Wybierz region

Wybierz miasto

    Przykra afera plagiatowa na Uniwersytecie Łódzkim

    Autor: Paweł Spodenkiewicz

    2002-10-26, Aktualizacja: 2004-12-18 00:04 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Prof. Maciej Potępa spisywał bez żenady prace swych kolegów filozofów i być może przejdzie do historii nauki polskiej jako pierwsza osoba, której odbierze się tytuł profesora za plagiat.

    Prof. Maciej Potępa spisywał bez żenady prace swych kolegów filozofów i być może przejdzie do historii nauki polskiej jako pierwsza osoba, której odbierze się tytuł profesora za plagiat. Władze Uniwersytetu Łódzkiego chcą jednak doprowadzić do przedawnienia postępowania dyscyplinarnego w jego sprawie.

    Prof. Maciej Potępa, 57-letni filozof, jeszcze wiosną ubiegłego roku miał bardzo silną pozycję w polskim środowisku filozoficznym. Był członkiem Międzynarodowego Towarzystwa Heglowskiego, przyjaźnił się z wybitnymi niemieckimi filozofami, brylował na międzynarodowych kongresach. Często proszono go o pisanie wstępów i rekomendacji.

    Dziś jego reputacja leży w gruzach. Rzecznik dyscyplinarny Uniwersytetu Łódzkiego prof. Henryk Lewandowski dysponuje przekonywającymi dowodami na popełnienie przez niego szeregu plagiatów, w tym w pracy profesorskiej.

    Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, Uniwersytet Łódzki nie przekaże jednak sprawy Macieja Potępy do uczelnianej komisji dyscyplinarnej. W ocenie rektora sprawa uległa przedawnieniu.

    – O losie profesora Potępy zadecyduje Centralna Komisja do spraw Stopni i Tytułów Naukowych, która otrzymała od nas całą dokumentację – mówi rektor UŁ prof. Wiesław Puś.

    Centralna komisja to 220-osobowe wybieralne grono uczonych, działające przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Obecnie komisja powtarza procedurę nadania tytułu profesorskiego Maciejowi Potępie. Jeśli opinia recenzentów będzie negatywna, komisja najprawdopodobniej złoży wniosek do prezydenta RP o odebranie stopnia.

    Władze Uniwersytetu Łódzkiego postąpiły w sposób, który jedni nazwą dyplomatycznym, inni kunktatorskim: wprawdzie doprowadziły do wykrycia plagiatu w pracy profesorskiej, ale same nie chcą zajmować się tą sprawą i zostawiają wszelkie decyzje Warszawie.

    Dociekliwy doktor

    Przykra prawda wychodziła na jaw stopniowo. Najpierw prof. Andreas Arndt z Berlina odkrył plagiat swojego artykułu we wstępie do wydanej po niemiecku książki Macieja Potępy. Potem wykryto zapożyczenia w czterech polskich artykułach.

    – Często na ślad plagiatów naprowadzały nas przypisy. Były takie same, niejednokrotnie z tymi samymi błędami, jak u autorów oryginalnych – mówi prof. Ryszard Panasiuk.

    Przy okazji odkryto drobną nieuczciwość, nie będącą plagiatem: filozof opublikował jeden artykuł w dwu różnych miejscach, pod zmienionym tytułem, nie informując o tym obu redakcji. Innymi słowy, sprzedał dwa razy ten sam towar.

    Od maja 2001 roku wiedział o sprawie Macieja Potępy rektor UŁ prof. Stanisław Liszewski, poinformowany przez ówczesnego dyrektora Instytutu Filozofii UŁ prof. Ryszarda Panasiuka. Rektor nie chciał nadawać sprawie rozgłosu i zamiast wszcząć postępowanie dyscyplinarne, do czego był zobowiązany z mocy prawa, nakłonił Macieja Potępę do odejścia z UŁ. Filozof zatrudnił się na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie.

    Sprawy nie udało się jednak zatuszować, gdyż zainteresował się nią dr Marek Wroński, lekarz naukowiec ze Staten Island University Hospital w Stanach Zjednoczonych. W styczniu 1998 roku nazwisko dr Wrońskiego pojawiło się na łamach polskiej prasy, gdy zdemaskował nieuczciwe praktyki prof. dra hab. Andrzeja Jendryczki, biochemika ze Śląskiej Akademii Medycznej, autora około 50 plagiatów naukowych.

    Dr Wroński od kilku lat pracuje nad obszerną książką o nieuczciwości naukowej w Polsce. Jeden z rozdziałów zamierza poświęcić sprawie plagiatów Macieja Potępy.

    Marek Wroński, choć od roku 1989 mieszka i pracuje w Nowym Jorku, ma szerokie kontakty w polskich środowiskach naukowych, między innymi dlatego, że pisuje felietony na temat nieuczciwości naukowej w lubelskim miesięczniku „Forum Akademickie”.

    – O plagiatach prof. Potępy na UŁ powiedział mi kolega z Krakowa. Po parugodzinnej rozmowie z prof. Panasiukiem oraz prof. Balem z Wrocławia, rozpocząłem wymianę korespondencji z prorektorem łódzkiej uczelni do spraw nauki prof.

    Wandą Krajewską. Napisała mi ona, że nie ma pojęcia o tej sprawie. Zorientowałem się wtedy, że władze UŁ nie chcą wszczynać postępowania dyscyplinarnego. Rektor, prof. Stanisław Liszewski, postanowił ten skandal akademicki schować pod dywan w swoim gabinecie – mówi dr med. Marek Wroński.

    Wkracza rzecznik

    Pod koniec listopada 2001 dr Wroński przesłał na ręce prof. Krajewskiej formalne powiadomienie o złamaniu etyki naukowej przez prof. Macieja Potępę. Oprócz tego o całej sprawie powiedział dziennikarce z „Gazety Wyborczej”.

    Na początku grudnia ukazał się tam obszerny artykuł „Filozofia plagiatu”. Dopiero wtedy, pod presją opinii publicznej, rektor UŁ poprosił rzecznika dyscyplinarnego o wszczęcie postępowania wyjaśniającego. Wcześniej rzecznik, prof. Henryk Lewandowski, nic nie wiedział o sprawie. Nie informowano też członków senatu akademickiego.

    O plagiatach Macieja Potępy zaczęło być głośno w całej Polsce. Grupa filozofów z Uniwersytetu Łódzkiego postanowiła powiadomić o szczegółach plagiatu swoje środowisko naukowe.

    – Uznaliśmy, że takich spraw nie powinno się ukrywać, gdyż szkodzi to nauce – mówi prof. Ryszard Panasiuk, były dyrektor Instytutu Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego.
    W maju krakowskie pismo „Principia – Ekspres Filozoficzny” zamieściło list następującej treści:

    „Po otrzymaniu pisemnej informacji od jednego z niemieckich kolegów, iż we wstępie do książki M.

    Potępy „Schleiermachers hermeneutische Dialektik” znajdują się fragmenty przepisane z prac autorów niemieckich, zweryfikowano tę informację, a także poddano sprawdzeniu pod tym kątem cztery artykuły M. Potępy, opublikowane w języku polskim. Korzystając z pomocy kolegów spoza naszego środowiska oraz kolegów z Niemiec zdołano ustalić, iż w sprawdzanych tekstach M. Potępy znajdują się, bez podania źródeł, fragmenty przepisane z prac innych autorów”.

    Dalej wymieniono owe prace oraz autorów, z których filozof spisywał. List podpisało 14 uczonych, w tym prof. Ryszard Panasiuk i obecny dyrektor Instytutu Filozofii UŁ prof. Aldona Pobojewska.

    W tym samym numerze „Ekspresu Filozoficznego” wydrukowano list Macieja Potępy, w którym przyznał się do popełnienia owych plagiatów. „Przepraszam wymienione osoby oraz wydawców wymienionych tekstów” – napisał Maciej Potępa.

    Wkrótce wyszło na jaw, że Maciej Potępa przepraszał jedynie za te przewinienia, na których został złapany, a zataił inne, znacznie poważniejsze.

    Biblioteka w Kilonii

    Rzecznik dyscyplinarny UŁ i współpracujący z nim uczeni postanowili sprawdzić, czy Maciej Potępa samodzielnie napisał całą swoją pracę profesorską o Friedrichu Danielu Schleiermacherze, XIX-wiecznym teologu protestanckim (Maciej Potępa przyznał się jedynie do zapożyczeń we wstępie). Założyli, że jeśli filozof popełniał plagiaty, to korzystał z mało znanych i trudno dostępnych tekstów niemieckich.

    Uniwersytet wysłał więc doc. dra hab. Andrzeja Kaniowskiego z Instytutu Filozofii UŁ do Niemiec, na Uniwersytet Christiana Albrechta w Kilonii, którego wydział teologiczny gromadzi wszelkie prace na temat Schleiermachera.

    Przypuszczenia uczonych sprawdziły się: około 40 procent rozprawy profesorskiej Macieja Potępy okazało się zapożyczone z niemieckich prac bez podania źródła. Niektóre rozdziały były spisane w 60 procentach!

    Inteligentny, lecz nieuczciwy

    Plagiat przemknął niezauważony przez recenzentów i Maciej Potępa w roku 1997 otrzymał z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego tytuł profesorski. Sprawa jest o tyle kłopotliwa, że ówczesnymi recenzentami byli bardzo znani filozofowie: prof. Ryszard Panasiuk z Łodzi, i, jako superrecenzent z ramienia Centralnej Komisji, prof. Karol Bal z Wrocławia.


    – Ja tutaj recenzentów nie winię. Teksty czyta się w dobrej wierze i bardzo rzadko się zdarza, że ktoś sprawdza źródła. Wiele prac jest poza zasięgiem recenzentów, nie można znać i pamiętać wszystkiego słowo w słowo. Gdy w redakcji gazety przyjmuje się teksty do druku, też nie sprawdza się ich pod kątem plagiatu czy fabrykacji. To kwestia zaufania – mówi dr Wroński.

    – W filozofii bardzo trudno jest wykryć plagiat. Również specjalista w jakiejś dziedzinie może nie znać literatury, na której opiera się recenzowany przez niego tekst.

    Zauważmy, że prace pisane na stopień naukowy z zasady winny być nowatorskie. Na plus liczy się ich autorom, jeżeli docierają do nowych, nieznanych dotąd publikacji. Może być również tak, że recenzent zna prace, z których przepisywano, ale czytał je dawno, a obecnie nie ma ich w bibliotece, do której ma dostęp. Nie ma więc możliwości porównania obu tekstów – mówi prof. Aldona Pobojewska, dyrektor Instytutu Filozofii UŁ.

    Obaj recenzenci przyczynili się później do zdemaskowania Macieja Potępy: gdy prof. Andreas Arndt powiadomił o wykrytym przez siebie plagiacie prof. Karola Bala, ten przekazał tę informację prof. Panasiukowi, który następnie zaalarmował władze UŁ.

    W Instytucie Filozofii UŁ do dziś dyskutuje się o postępowaniu Macieja Potępy.

    – To człowiek inteligentny, który ma dużą wiedzę na temat filozofii niemieckiej. Dlaczego to robił? Ta sprawa nas wszystkich zastanawia. Każdy ma własną odpowiedź – mówi prof. Pobojewska.

    Maciej Potępa jest dziś człowiekiem roztrzęsionym, który zamyka się w swoim warszawskim mieszkaniu i stroni od ludzi.

    – Po tych wszystkich artykułach od 5 miesięcy przebywam na zwolnieniu lekarskim i leczę się. Tylko tyle mam do powiedzenia – powiedział nam.

    Ujawniać, czy nie ujawniać?

    W postępowaniu uczonych z Uniwersytetu Łódzkiego zaznaczyły się dwa podejścia do sprawy plagiatów. Władze UŁ poprzedniej kadencji wolały nie nadawać rozgłosu całej sprawie, uważając zapewne, że skandal może zaszkodzić dobremu imieniu uczelni i podziałać demoralizująco na studentów. Rektor prof. Wiesław Puś, a ówczesny prorektor, powołuje się na tradycje akademickie.

    – Przed wojną było kilka podobnych spraw. Wszystkie załatwiano po cichu, nakłaniając winowajców do odejścia z uczelni – mówi rektor Puś.

    Inne podejście mają filozofowie z Uniwersytetu Łódzkiego, którzy, oprócz opublikowania wspomnianego listu w polskiej prasie, postanowili powiadomić też niemieckie środowisko filozoficzne. Zdecydowanym przeciwnikiem ukrywania takich przypadków jest też doktor Marek Wroński, który uważa, że bezkarność zachęca do zachowań nieetycznych.

    – Te plagiaty, o których pisze się w prasie, to wierzchołek góry lodowej. Większość przypadków nieuczciwości naukowej nie wychodzi na światło dzienne. Nawet jeśli sprawa zostaje wykryta, wiadomość o niej niestety nie wydostaje się poza wąskie grono na uczelni. Tak było z trzema plagiatami prac magisterskich na anglistyce UŁ – mówi dr Marek Wroński.

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)