierdził, że wie o sumie 275 tysięcy za transfer Trzeciaka, ale kwoty 145 tysięcy... nie może doliczyć się na klubowym koncie! - mówi Górka.

    Prezes Stanisław Butka zapytany przez nas, czy potwierdza swą opinię o 145 tys. marek manka na koncie Lecha, odsyła do rzecznika prasowego klubu Radosława Majchrzaka. Ten zaś zasłania się brakiem wiedzy w rzeczonym temacie.
    Dla odmiany milczeć nie zamierza były prezes, a dziś dyrektor Lecha Poznań, Ryszard Dolata.

    - Do klubu dotarły obie transze, czyli cała suma w wysokości 275 tys. marek - podkreśla Dolata. - Problem polega na tym, że - zgodnie z treścią umowy cywilnej zawartej między Lechem a firmą ,Lenhart" - ŁKS latem 1998 r. nie miał prawa sprzedać Trzeciaka do Osasuny Pampeluna!

    Ryszard Górka twierdzi kategorycznie, że przesłana 22 grudnia 1994 r. przez Heinza Grulera kwota 145 tys. marek (dokument w prawym dolnym rogu) wprawdzie wpłynęła do kasy Lecha Poznań, ale nie została w niej zaksięgowana.

    - Dzisiaj w księgowości Lecha nie ma żadnego dokumentu potwierdzającego wpłacenie sumy 145 tys. marek do klubowej kasy - podkreśla Górka.

    Jak kiwnąć Grulera?

    Od dnia, w którym Trzeciak przeszedł do Young Boys Berno, polski piłkarz stał się mimowolnym bohaterem ,czeskiego filmu". W połowie 1995 r., za zgodą menedżera Heinza Grulera, powrócił do Lecha Poznań, by w październiku 1996 r. zostać przekazanym do ŁKS (dokument w lewym dolnym rogu). Kuriozalną umowę między Lechem Poznań a ŁKS parafował były dyrektor poznańskiego klubu Andrzej Menke. Pana Menke dzisiaj już nic z Lechem nie łączy. Ale też nikogo z obecnych szefów poznańskiego klubu (w jego zarządzie zasiadają dwaj wiceprezydenci Poznania) nie zastanawia, dlaczego Lech swego czołowego piłkarza z dnia na dzień wysłał do Łodzi? I dlaczego w piśmie skierowanym do ŁKS widnieje zdanie ,Lech nie zgłasza roszczeń do ekwiwalentu za wyszkolenie zawodnika w przypadku, gdyby zdecydował się on grać w ŁKS Łódź"?
    W klubie Antoniego Ptaka grał Trzeciak aż do sierpnia 1998 r., kiedy to ŁKS definitywnie sprzedał go do hiszpańskiej Osasuny Pampeluna. Certyfikat polskiego napastnika Hiszpańskiemu Związkowi Piłki Nożnej przesłał ówczesny sekretarz generalny, a dziś prezes PZPN, Michał Listkiewicz. Czy Listkiewicz nie wiedział, że Trzeciak w dniu wyjazdu do Pampeluny nie był już ani zawodnikiem Lecha, ani ŁKS?

    - Byliśmy zmuszeni przesłać certyfikat Trzeciaka, bo obligowały nas przepisy międzynarodowe - mówi Michał Listkiewicz.
    - Gdybyśmy nawet nie wydali tego dokumentu Hiszpanom, to Trzeciak i tak byłby uprawniony do gry w Osasunie. Transfer tego zawodnika do hiszpańskiego klubu jest dla nas smutną nauczką. Od najbliższego sezonu wszystkie umowy zawarte między piłkarzami a polskimi klubami będą zdeponowane w warszawskim biurze PZPN. Związek musi mieć wgląd do statusu formalnoprawnego każdego zawodnika...
    Na zamieszaniu wokół przynależności klubowej Trzeciaka skorzystał przede wszystkim właściciel Łódzkiego Klubu Sportowego Antoni Ptak.

    - Sprzedałem Trzeciaka do Osasuny za 650 tys. dolarów - mówi Antoni Ptak. - To był mój zawodnik, bo przecież Lech bez żalu i jakichkolwiek finansowych roszczeń wydał zgodę na przejście Mirka do ŁKS na czas nieokreślony. Sprawa jest czytelna. A Gruler?
    On ma pretensje do Lecha, ale mnie ta sprawa nie interesuje.
    Szwajcarska kontra
    Heinz Gruler o transferze Trzeciaka do Osasuny Pampeluna dowiedział się... z gazet, już po dokonaniu finansowej transakcji na linii Łódź - Pampeluna. Gruler ani od Antoniego Ptaka, ani od szefów hiszpańskiego klubu, rzecz jasna, nie otrzymał ani centa. Szwajcarskiemu menedżerowi w głowie się nie mieściło jak piłkarz, będący własnością jego firmy, mógł zostać sprzedany przez kogoś innego. Menedżer firmy ,Lenhart" udzielił pełnomocnictw znanemu poznańskiemu adwokatowi mec. Eugeniuszowi Michałkowi. Ten przedłożył w PZPN treść umowy cywilnej zawartej między firmą ,Lenhart" a Lechem, w myśl której Trzeciak już w 1994 r. został definitywnie wykupiony przez szwajcarskich kontrahentów. Punkt pierwszy umowy zawartej wtedy między Lechem a spółką ,Lenhart" brzmi: ,Spółka akcyjna Lenhart przejmuje ostatecznie od Lecha w Poznaniu prawa przeniesienia i prawa osobiste gracza Mirosława Trzeciaka, urodzonego 11 kwietnia 1968". Gruler przesłał także potwierdzenie dokonania obu wpłat na łączną kwotę 275 tys. marek.

    - Dotychczas Heinz Gruler chciał ten problem rozstrzygnąć w sposób ugodowy - mówi mec. Eugeniusz Michałek.
    - Przede wszystkim dlatego, by nie angażować się w kosztowny proces sądowy. Działacze Lecha złamali umowę, ale klub ten jest bankrutem... Dlatego egzekucja należności na podstawie korzystnego dla mojego klienta ewentualnego wyroku sądowego pewnie byłaby niemożliwa. Uważam, że przy dobrej woli władz PZPN sprawa ta może doczekać się rozstrzygnięcia w ciągu kilku najbliższych tygodni, może dwóch miesięcy. Kulisy przekazania Trzeciaka do ŁKS z powodzeniem mogłyby być przedmiotem analizy prokuratorskiej. A pan Ptak oczywiście nie mógł sprzedać naszego zawodnika do innego klubu!
    Gdyby działacze PZPN przypadkiem wpadli na pomysł, by odwlekać termin rozpatrzenia protestu firmy ,Lenhart" wobec nieprawnych działań Lecha i ŁKS, to Heinz Gruler podobno skłonny byłby szukać sprawiedliwości w Komisji Dyscyplinarnej UEFA. Czyżby zatem już wkrótce skandal z polskimi działaczami w roli głównej miał zostać nagłośniony także w siedzibie Europejskiej Federacji Piłkarskiej?

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)