Wybierz region

Wybierz miasto

    Muzyka w nowym mieszkaniu

    Autor: Michał Lenarciński

    2004-12-11, Aktualizacja: 2004-12-17 15:14 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Stało się. Filharmonia Łódzka im. Artura Rubinsteina po 17-letniej tułaczce wprowadziła się do nowej siedziby przy ul. Narutowicza 20/22. Wczoraj odbyła się druga w historii miasta uroczystość otwarcia nowego gmachu ...

    Stało się. Filharmonia Łódzka im. Artura Rubinsteina po 17-letniej tułaczce wprowadziła się do nowej siedziby przy ul. Narutowicza 20/22. Wczoraj odbyła się druga w historii miasta uroczystość otwarcia nowego gmachu muzyki, ponownie w tym samym, co przed blisko 90 laty miejscu.

    Koncert poprzedziło odegranie Mazurka Dąbrowskiego i krótkie wystąpienie prof. Zbigniewa Lasockiego, dyrektora filharmonii, który zaprosił na estradę wicemarszałka województwa Stanisława Olasa i premiera Marka Belkę.

    – Filharmonia wreszcie wraca na stare śmieci – powiedział Belka i rozglądając się po sali dodał: – Ładne stare śmieci…

    Premier podkreślił, że Łódź otrzymała jeden z najpiękniejszych i najważniejszych obiektów na kulturalnej mapie Polski. – Nasze miasto awansuje w hierarchii kulturalnej Europy – dodał.

    Po przemówieniu nastąpiło uroczyste przecięcie wstęgi, a później ksiądz arcybiskup Władysław Ziółek poświęcił nowy gmach. Reszta wieczoru należała już tylko do muzki. Trzeba przyznać, że nowa sala może szczycić się nie tylko urodą, ale i znakomitą akustyką. Oby tak liczne grono słuchaczy, jak w dniu inauguracji, „odliczało” się na każdym koncercie.

    Otwarcie filharmonii w Łodzi zdarza się raz na 90 lat. Po raz pierwszy otwarto filharmonię przy ul. Narutowicza 15 maja 1915 roku (choć inauguracja instytucji odbyła się trzy miesiące wcześniej), po raz drugi – wczoraj. Po kilkunastu latach tułaczki muzycy powrócili pod swój stary adres, ale do zupełnie innego gmachu.

    Po pięciu latach budowy (inwestycję bardzo wspierał Andrzej Pęczak, dziś aresztant przy ul. Smutnej, na „starcie” budowy wiceminister skarbu), nowy budynek filharmonii został oddany muzykom i publiczności. Wczorajszy koncert, zatytułowany „Magiczny powrót”, był w całości polski. Wystąpili: Krzysztof Jabłoński (fortepian), Krzysztof Jakowicz (skrzypce) i tenor Wiesław Ochman. Zza dyrygenckiego pulpitu orkiestrę prowadził dyrektor artystyczny FŁ – Marek Pijarowski. Wykonano Uwerturę „Bajka” Stanisława Moniuszki, „Harnasie” Karola Szymanowskiego, II Koncert skrzypcowy d-moll Henryka Wieniawskiego i Fantazję polską Ignacego Jana Paderewskiego.

    Przed koncertem

    Od wczoraj nie jest już tajemnicą, co kryją gigantyczne szklane ściany budynku. Na poziomie ulicy znajdują się szatnia i kasy biletowe oraz wejścia: pięciodrzwiowe centralne i usytuowane nieco z boku drzwi obrotowe. To za nimi w dwóch okienkach kasowych będziemy kupować bilety. Z racji przenosin nie zdrożeją, nadal kosztować będą 10 – 20 zł.

    Kiedy, już z biletami, pozostawimy okrycia w szatni, czeka nas przejście do dużej sali koncertowej. Na początku możemy mieć kłopot w odnalezieniu się w przeszklonych wnętrzach.

    W zakłopotanie mogą wprowadzić schody na poziomie „średniego” foyer połączone z podłogą dwiema szklanymi kładkami. Wygląda na to, że panie będą musiały pamiętać o wytwornym dessous. Elżbieta Latek, dyrektor ds. inwestycji, zapewnia jednak, że światło załamuje się i „niczego nie widać”.

    Na wszystkie poziomy będzie można także wjechać oszklonymi windami: jest ich pięć. A wszędzie, prócz szkła, szary i gdzieniegdzie czarny granit.

    Same schody, w urodzie swojej fascynujące, mogą okazać się cokolwiek niebezpieczne. Stopnie usytuowane dość stromo są wąskie, a przy tym śliskie. Architekt nie chciał zgodzić się na ich szlifowania dla zwiększenia tarcia, bo „zbrzydną”. Ale może jeszcze się zgodzi. W każdym razie na schodach radzimy uważać.

    Koncert

    W dużej sali koncertowej ściany wyłożone są boazerią z różowego granitu, na podłodze piękny parkiet. Krzesła ustawione są w 22 rzędach, w każdym po 22 siedzenia. Jest też 7 lóż i kilkadziesiąt siedzeń bocznych, co w sumie daje 658 miejsc.

    Okazale wygląda estrada: nieco za wysoka (zwłaszcza dla siedzących w pierwszych trzech rzędach), ale za to szeroka i głęboka. Na ścianie za estradą w przyszłości zawisną organy. Pewnym mankamentem estrady jest to, że nie została wyposażona w zapadnie (jest tylko jedna, dla podnoszenia i opuszczania fortepianu).

    Sala kameralna (mieści się poniżej poziomu „zero”) zaplanowana została dla około 120 słuchaczy (liczba miejsc będzie regulowana w zależności od zainteresowania koncertem i składu orkiestrowego). Sala ta nie ma też ściśle ograniczonej powierzchni: jedna ściana zawieszona jest na szynach i będzie mogła „pływać”, odsłaniając częściowo lub całkowicie pomieszczenie przylegające do Sali kameralnej.

    Klatki schodowe i garaże

    Filharmonia to także magazyny instrumentów (pod estradą), pomieszczenia dla administracji, biuro obsługi widzów oraz pokoje hotelowe (sześć, prócz nich jeszcze trzy o charakterze mieszkań, w tym jeden trzypokojowy apartament) dla gościnnie występujących artystów. Umieszczono je w prawej (patrząc od frontu) części budynku.

    W podwórku znajduje się również wjazd do podziemnego garażu. Niestety, nie jest on na tyle duży, by mógł pomieścić samochody przybywającej na koncerty publiczności. Gdzie zaparkują zmotoryzowani melomani – oto pytanie.

    Dziś w nowym budynku zaczęło pracę 85 instrumentalistów i 45 artystów chóru. Poza salami koncertowymi i pomieszczeniami administracyjnymi nowa filharmonia to siedem głównych klatek schodowych (i kilka tzw. krótkich klatek, które stanowią ciągi komunikacyjne między wybranymi poziomami). A poziomów jest osiem (piwnica, parter i sześć pięter).

    Plątanina inauguracji

    Przy okazji tak niezwykłej uroczystości i zbliżającego się jubileuszu Filharmonii Łódzkiej warto przypomnieć, że tradycje muzyczne Łodzi sięgają dalej niż 90 lat istnienia FŁ. W 1885 roku, gdy miasto liczyło ponad 300 tysięcy mieszkańców, Towarzystwo Akcyjne Manufaktury Carla Scheiblera powołało do życia (i utrzymywało do 1914 roku) Scheiblerowską Orkiestrę Fabryczną. Kiedy liczba mieszkańców wzrosła do 700 tysięcy, w 1899 roku powstało Łódzkie Towarzystwo Muzyczne i druga, pięćdziesięcioosobowa orkiestra symfoniczna, która żywot zakończyła dość szybko, po siedmiu latach.

    Wcześniej jednak przy ulicy Dzielnej (obecnie Narutowicza) otwarto w 1876 roku teatr Thalia – dzisiejsze kino Bałtyk. Służył on wówczas wyłącznie zespołom niemieckim, a jego właścicielem był architekt Ignacy Vogel.

    Działka, na której stał teatr, była dość duża, więc właściciel w 1884 roku rozpoczął budowę sali koncertowej. Budowano przyszłą siedzibę filharmonii.

    Koncert inaugurujący działalność sali odbył się 23 stycznia 1887 roku. Przez ponad dwadzieścia lat grywały tu rozmaite orkiestry i... jadały różne osobistości, albowiem na parterze budynku znajdowała się restauracja.

    W 1914 roku, w chwili powstania Łódzkiej Orkiestry Symfonicznej, budynek był w remoncie. Muzykom i melomanom nie wystarczyło cierpliwości i inauguracyjny koncert ŁOS odbył się 17 lutego 1915 roku, w sali Teatru Wielkiego. Łódź miała wtedy imponujący teatr, na ponad tysiąc miejsc, usytuowany przy dzisiejszej ulicy Legionów. Niestety, drewniany budynek spłonął w latach dwudziestych. A koncert inaugurujący działalność wyremontowanej sali Vogla odbył się 15 maja 1915 roku.

    W sali Vogla, czy raczej w sali Filharmonii Łódzkiej, koncertowano nieprzerwanie do momentu wybuchu II wojny światowej. Po jej zakończeniu parter, czyli restauracja Tabarin do 1946 roku prowadziła działalność, umieszczając na piętrze, w dawnej sali koncertowej, suszarnię obrusów i podręczny składzik. Szczęśliwie po generalnym remoncie muzycy odzyskali swoją siedzibę.

    Koncerty odbywały się zwykle dwa razy w tygodniu (w piątki i soboty) do roku 1987. Występowali tu m.in. Krzysztof Penderecki, Krystian Zimerman, Artur Rubinstein. Występ tego ostatniego – wielkiego łodzianina, pianisty – w 1975 roku (30 maja) był wielkim wydarzeniem w całym kraju. Dla pomieszczenia wszystkich pragnących posłuchać gry Mistrza sala okazała się za mała. Wynajęto wówczas Teatr Wielki. Tam, pod batutą Henryka Czyża (imię wybitnego dyrygenta – twórcy genialnego cyklu programów koncertowych i telewizyjnych „Nie taki diabeł straszny” – 28 grudnia otrzyma Sala kameralna) koncertu wysłuchało blisko półtora tysiąca osób.

    Zaniedbany gmach przy ul. Narutowicza w pewnym momencie nie nadawał się do eksploatacji: stropy groziły zawaleniem. Orkiestra koncertować zaczęła w niewielkiej sali Szkoły Muzycznej przy ul. Sosnowej, a po trzech ciężkich sezonach, w 1990 roku odbył się inauguracyjny koncert w budynku Lutni. W ohydnych wnętrzach budynku filharmonia trwała blisko piętnaście lat... Wczoraj muzycy otworzyli nowy etap w historii muzyki w Łodzi.

    Więcej na temat: 

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)