Wybierz region

Wybierz miasto

    Marzenie kantora o synagodze na Pomorskiej

    Autor: dziennik@dziennik.lodz.pl

    2006-12-02, Aktualizacja: 2006-12-02 08:59 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Symcha Keller, kantor Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi, ma marzenie. Chciałby przenieść jedyną ocalałą po wojnie synagogę z podwórka przy ul. Rewolucji 1905 r.na teren gminy przy ul. Pomorskiej.

    Symcha Keller, kantor Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi, ma marzenie. Chciałby przenieść jedyną ocalałą po wojnie synagogę z podwórka przy ul. Rewolucji 1905 r.na teren gminy przy ul. Pomorskiej.

    - To marzenie, nie mrzonka - mówi kantor. - A marzenie od mrzonki tym się różni, że jak ktoś bardzo chce, to się spełni.

    Niewielka synagoga, schowana w głębi drugiego podwórza przy ul. Rewolucji 1905 r. 28, jako jedyna przetrwała wojnę. Prawdopodobnie dlatego, że był tam niemiecki skład soli. Paradoksalnie to, co mogło uratować synagogę w czasie wojny, może ją teraz zniszczyć. Sól, która wgryzła się w ściany, jest nie do usunięcia ze starych zawilgoconych murów. Tynk odpada, cegły można kruszyć w rękach.

    Mały łódzki Kazimierz
    Synagoga zbudowana została w 1895 roku przez kupca Wolfa Reichera. Po drugiej wojnie światowej jeden z ocalałych krewnych Wolfa sprzedał kamienicę wraz z gruntem pewnemu Polakowi, ten po latach odsprzedał nieruchomość trzem innym osobom.

    - Wprawdzie zapis w umowie mówi, że właściciel kamienicy nie może zlikwidować synagogi, póki ktoś będzie jeszcze z niej korzystał, to i tak uważam, że sytuacja prawna jest fatalna - zaznacza Symcha Keller. - Nie jesteśmy właścicielem, tylko władającym, i to w dodatku w obrębie murów synagogi. To oznacza, że na wszelkie prace wokół budynku, np. związane z kanalizacją czy zniszczonymi toaletami, należącymi przecież do synagogi, musimy mieć zgodę właściciela. Z właścicielami mamy w miarę poprawne stosunki, ale wiem, że i oni chętnie zrezygnowaliby z naszego sąsiedztwa.

    Nie będąc właścicielem terenu wokół synagogi, kantor nie może na przykład zareagować, kiedy podczas modłów dzieci na podwórku grają w piłkę i uderzają nią w drzwi świątyni. Dlatego łódzcy Żydzi zbierają się na modlitwy w zaadaptowanym na synagogę pomieszczeniu na terenie gminy. - Jednak kiedy odbywają się wielkie święta, kiedy mamy znamienitych gości ze świata, jak ostatnio wielkiego rabina aleksandrowskiego, cadyka Danzigera, wszyscy nie mieszczą się w bożnicy przy Pomorskiej. Wypada wtedy zaprowadzić wszystkich do synagogi z prawdziwego zdarzenia. I jest jeszcze gorzej, bo ul. Rewolucji 1905 r. jest dość... specyficzna. Kiedyś gości zaatakował pijany mężczyzna z nożem, który wpadł na podwórze z ulicy - wspomina kantor. - Z drugiej strony nie możemy odprawiać modłów obstawieni policją i strażą miejską, bo goście pomyślą, że u nas Żydzi nie mogą się w spokoju pomodlić.

    Symcha Keller uważa, że nie ma w Łodzi problemu antysemityzmu. Nie boi się, że ktoś napadnie go i jego gości, dlatego że są Żydami.

    W tej części miasta jest po prostu bardzo niebezpiecznie.

    Co innego, gdyby przenieść synagogę na teren gminy żydowskiej. Miejsce już jest. W głębi wielkiej posesji, na której mieści się gmina żydowska, jest stary, brzydki i płaski budynek wybudowany w latach 70. ubiegłego wieku. Przeznaczony jest do wyburzenia, więc na jego miejscu z powodzeniem mogłaby stanąć świątynia. Zresztą synagoga zmieściłaby się w gminie żydowskiej nawet i bez wyburzeń, wszystko już zostało wymierzone. Oczywiście nie da się jej przenieść cegła po cegle, ze względu na zły stan budynku. Mowa tu raczej o odtworzeniu synagogi z zachowaniem oryginalnych elementów, które są jeszcze w dobrym stanie, jak balkony wewnętrzne, filary, posadzka. Wtedy przy Pomorskiej 18 powstałoby prężne centrum kultury żydowskiej, enklawa i - jak mówi kantor Keller - taki mały łódzki żydowski Kazimierz.

    Jeszcze tylko synagoga
    Jarosław Janowski, łódzki przewodnik, z racji swojego zawodu często spotyka się z przedstawicielami łódzkiej społeczności żydowskiej. - Z rozmów z nimi wiem, że bardzo ważne jest dla nich odpowiednie miejsce modlitwy. Wiem, że bardzo boleją nad tym, że w Łodzi są go pozbawieni - mówi Janowski. - Przecież świątynia mieszcząca się w specjalnie zaaranżowanym, nawet sporym, pokoju to nie jest to, co mogłoby zadowolić wyznawców jakiejkolwiek religii. Synagoga z prawdziwego zdarzenia jest wręcz niezbędna w mieście takim jak Łódź, gdzie chwalimy się współistnieniem czterech kultur, w tym żydowskiej.

    Poza najważniejszym, czyli synagogą, łódzcy Żydzi mają właściwie wszystko. Na terenie gminy żydowskiej mieści się Centrum Kultury Żydowskiej z salą spotkań i koncertów, kafejką internetową i klubem młodzieżowym. Jest dom dziennego pobytu dla starych i schorowanych osób narodowości żydowskiej, jest stołówka charytatywna. Działają: Stowarzyszenie Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej, łódzki oddział Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce, Fundacja Monumentum Judaicum Lodzense i Fundacja Ochrony Dziedzictwa Kultury Żydów. W Łodzi funkcjonują bractwa Bikur Cholim, zajmujące się opieką nad osobami starszymi i potrzebującymi pomocy oraz Chevra Kadisza, bractwo pogrzebowe. W gminie żydowskiej można nauczyć się języka hebrajskiego, a nawet tradycyjnego izraelskiego tańca.

    - Gdyby ktoś chciał wziąć udział we wszystkich zajęciach, musiałby spędzać u nas noce i dnie - śmieje się kantor Keller.

    Od ubiegłego roku funkcjonuje dom gościnny "Linat Orchim", działa nawet koszerna kawiarnia. Nazwa "kawiarnia" może nie jest najbardziej odpowiednia, bo oprócz kawy można znaleźć w menu wiele tradycyjnych potraw, przygotowywanych na podstawie przepisów babć i cioć. - Podajemy karpia po żydowsku, czulent, kugel, śledzie na różne sposoby i desery, np. chawele, coś na kształt polskiego strudla z jabłkami - wylicza Małgorzata Burzyńska-Keller, współwłaścicielka. - Wszystko koszerne, czyli "czyste", przygotowywane w tradycyjny żydowski sposób, ze sprowadzanych specjalnie składników. Są też koszerne alkohole - wina, wódki, nawet whisky.

    Atrakcją kawiarni jest hasydzka muzyka prosto z Izraela, której nie usłyszymy nigdzie indziej. Właściciele zaopatrują się w płyty zawsze w tym samym sklepie w Mea Szarim, bardzo ortodoksyjnej dzielnicy Jerozolimy.

    - Do kawiarni może przyjść każdy, nie tylko ortodoksyjny Żyd. Wiele razy ze zdziwieniem słyszałem, jak człowiek z ulicy pytał, czy może wejść. Oczywiście! Każdy może - zapewnia Amichay Prasow, współwłaściciel lokalu.

    Skąd wziąć pieniądze?
    Jak kantor Keller zamierza urzeczywistnić swoje marzenie? Przecież wiadomo, że odtworzenie zabytkowej synagogi to poważna inwestycja. Zdaniem kantora, znajdą się sponsorzy wśród zamożniejszych gmin na całym świecie.

    - Jednak nie mam śmiałości prosić ich o pieniądze, póki Niemcy, którzy zniszczyli wszystkie pozostałe świątynie nie zadeklarują pomocy finansowej - uważa Keller. - Tę moją opinię znają już wszyscy, bo wygłosiłem ją między innymi w tym roku podczas obchodów rocznicy likwidacji getta, w obecności pani wiceburmistrz Berlina, wyrażałem ją zresztą wielokrotnie w różnych publikacjach. Nie ma żadnegoodzewu. A my nie możemy po raz kolejny ponosić kosztów tej wojny.

    Symcha Keller przypomina, że gmina żydowskiej ma na utrzymaniu nie tylko zabudowania przy Pomorskiej, ale też największy cmentarz żydowski w Europie i znajdujący się na jego terenie dom pogrzebowy oraz cmentarze żydowskie w całym województwie: w Radomsku, Aleksandrowie, Piotrkowie Trybunalskim, Pabianicach.

    - Ktoś powie, że przecież odzyskaliśmy nieruchomości. Tak, ale przecież żeby utrzymać i uratować to wszystko, co wymieniłem, musieliśmy większość z nich sprzedać - zaznacza kantor. - Nasza społeczność liczy 300 osób, a cała Łódź 700 tys. mieszkańców. Myślę, że warto, by również w mieście znalazły się jakieś, nawet skromne, środki na ten cel. Zresztą mając na uwadze przykłady cerkwi prawosławnej i kościoła Jezuitów, wierzę, że tak się stanie.

    Prezydent Jerzy Kropiwnicki zaznacza, że nikt z gminy żydowskiej nie zwracał się do niego w tej sprawie. - To są bardzo delikatne kwestie i dlatego wolałbym bezpośrednio porozmawiać na ten temat z zainteresowanymi. Jestem otwarty na rozmowy - dodał prezydent.

    Symcha Keller jest pełen podziwu dla wszystkich, którzy starali się doprowadzić Stację Radegast do obecnego stanu. Jego zdaniem miejsca pamięci są potrzebne, ale budując nowe, nie powinniśmy jednak zapominać o tych, które już istnieją i uratować je zanim będzie za późno. Agnieszka Chartlińska
    Ponadstuletnia synagoga schowana w głębi podwórka kamienicy przy ul. Rewolucji 1905 r. jako jedyna żydowska świątynia w Łodzi przetrwała wojnę. Żeby przywrócić synagogę do świetności, kantor Symcha Keller chce ją odtworzyć w innym miejscu

    * * * * *


    Dawne synagogi
    Przed II wojną światową w Łodzi istniało kilkaset, w większości prywatnych, synagog. Wszystkie, oprócz tej przy ul. Rewolucji 1905 r. 28, zostały podczas wojny spalone przez Niemców. Wśród nich te największe i najbardziej charakterystyczne dla przedwojennej Łodzi:

  • przy ul. Promenadowej (dziś Kościuszki) i Zielonej (dziś placyk handlowy)

  • przy ul. Gdańskiej (dawniej Długiej) 18 (dziś jest tu skwer przed szkołą)

  • gminna przy ul. Wolborskiej 20 (dziś jest tu skwerek)

  • przy ul. Wólczań-skiej 6 (dziś parking przed byłym Herbapolem)

  • przy ul. Zachodniej 56 (dziś, pod numerem 70, jest tu bank)
  • Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)