Wybierz region

Wybierz miasto

    Dziadek Boniek, czyli polski rzymianin

    Autor: Bogusław Kukuć

    2004-06-04, Aktualizacja: 2004-12-18 14:18 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    • We Włoszech mieszkasz już 22 lata. W Rzymie 19 lat. Czy czujesz się rzymianinem? Zbigniew Boniek: – Polskim rzymianinem. • A gdzie teraz mieszkasz? – Początkowo mieszkałem w ...

    • We Włoszech mieszkasz już 22 lata. W Rzymie 19 lat. Czy czujesz się rzymianinem?

    Zbigniew Boniek: – Polskim rzymianinem.

    • A gdzie teraz mieszkasz?

    – Początkowo mieszkałem w 400-metrowym mieszkaniu w dzielnicy ambasad, które wynajmował mi klub Roma. Było tak duże, że kiedy raczkujący wtedy Tomek zgubił pilot do telewizora, nie można go było znaleźć. Po zakończeniu kariery piłkarskiej przeprowadziłem się do 200-metrowego mieszkania w kamienicy, położonej u stóp jednego ze wzgórz Villa Borghese, największego i najpiękniejszego parku stolicy. Tam mieszkam do dziś.

    • Uchylisz nam rąbka tajemnicy, jak wygląda twoje mieszkanie?

    – Jest salon, cztery sypialnie, dwie łazienki, a także mieszkanko, które zajmowała gosposia, pani Helenka, kiedy dzieci były małe. W tym mieszkaniu czuję się dobrze. Mam blisko moje ulubione korty Tennis Club Parioli, klubu, którego jestem członkiem. Większe mieszkanie nie jest mi potrzebne. Zwłaszcza że po ślubie Karoliny jeden pokój już jest wolny. Służy jako biblioteka. Moje lokum jest naszpikowane elektroniką. Telewizor w salonie ma chyba wszystkie możliwe dekodery, umożliwiające odbiór kodowanych programów, oczywiście również polskich.

    • Mieszkasz już tyle lat we Włoszech, że pewnie traktują cię jak swojego...

    – Chyba tak. Lubię włoską kuchnię, głównie antipasti, klimat, obyczaje. Mam przyjaciół w Rzymie, którzy traktują mnie jak swojego. Przecież to miasto jest wyjątkowe, bynajmniej nie tylko dlatego, że jest stolicą Włoch i ja tam mieszkam. Dla Polaków szczególne, choćby ze względu na papieża. Mam ulubione lokale, gdzie jak rzymianie celebruję długie kolacje, kończące się po północy. Jeden z nich należy do teścia mojej córki i traktuję go jak rodzinny. W tym znaczeniu jestem rzymianinem. Z językiem włoskim nie miałem kłopotów już w pierwszym roku gry w Turynie w 1982 roku. Żona tym bardziej, bo skończyła filologię romańską. Dzieci właściwie są dwujęzyczne, rozmawiają po polsku i po włosku.

    • Doszły nas słuchy, że sławnemu Zbigniewowi Bońkowi powiększyła się rodzina. Obok trójki dzieci, masz już wnuka...

    – Tak, jestem bardzo szczęśliwym dziadkiem. Chciałbym też podkreślić, że mam tę samą żonę Wiesię, co – patrząc na innych w moim wieku – nie jest regułą. Córka Karolina skończyła socjologię. Była czołową juniorką wśród włoskich tenisistek. Wyszła za mąż za zawodowego tenisistę Vicenzo Santopadre ze starej, szacownej rzymskiej rodziny i w ten oto sposób zostałem dziadkiem. Mateo ma półtora miesiąca. Widzę w Mateuszu słowiańską urodę. 19-letni Tomek i najmłodsza córka, 15-letnia Kamila jeszcze się uczą. Tomek gra w golfa, a Kamila w tenisa i siatkówkę.

    • Jak się czuje dziadek Boniek?

    – Świadomość, że już jestem dziadkiem, jest dla mnie dziwna. Ale już się do tego przyzwyczaiłem. Staram się utrzymać sylwetkę. Grywam w tenisa, golfa, lubię jeździectwo i konie. Kibicuję kilku dyscyplinom. Oprócz futbolu interesuję się tenisem, żużlem, boksem i... wyścigami kłusaków. Aktywnie spędzam urlopy. Ta część życia nie musi być wcale nudna, smutna i też daje radość, choć oczywiście inną niż podczas tych siedmiu lat, które spędziłem w Łodzi jako piłkarz Widzewa.

    • Jesteś prawdziwym mężczyzną, więc pewnie lubisz szybkie samochody...

    – Nie demonizuję roli samochodu. Nie mam szajby na punkcie najnowszych modeli. Traktuję auto jako środek przemieszczania się. Po Rzymie poruszam się toyotą Raf 4 i... motorynką. W dalsze trasy jeżdżę BMW albo mercedesem, a w jeszcze dalsze samolotami...

    • Muszę zapytać o piłkę nożną, na której znasz się jak mało kto. Jesteś absolwentem AWF w Warszawie, masz uprawnienia trenerskie, ale nie pracujesz w swoim zawodzie. Czy praca selekcjonera reprezentacji Polski była ostatnią twoją posadą w tym fachu?

    – Życie mi przypomina, żeby nigdy nie mówić „nigdy”. Myślałem o trenerce, bo przecież ukończyłem też szkołę trenerską w Coverciano. Pracowałem w wyuczonym zawodzie jako stosunkowo młody człowiek, bo mając 34 lata, objąłem Lecce. Potem pracowałem w Bari, a więc też klubie włoskiej Serie A. Oba zespoły nie zdołały uniknąć spadku, ale wątpię, by udałoby się to bardziej doświadczonym trenerom ode mnie. O tym, jak trudno być trenerem we włoskiej ekstraklasie, świadczy też to, że żaden Polak prócz mnie nie miał posady w Serie A. Praca w Sambenedettese i Aviellino w Serie C była bardziej wynikiem towarzyskich układów i traktowałem ją raczej jako okazję do odnowienia licencji.

    • Tak chyba nie było, gdy wybrano cię na selekcjonera polskiej reprezentacji...

    – To stanowisko, które objąłem po nieudanym starcie w azjatyckich finałach mundialu, traktowałem poważnie i wierzyłem, że mi się uda. Nawet liczyłem, że prowadzona przeze mnie kadra awansuje jako pierwsza do finałów mistrzostw Europy. Do dziś siedzi we mnie ta łotewska zadra i biję się z myślami, czy nie za wcześnie zrezygnowałem...

    • W każdym razie Zbigniew Boniek jest dziś człowiekiem biznesu.

    – W każdej pracy cenię profesjonalizm najwyższej jakości. Lepiej czuję się w biznesie. Już dziesięć lat temu prowadziłem wspólnie z Robertem Kaczyńskim agencję reklamową „Go&Goal”, która miała wiele udanych posunięć. Zdobyłem sporo doświadczeń, które starałem się wykorzystać jako wiceprezes PZPN odpowiedzialny za sprawy marketingu. Wtedy zliwidowałem udziały w polskich firmach. Jestem do grudnia w zarządzie Polskiego Związku Piłki Nożnej. Nie zamierzam kandydować na prezesa w najbliższych wyborach. Mówię to, bo jestem o to najczęściej pytany i dlatego, żeby uspokoić potencjalnych pretendentów, na czele z Michałem Listkiewiczem.

    • Jesteś znany nie tylko jako Boniek biznesmen, ale jako Boniek komentator.

    – Nadal współpracuję z włoską telewizją. Ostatnio miałem roczny kontrakt z RAI. Teraz chcą, bym jechał też na mistrzostwa Europy, ale się zastanawiam. To traktuję jako hobby. We Włoszech prowadzę firmę zajmującą się prawami telewizyjnymi, sponsoringiem.

    • Wróćmy na nasze podwórko. Ostatnio znowu zrobiło się o tobie głośno szczególnie w naszym województwie po deklaracjach, że chcesz ratować Widzew. Sprawy polskie nie są ci więc obojętne...

    – Chyba pobiłem rekord świata, jeśli chodzi o liczbę przelotów na trasie Rzym – Warszawa. Telefon z hotelu Victoria, gdzie zwykle się zatrzymuję podczas pobytu w Warszawie, znam na pamięć. Staram się, by moje dzieci utrzymywały więzi z rodziną moją oraz żony z Bydgoszczy. Dlatego dzieci też są częstymi pasażerami LOT-u.

    • Nie tęsknisz za ojczyzną?

    – Po ponad dwudziestu latach pobytu poza Polską zaczynam rozumieć tych, którzy mówią ładnie o korzeniach, krainach dzieciństwa, wspomnieniach młodości, a nawet tęsknocie za kiszonymi ogórkami czy śledziami po polsku.

    Śledzę wyniki reprezentacji Polski, żużlowców Polonii Bydgoszcz, mojego przyjaciela Tomka Golloba.

    A jeśli chodzi o Widzew, cieszyłem się, gdy był mistrzem Polski w 1996 i 1997 roku i smuciłem, jak widziałem postępujący regres widzewskiej drużyny. Teraz kryzys jest tak głęboki, że grozi likwidacją tego słynnego klubu. Powinniśmy ratować Widzew, bo to jest wyjątkowa marka. Ja też jestem gotów pomóc. Oczywiście pod określonymi warunkami. Czas przeciąć pewne sprawy, a nie przedłużać agonii...

    •••••



    Urodził się 3 marca 1956 roku. Ma 181 centymetrów wzrostu i waży 75 kilogramów – nie przytył od zakończenia kariery piłkarskiej!

    Ma żonę Wiesławę, dzieci: Karolinę, Tomka i Kamilę oraz 1,5-miesięcznego wnuczka Mateo. Od 1982 roku mieszka we Włoszech.

    Zbigniew Boniek grał w: Zawiszy Bydgoszcz, Widzewie (1975–1982, jedyny polski klub pierwszoligowy, w jakim występował), Juventusie Turyn i AS Romie. W reprezentacji Polski wystąpił w 80 meczach, zdobywając 24 gole.

    Sportowiec Roku 1982 w Polsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. Piłkarz 80-lecia PZPN oraz najlepszy piłkarz Łodzi, zwycięzca plebiscytu czytelników „Dziennika Łódzkiego” w 1979 r. Trzeci piłkarz Europy w plebiscycie „France Football” w 1982 r. i piąty w sezonie 1985.

    Obok papieża i Lecha Wałęsy wciąż jest najbardziej rozpoznawanym Polakiem na świecie.

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)