Wybierz region

Wybierz miasto

    Fabryka króla bawełny kontra koparki i buldożery

    Autor: Wiesław Pierzchała

    2008-11-18, Aktualizacja: 2008-11-18 07:30 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Na naszych oczach znikają kolejne zabytkowe mury pofabryczne - dawne zakłady Ludwika Geyera znane po wojnie jako Eskimo. Przez weekend trwały tam prace rozbiórkowe. Wieść o tym błyskwicznie obiegła Internet.

    Na naszych oczach znikają kolejne zabytkowe mury pofabryczne - dawne zakłady Ludwika Geyera znane po wojnie jako Eskimo. Przez weekend trwały tam prace rozbiórkowe. Wieść o tym błyskwicznie obiegła Internet. Na szczęście internauci zaalarmowali konserwatorów zabytków, a ci wczoraj rano nakazali wstrzymać wyburzenie.

    Przyjechała też policja, ale nie musiała interweniować, bo kierownik robót bez problemów poszedł na współpracę z konserwatorami.

    Jak doszło do akcji ratunkowej?

    - W niedzielę wieczorem na forum internetowym pojawiły się niepokojące informacje, że błyskawicznie rozbierane są XIX-wieczne zakłady Geyera - opowiada Jarosław Ogrodowski ze Stowarzyszenia "Fabrykancka". - Postanowiliśmy je sprawdzić. Pojechaliśmy tam w poniedziałek o godz. 8. Przy rozbiórce uwijały się dwie koparki.

    - To skandal - dodaje jego kolega ze stowarzyszenia, Jakub Polewski. - O tym, że inwestorzy rozbierają bardzo cenne dla miasta obiekty alarmowaliśmy już we wrześniu. Od tej pory nic nie zrobiono, by uratować te historyczne mury. Czyżby znów zawinili urzędnicy magistratu i konserwatorzy zabytków?

    Ci ostatni sprawą zajęli się właśnie we wrześniu, gdy uruchomili proces wpisania kompleksu Geyera do rejestru zabytków, aby w ten sposób zapewnić mu opiekę prawną. Czy wcześniej nie można było tego zrobić?

    - Dwa lata temu w Urzędzie Miasta zapewniono nas, że zakłady Geyera objęte są miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, co oznaczało, że te pofabryczne obiekty mają opiekę prawną i nie można ich rozbierać - wyjaśnia Bartosz Walczak z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Łodzi. - Mimo to doszło do wyburzeń. Dlatego sprawdzimy, czy urzędnicy wydali zgodę na rozbiórkę i w jakim zakresie.

    Konserwatorzy przedstawili wcześniej inwestorowi, znanej firmie deweloperskiej Urbanica (kapitał hiszpański), która zamierza tam zbudować okazałe osiedle mieszkaniowe, opinie dotyczące zakresu rozbiórki. Jednak - jak twierdzą - plany rozbiórkowe zostały znacząco przekroczone.

    - Zniknęły m.in. bardzo cenne mury fabryki Jana Krystiana Rundziehera z lat 20. i 30. XIX wieku, jednej z pierwszych w przemysłowej Łodzi. Na tę rozbiórkę nigdy się nie zgodziliśmy - zaznacza Piotr Ugorowicz z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. - Pozostałe obiekty to m.in. liczne przybudówki z lat późniejszych, gdy zaczął tam inwestować Ludwik Geyer. Konserwatorzy stali wczoraj na "posterunku" u Geyera.

    - Czekaliśmy na przedstawiciela inwestora, nikt się jednak nie zjawił - narzeka Bartosz Walczak. - Dlatego z kierownikiem robót spisaliśmy protokół dotyczący wstrzymania prac. Warto zwrócić uwagę, że intensywne roboty rozbiórkowe przeprowadzono w trakcie weekendu. Podobnie było w przypadku fabryki Biedermanna. To daje dużo do myślenia.

    Przypomnijmy, że fabryki Biedermanna przy ul. Smugowej i browar Anstadta przy ul. Sędziowskiej także zaczęto rozbierać i dopiero zdecydowana interwencja konserwatorów zastopowała wyburzanie. W poprzednich przypadkach zawiniła nie najlepsza współpraca między magistratem a wojewódzkimi konserwatorami zabytków. Czy teraz było podobnie?

    - Inwestorzy z Urbaniki dokonali wyburzeń na terenie Eskimo w oparciu o zgodę Delegatury Dzielnicowej Urzędu Miasta Łódź-Górna z 2006 r. - tłumaczy Wiesław Makal, dyrektor wydziału administracji architektoniczno-budowlanej UM. - Teraz byłoby to niemożliwe, gdyż od tego roku, po wydarzeniach związanych z rozbiórkami na terenie fabryki Biedermanna i browaru Anstadta, decyzję o zgodzie na rozbiórkę wydaje nasz wydział, a nie delegatury.

    I znów się okazało, że cenne mury pofabryczne rozebrano, a winnych trudno będzie ukarać.

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)