Wybierz region

Wybierz miasto

    Gdzie są chłopcy z tamtych lat...

    Autor: Piotr Polowy

    2003-04-11, Aktualizacja: 2004-12-17 23:29 źródło: Express Ilustrowany

    Dziewczyny szalały za nimi, a cała Polska nuciła ich przeboje: „Znamy się tylko z widzenia”, „Przyjedź mamo na przysięgę”, „Te opolskie dziouchy”, „Jak się masz kochanie” ...

    Dziewczyny szalały za nimi, a cała Polska nuciła ich przeboje: „Znamy się tylko z widzenia”, „Przyjedź mamo na przysięgę”, „Te opolskie dziouchy”, „Jak się masz kochanie” czy „Jej portret”.

    Byli gwiazdami festiwali w Opolu, Sopocie i Kołobrzegu. Niektórzy są popularni do dziś, inni zniknęli – porzucili estradę albo wyjechali z kraju. Sprawdziliśmy jak wiedzie się muzykom łódzkich zespołów Trubadurzy, No To Co, Happy End oraz solistom Bogusławowi Mecowi, Andrzejowi Rybińskiemu i Krzysztofowi Cwynarowi.

    Zaczęliśmy od Trubadurów, bo oni w latach 60. byli największą sensacją z Łodzi. Wystartowali w 1964 roku. W pierwszym składzie znaleźli się Jerzy Krzemiński – gitara, śpiew; Krzysztof Krawczyk – gitara, śpiew; Sławomir Kowalewski, gitara basowa, śpiew i Marian Lichtman – perkusja, śpiew.

    W Danii od nowa

    – Chcieliśmy śpiewać i grać jak Beatlesi. Sławek był już basistą w zespole, a Krzysiek chwycił za gitarę. Brakowało perkusisty i oni się uparli, że ja nim zostanę. Obraziłem się, bo przecież byłem wokalistą i gitarzystą – wspomina Marian Lichtman. – Jednak chłopcy przekonywali, że Ringo Starr też bębni i śpiewa. Dałem się namówić i do dziś nie żałuję.

    W 1967 roku do Trubadurów dołączył kompozytor, organista i pianista Ryszard Poznakowski, znany z Czerwono-Czarnych. Natomiast Jurek Krzemiński odszedł do No To Co.

    W latach 1968–1972 Trubadurzy byli na szczycie. Wylansowali kilkanaście wielkich przebojów m.in.: „Krajobrazy”, „Nie przynoś mi kwiatów dziewczyno”, „Przyjedź mamo na przysięgę”, „Ej, Sobótka, Sobótka”, „Będziesz ty” i „Kasię”.

    – Jeździliśmy po całym świecie, graliśmy np. na olimpiadzie w Monachium obok Carlosa Santany – opowiada Marian Lichtman.

    – Później w kraju zaczęła się psuć atmosfera wokół muzyki młodzieżowej. Byłem zmęczony i zniechęcony. W 1974 roku z biletem w jedną stronę wyjechałem do Danii. Złośliwi pytali: „Ciekawe komu on tam będzie autografy dawał?”.

    Zacząłem wszystko od początku. Łatwo nie było, choć miałem oparcie w rodzicach, bracie i siostrze. Wszyscy wyemigrowali wcześniej.

    W Kopenhadze Lichtman zapisał się do szkoły jazzu. Podszkolił też swój angielski, nauczył się duńskiego i dał sobie radę. Grał w kilku popularnych grupach. Podkreśla, że w najtrudniejszych momentach na duchu podtrzymywała go żona Bożena. Lichtmanowie mają dwoje dorosłych dzieci: Roksanę i Maksa. 10 miesięcy temu przyszedł na świat ich wnuk Antoś Samuel.

    Znowu razem w USA

    – Na początku lat 90. Sławek Kowalewski, który wtedy mieszkał w USA, zaprosił tam mnie i Krzyśka. I znów zostałem Trubadurem. Z tym zespołem występuję do dziś. Poza tym zajmuję się promocją młodych muzyków – mówi Marian Lichtman. – Pół roku jestem w Danii, pół w Polsce. Mam mieszkania w Kopenhadze, Warszawie i oczywiście w Łodzi.

    Jak mnie tu długo nie ma, to tęsknię za Piotrkowską.
    Na Pietrynie często można też spotkać Sławomira Kowalewskiego. On również pomieszkuje trochę w Łodzi, trochę w Warszawie:

    – W latach 1989-93 mieszkałem w New Jersey – mówi Sławomir Kowalewski. Miałem zamiar tam zostać, ale bardzo tęskniłem. Nadal mam dom w Stanach, ale mieszkam w Polsce. Tu są moje córki: Kama i Maja. Mam też dwie wnuczki: Kaję i Sonię.

    – Na czterdziestolecie Trubadurów planujemy wydanie nowej płyty – dodaje.

    – Chcemy też wystąpić w nowych strojach. Zastąpią kapelusze z piórami i długie buty za kolana.

    Przypomnijmy, że trzeci Trubadur Ryszard Poznakowski od dawna związany jest z Warszawą. Był m.in. reżyserem nagrań w wytwórni „Muza” i kierownikiem muzycznym Teatru „Syrena”.

    Skomponował wiele przebojów, m.in. „Chałupy Welcome To” i „Gdzie się podziały tamte prywatki”. Zaś najsłynniejszy z dawnej czwórki – Krzysztof Krawczyk ma dom pod Łodzią i przeżywa obecnie renesans popularności. Wydał niedawno bardzo dobrą płytę „Bo marzę i śnię” i zaszokował opinię publiczną nagłym rozwodem z żoną oraz zapowiedzią ponownego ślubu...

    Nie chcę wracać do tych lat...

    Innym łódzkim zespołem, który 35 lat temu zrobił furorę w kraju, był No To Co. Któż nie pamięta takich hitów jak „Po ten kwiat czerwony”, „Te opolskie dziouchy”, „Pożar w Kwaśniewicach” czy „Gdy chciałem być żołnierzem”. Zespół założył Piotr Janczerski. Ale dziś nie ma on ochoty wspominać dawnych czasów...

    – Teraz żyję jak normalni ludzie, a tamta historia to przeszłość. Z rozrywką nie mam nic wspólnego.

    Okolicznościowe występy to już inna historia – powiedział nam Piotr Janczerski przez telefon. Zaprosiliśmy go do wspólnego zdjęcia z dawnymi sławami, ale zdecydowanie odrzucił tę propozycję.

    – Nie, nie chcę znaleźć się w tym towarzystwie. A co robię obecnie? Pomagam synowi w prowadzeniu firmy. Jakiej – nie powiem, bo on mógłby sobie tego nie życzyć.

    Znacznie rozmowniejsi okazali się: perkusista Aleksander Kawecki i multiinstrumentalista Jan Stefanek. Obecnie obaj mieszkają w Łodzi i zamierzają zorganizować trasę z okazji 35-lecia No To Co. W kapeli byli od początku, czyli od 1967 roku. Oprócz nich zespół tworzyli: Jerzy Grunwald – gitara, śpiew (od lat jest w Szwecji, ale często bywa też w Warszawie), Jerzy Krzemiński – gitara, śpiew (mieszka w Kanadzie), Bogdan Borkowski – gitara, banjo, śpiew (przed laty został w USA) i basista Jerzy Rybiński (obecnie mieszka w Warszawie), brat popularnego piosenkarza Andrzeja. Najlepszy okres No To Co to lata 1968-1970. Jednak wkrótce odszedł Grunwald, a w 1971 roku zespół opuścił Janczerski.

    Sinatra za ścianą w Las Vegas

    – No To Co w różnych składach istniał jeszcze do 1981 roku – wspomina Aleksander Kawecki. – Gdy byliśmy w USA, zastał nas stan wojenny. Wtedy część muzyków zdecydowała się zostać.

    Taką decyzję podjął m.in. Jan Stefanek i przez 20 lat zdążył objechać Stany wzdłuż i wszerz.

    – Występowałem w kasynach słynnego Las Vegas razem z Krzysztofem Krawczykiem. Zdarzało się, że obok za ścianą śpiewał Sinatra – mówi Jan Stefanek. – Po roku przeniosłem się do Chicago. Do Łodzi wróciłem przed dwoma laty. Grywam tu czasem na fortepianie w klubie przy Piotrkowskiej.

    Muzycy No To Co (bez Jerzego Grunwalda) sporadycznie koncertują po reaktywowaniu grupy w 1993 r.

    – Wkrótce znów wystąpimy w Łodzi, 24 maja podczas święta ulicy Piotrkowskiej – informuje A. Kawecki.

    Po Happy End do Polski

    Do kraju wrócił w ubiegłym roku Zbigniew Nowak z popularnej w latach 70. grupy Happy End. Wielkim hitem zespołu była piosenka „Jak się masz kochanie” z 1977 roku. Warto też przypomnieć, że wcześniej Nowak grał w Vox Remedium i w Bractwie Kurkowym, założonym przez Janczerskiego po odejściu z No To Co.

    – Wraz z żoną Danusią, która także śpiewała w Happy End, przez 18 lat mieszkaliśmy w USA: Chicago, Kalifornia, Floryda... – wymienia Zbigniew Nowak. – Dużo tam występowaliśmy. Napisałem też wiele nowych utworów, które zamierzam zaprezentować w Polsce. Bardzo chciałbym znów wystąpić z Happy Endem w mojej rodzinnej Łodzi.

    Państwo Nowakowie mieszkają w Ciechocinku. W Ameryce zostały ich dzieci: 16-letnia Michelle i 23-letni Rafał.

    Kanon Rytm i Siódemki

    W połowie lat 60. powstał w Łodzi zespół Kanon Rytm, z którym było związanych wielu znanych muzyków. Tu grał na gitarze Andrzej Rybiński, który po sukcesach w zespole Andrzej i Eliza (przebój „Czas relaksu”) rozpoczął solową karierę („Nie liczę godzin i lat”). Wciąż jest popularny i dużo występuje.

    – Mam dom na skraju Puszczy Kampinoskiej. To cudowne miejsce do życia – mówi Andrzej Rybiński.

    Kanon Rytm akompaniował m.in. Krzysztofowi Cwynarowi, który jak dawniej mieszka w Łodzi. Od 6 lat opiekuje się niepełnosprawnymi, dla których prowadzi Stowarzyszenie Studio Integracji.

    – To takie leczenie przez sztukę. Do grupy uzdolnionych artystycznie dołączyli ostatnio bezdomni – mówi Krzysztof Cwynar. – Nagrywałem z nimi, a teraz planuję wspólną trasę koncertową.

    Cwynar chętnie wspomina dawne lata, np. atmosferę klubu „77”, gdzie często występował wraz ze studentami ze szkół muzycznej i aktorskiej. Później odnosił sukcesy w Opolu. W 1965 roku na festiwalu zaśpiewał „Cygankę” do tekstu Broniewskiego. Rok później bardzo podobała się „Zawstydzona”.

    Małysz pomógł

    Dramatycznie ułożyło się w ostatnich latach życie
    Bogusława Meca (wykonawcy niezapomnianych przebojów: „Jej portret” i „Mały biały pies”). Znany łódzki piosenkarz przed trzema laty zachorował na białaczkę.

    – Byłem ciągle zmęczony, marnie się czułem i wreszcie postanowiłem się przebadać – wspomina. – Później był szpital i przeszczep szpiku kostnego, który uratował mi życie. Bardzo pomogła mi żona i telefony od ludzi z całej Polski, którzy chcieli podtrzymać mnie na duchu. Zjednoczyli się także moi koledzy artyści. Zorganizowali dla mnie wielki koncert.

    Niesamowicie pomogły mi także sukcesy Adama Małysza, które śledziłem oglądając telewizję w szpitalu. Teraz już wszystko jest w porządku. Nagrywam spokojną płytę.

    Chciałbym, aby moja muzyka pomogła wrócić do zdrowia tym, którzy go potrzebują. A 12 maja wystąpię w Katowicach z okazji wykonania w tamtejszej klinice tysięcznego przeszczepu szpiku. Dodam, że mój był też jubileuszowy – osiemsetny.


    *****



    Czy ich jeszcze pamiętasz?

    W latach 60. i 70. w Łodzi działało wiele popularnych zespołów, o których dziś mało kto pamięta. W roku 1966 łódzka młodzież oszalała na punkcie Śliwek, które łączyły rock z poetyckimi tekstami. W 1968 zespół rozpadł się, a na jego miejscu powstała kapela Nie Wszystko Na Sprzedaż. W bardzo ciekawej formacji działającej od 1968 grał Marek Jackowski (później Anawa i Maanam). To Vox Gentis, który przedstawił improwizowany repertuar czerpiący z jazzu i muzyki orientalnej. Kapeli nie należy mylić z Vox Remedium założonym przez Zbigniewa Nowaka. W tym zespole grał na saksofonie Włodzimierz Trzaskalski, ojciec znanego reżysera filmowego Piotra. Spory rozgłos zdobyło Bractwo Kurkowe 1791 utworzone w 1971 roku przez Piotra Janczerskiego.

    Popularna w kraju była także żeńska formacja wokalna Pro Contra (przeboje „Kochajmy orkiestry wojskowe” i „Świat starych filmów”), z której wywodziła się piosenkarka Lucyna Owsińska.

    Warto wymienić także pierwszą polską supergrupę lat 60., czyli zespół Polanie. Tworzyli ją najlepsi krajowi rockmani, którzy po koncertach z The Animals przejęli wiele ze stylu słynnych Anglików. W Polanach grało dwóch łodzian: saksofonista Włodzimierz Wander i perkusista Andrzej Nebeski.

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)