Wybierz region

Wybierz miasto

    Ojciec Czesny

    Autor: jan hofman, dariusz gałązka, tj

    2003-02-28, Aktualizacja: 2004-12-17 23:38 źródło: Express Ilustrowany

    Mirosław Czesny jeszcze niedawno zapewniał, że Widzew jest dla niego wszystkim. Dziś jako prezes Piotrcovii odgraża się, że będzie domagał się ogłoszenia upadłości łódzkiego klubu.

    Mirosław Czesny jeszcze niedawno zapewniał, że Widzew jest dla niego wszystkim. Dziś jako prezes Piotrcovii odgraża się, że będzie domagał się ogłoszenia upadłości łódzkiego klubu. Powodem są zaległości finansowe łódzkiego klubu wobec drugoligowca z Piotrkowa, wynikające z wypożyczenia Rafała Grzelaka.

    Smaczkiem jest, że to właśnie Czesny, będąc prezesem Widzewa, pozyskał z Piotrcovii piłkarza Grzelaka. Szefując łódzkiemu klubowi nie wywiązał się z zobowiązań finansowych i teraz po przenosinach do drugoligowego klubu z Piotrkowa, próbuje egzekwować długi, których sam narobił. Kim jest działacz sportowy Mirosław Czesny?

    Ojciec Czesny

    W czasach PRL na zebraniach partyjnych towarzysze skandowali „Tylko Czesny jest współczesny”. Gdy zaczął działać w Widzewie, nazwano go „Mirkiem Nowoczesnym”, ale pod koniec roku nie mówiono już o nim inaczej, jak „Ojciec Czesny”. Od kilku miesięcy działa w Piotrcovii, gdzie szybko zyskał przydomek „wszechwiedzący”.

    Skojarzenia z bohaterem filmu Francisa Forda Coppoli „Ojciec Chrzestny” dotyczą jego charakteru. Jak podkreślają znajomi Czesnego, zawsze był apodyktyczny, nie znosił sprzeciwu, a ponad wszystko kochał władzę. Nawet po zmianie ustroju chciał sprawować rządy, jak za dawnych partyjnych czasów. Wówczas do jego otoczenia przylgnął skrót BMW – dobierał sobie tylko tych współpracowników , którzy pasowali do zasady „Bierny, Mierny ale Wierny. Tak było bezpieczniej.

    Zaczynał od ZMS

    Mirosław Czesny w latach 60. pracował w zakładach im. Obrońców Pokoju i mieszkał w fabrycznych familiakach przy ul. Przędzalnianej. Teraz ma okazałą willę na Stokach.

    Karierę partyjną rozpoczynał od pracy w Zarządzie Dzielnicowym ZMS na Widzewie, a w 1968 roku stanął na czele zarządu ZMS na Bałutach. Rozpoczął również zaoczne studia na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. Ukończył je po blisko... 11 latach. Marzył jeszcze o studiach doktoranckich.

    Pupil sekretarza PZPR

    Był pupilem Bolesława Koperskiego, I sekretarza Komitetu Łódzkiego PZPR i dzięki jego poparciu został I sekretarzem Komitetu Zakładowego PZPR w „Elcie”, a później dość szybko awansował na I sekretarza Komitetu Dzielnicowego Łódź Widzew. W tym czasie na kierownika DOKI (Dzielnicowego Ośrodka Kształcenia Ideologicznego) ściągnął obecnego szefa wojewódzkich władz SLD – Andrzeja Pęczaka, a jako instruktor terminował u niego obecny wicewojewoda Mirosław Marcisz.

    Czesny rósł w siłę w komunistycznych strukturach i nie zapominał o sportowej niwie. Jego najsłynniejszą decyzją było wyrzucenie z RTS Widzew niepokornego prezesa Ludwika Sobolewskiego. Następcą został uległy Wiesław Brzozowski, ówczesny dyrektor „Ema Elester”.

    Zsyłka do Sieradza

    Na początku lat 80. Czesny był przeciwnikiem odnowy w PZPR. Pod koniec dekady trafił do Komitetu Łódzkiego PZPR, gdzie został sekretarzem organizacyjnym. Po kolejnym konflikcie z szefem musiał wyjechać do Sieradza, gdzie pełnił funkcję I sekretarza komitetu wojewódzkiego. Dobrze rozliczył majątek PZPR i w nagrodę został szefem SdRP w tym mieście. Kariery w Sieradzu jednak nie zrobił, a w Łodzi nie było już dla niego miejsca.

    Odkurzanie aparatczyka

    Szczęście się jednak do niego uśmiechnęło. Kilku biznesmenów (Pawelec, Koussan, Kropidłowski) zatrudniło go w domu handlowym VIK przy ul. Piotrkowskiej.

    Jednak Czesny szybko zapomniał, że nie jest właścicielem, a jedynie pracownikiem najemnym. Efektem konfliktu było natychmiastowe rozstanie.

    Na początku lat 90. za sprawą Józefa Niewiadomskiego poznał Stanisława Cioska, ówczesnego ambasadora w Moskwie. Później dzięki tej znajomości podjął pracę w łódzkiej „Pollenie Ewie”. Prezesowi fabryki kosmetyków Krzysztofowi Pawlakowi marzyło się zdobycie wschodnich rynków, a znajomość Czesnego z Cioskiem miała w tym pomóc. Trafił do Mińska.

    Firma nie zarobiła kokosów. Ponoć sporo straciła na tym interesie (mówi się, że nawet około 800 tys. zł). Czesny odszedł, a „porządkami" po poprzedniku zajął się Krzysztof Jagiełło, późniejszy prezydent Łodzi.

    Kolejny raz przygarnął go Andrzej Pawelec, który otwierał swoją fabrykę w Moskwie. Czesny jednak znów nie wykazał się tam i wrócił do Chociszewa, gdzie Pawelec miał swoją firmę.

    Pewne jak w banku

    W połowie 2000 roku niespodziewanie wypłynął na szerokie wody. Zarząd Miasta Łodzi, chociaż nie było takiej praktyki, rekomendował go do Rady Nadzorczej Banku Przemysłowego SA – banku, który obsługuje finanse miasta.

    Szybko został szefem rady. Jednocześnie wybrano go na przewodniczącego Rady Nadzorczej SPN Widzew SSA.

    Po odejściu z banku prezesa Jerzego Fornalczyka, dotychczasowy właściciel, czeska grupa kapitałowa Union Group, zadecydowała o zmniejszeniu rady nadzorczej BP. Czesny został znów członkiem rady.

    Nie osłabiło to jednak jego wpływów w banku. W lecie zeszłego roku załatwił dla piłkarskiej spółki kredyt w wysokości 600 tys. złotych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że SPN Widzew SSA był zadłużony w tym czasie po same uszy (ok 21 milionów złotych), a na dodatek miał ogromne problemy ze spłacaniem postępowania układowego. Zapewne tylko urzędnicy banku wiedzą, jakimi kierowali się kryteriami, decydując o przyznaniu kredytu...

    Gry prezesa

    Kiedy został prezesem SPN Widzew poczuł się jak ryba w wodzie. Kochał media. Konferencje prasowe organizował niemal co tydzień. Marzyło mu się zbudowanie europejskiej drużyny.

    Na każdym kroku podkreślał swoją miłość do Widzewa. Kiedy podjął rozmowy z koncernem medialnym ITI, kibice poczuli zapach wielkiego futbolu. Nawet sprowadzenie do Łodzi Emmanuela Olisadebe nie stanowiło dla Czesnego problemu.
    Okazało się, że była to tylko przykrywka akcji zmierzającej do pozbawienia władzy dotychczasowych właścicieli Widzewa (mieli przekazać akcje klubu za przysłowiową złotówkę inwestorowi strategicznemu).

    Grupa ITI deklarowała, że zainwestuje w Widzew kilkanaście milionów dolarów – mniej w drużynę, a znacznie więcej w kompleks rozrywkowo-handlowy na klubowych terenach.

    Wykonawcą miała być francuska firma „Apsys”, której przedstawicielem jest... Mirosław Czesny. Firma stawia już podobny kompleks w dawnych zakładach im. Marchlewskiego.

    Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, rada dyrektorów ITI podjęła decyzję, że spraw finansowych firmy pilnować będzie w łódzkim klubie ich przedstawiciel. Dla Czesnego pozostawał jedynie fotel prezesa do spraw organizacyjnych. Ówczesny włodarz Widzewa szybko doszedł do wniosku, że bez kasy nie ma władzy i sprawa wejścia ITI do klubu szybko upadła.

    – To nie ja sprawiłem, że medialny koncern nie został sponsorem – twierdzi Mirosław Czesny. – Wszystko było już dogadane, ale Pawelec z Grajewskim nie chcieli oddać władzy, co było przyczyną przerwania negocjacji – podkreśla były prezes Widzewa.

    Wariant zastępczy

    Czesny, jak przystało na wytrawnego gracza, miał już przygotowany wariant zastępczy w osobie Antoniego Ptaka. Prezes nadal marzył o pozbawieniu władzy dotychczasowych udziałowców i dla podłódzkiego biznesmena szykował już 51 procent akcji klubu.

    Tajemnicą poliszynela jest, że Czesnego i Ptaka połączył układ handlowy. Ówczesny prezes obiecał pomoc w walce z targową konkurencją w Tuszynie – rodziną Gałkiewiczów. Plan jednak nie powiódł się w Widzewie.

    Narobił długów?

    Zdaniem działaczy Widzewa po rządach Czesnego zostały poważne długi. Ostatnio do klubu dotarły rachunki z ITI za ubiegłoroczną organizację zgrupowań w Słowenii i Jugosławii, a przecież miały być opłacone przez medialną grupę.

    Także wbrew wcześniejszym zapowiedziom przejście do Widzewa piłkarza Grzelaka nie było pięknym gestem Antoniego Ptaka. Teraz Czesny zapowiada również, że będzie domagał się ogłoszenia upadłości łódzkiego klubu.

    – Nie poczuwam się do tych długów – mówi Mirosław Czesny. – Zrobiłem więcej dobrego dla klubu, niż Pawelec i Grajewski.

    Przecież to oni są winni całej sytuacji. Na razie milczę, bo nie chcę szkodzić Widzewowi. Kiedy jednak stracę cierpliwość powiem, co wiem i wówczas klub znajdzie się w poważnych tarapatach – powiedział nam wczoraj.

    Niespotykane wydarzenia

    Czesny potrafił zręcznie manipulować kibicami, co zostało mu z czasów, kiedy aktywnie działał w PZPR. Wiedział dobrze, że połową sukcesu jest odpowiednia propaganda.

    Jak twierdzą wtajemniczeni, podczas licznych kolektywnych spotkań, dyskretnie kierował niezadowolenie fanów klubu na osoby Pawelca i Grajewskiego, ale również na dziennikarzy, którzy odważyli się krytykować jego działania. To za prezesury Czesnego w Widzewie zdarzyło się coś co nie miało jeszcze nigdy miejsca na łódzkich stadionach. Jeden z kibiców uderzył po meczu Grajewskiego, a inny znanego dziennikarza sportowego.

    Czesny jest również mistrzem pokrętnych odpowiedzi. W jednym z wywiadów na pytanie dziennikarza, czy jest na etacie w Piotrcovii, odpowiedział: – Żeby była jasność. Nie pracuję w żadnym klubie, tylko w nim działam. Jestem działaczem sportowym i nie zajmuję żadnej posady. Oczywiście podpisuję pewne dokumenty i w związku z tym muszę być zatrudniony.

    Czyż to nie jest majster sztyk pokrętnej logiki prezesa?

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)