Sprawa profesora Radka spowodowała w środowisku medycznym ciężki uraz na tle neurologicznym

Profesor Andrzej Radek, kierownik kliniki neurochirurgii w szpitalu im. WAM w Łodzi, kończy w tym roku 60 lat. Piękny wiek, piękna kariera i paskudny zarzut: przyjęcie tysiąca złotych od rodziny pacjenta.

Profesor Andrzej Radek, kierownik kliniki neurochirurgii w szpitalu im. WAM w Łodzi, kończy w tym roku 60 lat. Piękny wiek, piękna kariera i paskudny zarzut: przyjęcie tysiąca złotych od rodziny pacjenta.

Jest tu jakaś niesłychana niewspółmierność: promotor 17 doktoratów, autor około 130 prac naukowych, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, pułkownik Wojska Polskiego, naukowiec mający za sobą zagraniczne staże i kursy, międzynarodowe uznanie i... ta łapówka. Czy ktoś taki, kto przeprowadził 10 tysięcy udanych zabiegów, mógłby wziąć do kieszeni takie pieniądze, czy jakiekolwiek pieniądze? Profesor mówi, że nie wziął.

- W mojej 25-letniej karierze kierownika kliniki nigdy nie uzależniłem przeprowadzenia operacji od korzyści materialnej - tłumaczył w ubiegłym roku. I to samo
∨ Czytaj dalej

powtarza dziś.

Prokuratura Rejonowa Łódź Polesie zarzuca mu jednak, że wziął i precyzuje: 500 złotych za przyjęcie chorego do kliniki i drugie 500 za operację.

Oddał, więc nie ma sprawy

W lipcu ubiegłego roku do kliniki neurochirurgii szpitala im. Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi przyjęto 25-letniego Pawła Ch. z Częstochowy, który miał guza śródrdzeniowego umiejscowionego w paskudnym miejscu - między kręgosłupem a mózgiem. Szanse na uratowanie pacjenta od samego początku były znikome, ale profesor Andrzej Radek podjął się przeprowadzenia zabiegu. Czwartego dnia po operacji Paweł Ch. zmarł. Jego matka, która była wówczas w szpitalu, wpadła w histerię, a jej drugi syn, Tomasz Ch., odgrażał się publicznie profesorowi Radkowi. Wykrzykiwał, że zapłacił za operację. Pod wpływem emocji zadzwonił do jednej ze stacji radiowych i pod 997. Kiedy na miejscu pojawili się policjanci, Tomasz Ch. zmienił zdanie. Stwierdził, że był w szoku i ani on, ani jego matka żadnych zeznań składać nie będą.

O awanturze dowiedział się także dyrektor szpitala Leszek Markuszewski.

- Sam go zawiadomiłem - zapewniał nas prof. Radek. - Rodzina zmarłego, w obecności dyrektora szpitala, odwołała wszystko na piśmie.

Na tym się jednak nie skończyło. Na oddziale pojawili się dwaj pracownicy kontroli wewnętrznej szpitala, wezwani przez dyrektora Markuszewskiego, którego - być może - nie przekonało odwołanie oskarżeń przez matkę i brata Pawła Ch. Być może, ponieważ dyrektor Markuszewski odmawia dziś wszelkich wypowiedzi w sprawie profesora Radka.

Po rozmowie z Tomaszem Ch. i jego matką, w notatce kontrolerów znalazło się sformułowanie, że rodzina zmarłego nie ma żadnych roszczeń wobec profesora Radka, bo... zwrócił im tysiąc złotych, które mu wcześniej wręczyli.

Niech to zrobi prokuratura

Leszek Markuszewski skierował do rektora Uniwersytetu Medycznego, któremu podlega szpital im. WAM, informację o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, do której dołączył notatkę kontrolerów.

"Notatka służbowa powstała z inicjatywy dyrektora Szpitala" - nie pozostawia wątpliwości Mirosław Wdowczyk, rzecznik UM.

Rektor UM prof. Andrzej Lewiński nakazał skierowanie zawiadomienia do prokuratury.

W trakcie postępowania (świadków przesłuchiwano w Łodzi i Częstochowie) ustalono, że prof. Andrzej Radek przyjął dwukrotnie po 500 złotych. Transakcje miały zostać przeprowadzone w jego gabinecie.

21 marca, po półrocznym śledztwie, profesora Radka wezwano do prokuratury. Podstawą do postawienia mu zarzutów były zeznania rodziny zmarłego pacjenta. Profesor nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień.

Wydarzeniami w szpitalu zajęła się nie tylko prokuratura. Rektor Lewiński przekazał sprawę rzecznikowi dyscyplinarnemu Uniwersytetu Medycznego prof. Januszowi Wasiakowi. Z własnej inicjatywy postępowanie wszczął rzecznik odpowiedzialności zawodowej przy Wojskowej Izbie Lekarskiej, której prof. Andrzej Radek podlega jako lekarz wojskowy.

Wszyscy wszczęli i... wszyscy czekają, co zrobi prokuratura.

- Zawiesiłem postępowanie, ponieważ osoby oskarżające profesora nie pojawiły się na moje wezwanie - wyjaśnia rzecznik dyscyplinarny UM prof. Janusz Wasiak. - Nie miałem innego wyjścia. Czekam na wynik postępowania w prokuraturze.

- Prowadziliśmy własne postępowanie, przesłuchaliśmy świadków. Ponieważ nasze działania pokrywają się z tymi, które wykonuje prokuratura, zwróciliśmy się do Sądu Lekarskiego w Warszawie o zgodę na zawieszenie naszego postępowania - usłyszeliśmy w Wojskowej Izbie Lekarskiej.

Polskie Towarzystwo Neurochirurgów, którego profesor Radek przez pięć lat był prezesem, też nie zamierza podejmować żadnych kroków. Z nieco innych powodów.

- Gdyby doszło wobec profesora do nadużycia władzy, na przykład gdyby wyprowadzono go z kliniki w kajdankach, stanęlibyśmy w jego obronie - zapewnia dr Dariusz Jaskólski, przewodniczący łódzkiego oddziału PTN.

Człowiek WAM

Sprawa profesora Radka jest bulwersująca z kilku względów. O korupcji wśród lekarzy mówi się często. Ludzie dzielą się ze sobą wiedzą, kto bierze, ile i za co. Jedni znają to ze słyszenia, inni z doświadczenia. Przy tej rozległej wiedzy o korupcji uderza jednak, jak rzadko prokuratorzy stawiają lekarzom zarzuty, nie mówiąc już o sądowym finale.

Po drugie, sprawa prof. Andrzeja Radka jest, jak dotychczas, jedyną o charakterze korupcyjnym, w której Uniwersytet Medyczny w Łodzi złożył zawiadomienie o przestępstwie. Dlaczego?

"Jedynie w tej sprawie, JM Rektor uzyskał pełną informację nie tylko o osobie odpowiedzialnej, ale również o przebiegu zdarzenia, które stwarzało uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa w związku z działalnością Uczelni" - wyjaśnia na piśmie rzecznik uniwersytetu Mirosław Wdowczyk.

I dodaje: "Prokuratura postawiła również zarzut przyjęcia korzyści majątkowej przez lekarza w innej sprawie dotyczącej pracownika Uniwersytetu Medycznego w Łodzi - asystenta zatrudnionego w Klinice Chirurgii Endokrynologicznej i Ogólnej UM. Władze Uniwersytetu Medycznego w Łodzi powzięły jednak informację o powyższym zdarzeniu od organów ścigania, dopiero po wszczęciu postępowania karnego".

Jest jeszcze sprawa samego profesora, dla którego zarzut korupcji, właśnie tu, w szpitalu im. WAM, jest szczególnie dotkliwy. Nawet dziś wydaje się wręcz nie do pomyślenia.

Andrzej Radek pochodzi z Miedzianej Góry pod Kielcami. W Kielcach skończył liceum. Cała reszta jego dotychczasowego życia i kariery jest związana z Wojskową Akademią Medyczną. Tu w 1963 roku rozpoczął studia, tu zdobywał kolejne stopnie w błyskotliwej karierze, na tytule profesorskim w 1989 roku kończąc. Kilka lat temu, po połączeniu WAM i Akademii Medycznej w jedną uczelnię - Uniwersytet Medyczny - nadal zachował wpływy i prestiż. Od 1982 roku cały czas kierował kliniką neurochirurgii w szpitalu WAM.

Teraz nadal siedzi w tym samym gabinecie, ale kliniką nie kieruje - prokurator po postawieniu zarzutu zawiesił go w obowiązkach.

Lekarz i kelner sobie poradzą?

Sprawa profesora Radka spowodowała w środowisku medycznym ciężki uraz na tle neurologicznym. Prof. Andrzej Lewiński, rektor UM, nie może sam mówić i deleguje do tego rzecznika Mirosława Wdowczyka. Mirosław Wdowczyk też nie może mówić - odpowiada pisemnie tylko na pytania na piśmie.

Podobny syndrom jest w szpitalu im. WAM: dyrektor Leszek Markuszewski do mówienia deleguje swojego zastępcę Jacka Rysza, a Jacek Rysz przemówił oświadczeniem, które nie mówi nic. Informuje tylko, że otrzymano informację od prokuratury o toczącym się śledztwie i o zawieszeniu prof. Radka w kierowaniu Kliniką Neurochirurgii i Chirurgii Nerwów Obwodowych.

Profesor Radek może liczyć na poparcie środowiska medycznego. Lekarze, pielęgniarki i sanitariusze z kierowanej przez niego kliniki podpisali się pod listem do prokuratury, aby zrezygnowała z zawieszania go w obowiązkach. Bronią go: "przez wszystkie dziesięciolecia swojej pracy zawodowej cieszył się nienaganną opinią i zawsze stanowił dla swoich uczniów i współpracowników wzór do naśladowania".

Stanisław Owczarek, jedna z gwiazd łódzkiej palestry i od środy adwokat Andrzeja Radka, złożył zażalenie, w którym domaga się odwieszenia profesora w czynnościach służbowych - "bo to wyrok, a nie zabezpieczenie właściwego toku postępowania przygotowawczego" - argumentuje.

Dr Dariusz Jaskólski, szef łódzkiego oddziału Polskiego Towarzystwa Neurochirurgów: - W środowisku dominuje współczucie dla profesora Radka. To, co się wyprawia ze służbą zdrowia, to kreowanie obrazu lekarzy jako łapowników, którzy żywią się cudzą krwią. Władysław Gomułka powiedział kiedyś: "O zarobkach lekarzy i kelnerów rozmawiać nie będziemy, oni zawsze sobie jakoś poradzą". To myślenie pokutuje u nas do dzisiaj. Jeżeli jakiś lekarz jest łapownikiem, to nie zasługuje na bycie lekarzem, ale to trzeba udowodnić.

Czy dr Jaskólski wierzy w winę prof. Radka?

- Nie uwierzę, dopóki nie zostanie to udowodnione.

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij