Wybierz region

Wybierz miasto

    Bitwa o riksze

    Autor: pik

    2000-07-25, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    Niezrzeszeni rikszarze z ulicy Piotrkowskiej obawiają się o swoje zdrowie, a nawet życie. Jak twierdzą, w ciągu niespełna dwóch tygodni kilka razy napadli na nich zamaskowani bandyci (oficjalnie policja odnotowała dwa ...

    Niezrzeszeni rikszarze z ulicy Piotrkowskiej obawiają się o swoje zdrowie, a nawet życie. Jak twierdzą, w ciągu niespełna dwóch tygodni kilka razy napadli na nich zamaskowani bandyci (oficjalnie policja odnotowała dwa napady). O ataki podejrzewają największą łódzką firmę rikszarską.
    – Chcą nas zmusić do tego, abyśmy u nich jeździli. W sobotę było kilka napadów, ale tylko jeden zgłosiliśmy na policję – mówi 18-letni chłopak, którego trzej mężczyźni w kominiarkach najpierw zrzucili z roweru, a następnie ukradli 65 złotych. – Na odchodne powiedzieli, że jak chcę jeździć rikszą, to mogę tylko w „hellenie”.
    „Hellena” to potoczne (z racji reklam umieszczonych na bokach pojazdów) określenie firmy „Riksza”, do której należy 20 z prawie 80 jeżdżących po Piotrkowskiej riksz. Nie- zrzeszeni rikszarze domyślają się, że firma chce zmonopolizować rynek.
    – To jakiś absurd. Przecież nie mogę nikogo zmusić do tego, aby u mnie pracował. Nie mamy nic wspólnego z napadami. Winę najłatwiej zrzucić na konkurencję, a zwłaszcza na nas, bo nasze riksze są najbardziej widoczne – twierdzi Ireneusz Kamiński, współwłaściciel „Rikszy”. – Teraz są wakacje i ludzie czekają w kolejce, aby u nas jeździć. Nie potrzebuję więc dodatkowych pracowników.
    Niezrzeszeni rikszarze twierdzą, że cały czas są zastraszani.
    – Podchodzi dwóch albo trzech i mówią: „albo przechodzisz do firmy, albo znikasz z Piotrkowskiej”. Jeśli nie posłucham, to mnie zaciągną w bramę i stłuką. Nadal wożę ludzi, bo muszę przecież utrzymać rodzinę – twierdzi jeżdżący rikszą od 7 miesięcy Mariusz.
    Niektórzy rikszarze, w obawie o zdrowie i życie, zaczęli wozić ze sobą przedmioty, które mogą służyć do obrony przed ewentualnym atakiem.
    – Nie powiem co to jest, ale czuję się z tym trochę bezpieczniej
    – mówi Paweł, który od 9 miesięcy zarabia na życie jeżdżąc rikszą.
    – W dzień jest jeszcze znośnie, ale wieczorem cały czas boję się, że zaraz ktoś mnie walnie w głowę.
    – Jeżdżący u mnie rikszarze też bywają zastraszani, a w ubiegłym roku byli nawet pobici. Sytuacja jest bardzo mętna i niejasna, bo ciągle nie wiadomo, kto napada na rikszarzy – mówi Ireneusz Kamiński.
    Rikszarze o napady podejrzewają też taksówkarzy, którym trójkołowce odebrały znaczną część pasażerów, zwłaszcza tych opuszczających wieczorami puby i restauracje na ulicy Piotrkowskiej. – Zdarza się, że rozsypują nam pinezki pod kołami. Jeden taksówkarz powiedział mi ostatnio, że się na nas szykują. I jak tu się nie bać? – pyta pobity w sobotę 18-latek, który zamierza jeździć jeszcze przez dwa tygodnie, żeby uzbierać pieniądze na resztę wakacji.
    Jak twierdzi policja, wszystkie zastraszania i napady powinny być oficjalnie zgłaszane na komisariatach. – Bez świadków czy dowodów trudno będzie tę sprawę rozwiązać – mówi nadkomisarz Elżbieta Ratajczyk z biura prasowego łódzkiej KWP.

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.