Wybierz region

Wybierz miasto

    Nowy piłkarz ŁKS - Łukasz Madej: To wspaniale być ojcem

    Autor: (bart)

    2005-12-27, Aktualizacja: 2005-12-27 04:36 źródło: Express Ilustrowany

    Przejście Łukasza Madeja z Górnika Łęczna do ŁKS może być jednym z najciekawszych transferów w piłkarskiej drugiej lidze przed rundą wiosenną. Łódzcy fani wiele sobie obiecują po tym zawodniku.

    Przejście Łukasza Madeja z Górnika Łęczna do ŁKS może być jednym z najciekawszych transferów w piłkarskiej drugiej lidze przed rundą wiosenną. Łódzcy fani wiele sobie obiecują po tym zawodniku.

    Ten zawodnik zadebiutował w ekstraklasie właśnie jako gracz ŁKS (13 marca 1999 roku w meczu z Odrą Wodzisław).

    Po degradacji łodzian przeszedł do Ruchu Chorzów, występował również w Lechu Poznań.

    Jak spędził pan święta?

    Łukasz Madej: - W rodzinnym gronie. Starałem się nie myśleć o piłce, a skoncentrować wyłącznie na moich najbliższych. Zdawałem sobie sprawę, że to ważne nie tylko dla nich, ale również dla mnie. Przede mną kilka ważnych miesięcy, muszę więc zebrać sporo sił, by temu poważnemu wyzwaniu sprostać. Czeka mnie jeszcze sylwester. Mam nadzieję, że będzie co wspominać, wybieramy się bowiem do Zakopanego. Z tego, co wiem akurat w tę noc w stolicy Tatr pojawi się wielu sportowców.

    Czego pan oczekuje po nowym roku?

    - Przede wszystkim życzyłbym sobie, aby był lepszy od poprzedniego. Ze zrozumiałych względów nie wspominam go specjalnie miło. Zabrzmi to może banalnie, ale chciałbym, aby dopisywało mi zdrowię. Zapewniam, że nie brakuje mi wiary w siebie, jednak siedząc z nogą w gipsie nie będę w stanie tego udowodnić. Jeśli chodzi o kwestie sportowe, nikogo nie zaskoczę. Marzę o powrocie ŁKS do ekstraklasy. Tam jest jego miejsce.

    Czy jakiś piłkarz jest dla pana wzorem?

    - Ciężko tu o jedno nazwisko. Wychodzę z założenia, że należy uczyć się przez całe życie. Jest wielu znakomitych zawodników, stanowiących o obliczu swoich zespołów. Kiedyś podziwiałem boiskową inteligencję Zinadine Zidane'a, ostatnio często podoba mi się widowiskowy styl gry Christiano Ronaldo. Ten facet naprawdę wie, co zrobić z piłką, czasami jest tylko zbyt impulsywny.

    Jak pan ocenia losowanie grup finałów mistrzostw świata?

    - Prawda jest taka, że chyba nie mogliśmy trafić lepiej. Niemcy to gospodarze imprezy, ale nie grają już przecież na tak wysokim poziomie, jak kilkanaście lat temu. Moim zdaniem, możemy z nimi spokojnie powalczyć. Z pozostałymy rywalami wręcz nie wypada nie wygrać, choć nie ma mowy o lekceważeniu. Powinniśmy pamiętać choćby o niemiłych doświadczeniach z poprzednich finałów MŚ.

    Jak to jest być ojcem w tak młodym wieku?

    - Tu bym się nie zgodził. Zostałem tatą w wieku 22 lat, nie jest to chyba fakt wart odnotowania w Księdzie rekordów Guinnessa. Wielu moich znajomych doświadczyło tego wcześniej. Strasznie się ucieszyłem, kiedy Julia przyszła na świata. Chyba dopiero w takiej chwili mężczyzna staje się w pełni dorosły. To wspaniale być ojcem. Przekonywano mnie o tym, ale dopiero teraz jestem tego w pełni świadomy.

    Kim będzie Julia za 20 lat?

    - Nie myślałem jeszcze o tym. Być może pójdzie w nasze ślady i będzie się zajmować sportem. Nie wszyscy bowiem wiedzą, że moja narzeczona Dominika trenowała wyczynowo łyżwiarstwo figurowe. Ale nie zamierzam jej niczego narzucać. Równie dobrze może kiedyś zostać urzędnikiem skarbowym. Na razie cieszę się, patrząc jak dorasta i poznaje świat. To niesamowite uczucie.

    Gdyby pojawiła się intratna propozycja z klubu z Europy Zachodniej, skorzystałby pan z niej?

    - A dlaczego nie z Rosji, tam także można sporo zarobić? Mówiąc poważnie, dzisiaj nie wchodzi to raczej w rachubę. Nie jest tajmnicą, że całkiem niedawno miałem jeszcze takie plany. Nie wiadomo, jak wówczas potoczyłaby się moja kariera, gdyby udało mi się je zrealizować.

    Teraz stoję jednak twardo na ziemi. Przede wszystkim chcę ustabilizować formę przy al. Unii. Nigdzie się więc na razie nie wybieram.

    ***

    Nie wolno popadać w samozadowolenie!

    Doświadczenia z lat ubiegłych wskazują,że w polskiej piłce niczego nie można być pewnym.

    Ale wierzymy, że sponsor ŁKS Daniel Goszczyński oraz menedżer Marek Chojnacki są profesjonalistami i Łukasz Madej złoży swój podpis pod kilkuletnim kontraktem z klubem.

    Liczymy, że działacze ŁKS nie popadną w samozadowolenie. Oby po sylwestrowych szaleństwach kontynuowali proces wzmacniania zespołu.

    Jasne, że w ŁKS nie potrzeba rewolucji. Podopieczni Wiesława Wojno są przecież wiceliderem II ligi.

    Pamiętajmy jednak, że na razie wiadomo, iż z zespołu odszedł skuteczny Jarosław Piątkowski (chodzi nam o podstawowy skład zespołu). Sławomir Pach i Robert Górski są jeszcze daleko od powrotu na al. Unii, mają inne propozycje.

    Robienie już dziś z ŁKS potęgi jest więc stanowczo przedwczesne. Mamy nadzieję, że wszyscy zdają sobie z tego sprawę.

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)