Wybierz region

Wybierz miasto

    Bezpańskie rzeźby

    Autor: Justyna Kowalewska

    2006-02-27, Aktualizacja: 2006-02-27 04:16 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    W parkach i na ulicach stoją gipsowe i kamienne rzeźby, obok nich metalowe instalacje. Większość to dzieła sztuki współczesnej. Nie wiadomo kto jest ich autorem, do kogo należą ani kto się nimi opiekuje. Są dewastowane.

    W parkach i na ulicach stoją gipsowe i kamienne rzeźby, obok nich metalowe instalacje. Większość to dzieła sztuki współczesnej. Nie wiadomo kto jest ich autorem, do kogo należą ani kto się nimi opiekuje. Są dewastowane. Niektóre niszczeją pod wpływem czasu, zapomniane i często nawet niezauważane przez przechodniów. I to wszystko dzieje się w Łodzi.

    Osiedlowe, czyli niczyje

    Kilkanaście rzeźb można znaleźć na Retkini. Przy al. Wyszyńskiego stoi pięciometrowa praca przestrzenna, zwana przez łodzian „Bocianami” – nieznany autor przedstawił pięć wielkich ptaków. Przechodnie mijają je obojętnie. – Mieszkam tu od ośmiu lat i codziennie przechodzę tędy, idąc na przystanek. Czasem umawiamy się ze znajomymi pod „Bocianami”, ale nigdy się nie zastanawiałem, skąd się wzięły – przyznaje Łukasz Kałuża, mieszkaniec osiedla.

    Kilkadziesiąt metrów dalej, przy skrzyżowaniu z ulicą Przełajową, stoi kolejna anonimowa rzeźba, przedstawiająca matkę z małym dzieckiem.

    – Odkąd pamiętam, stała tu. Dwa czy trzy lata temu nawet ktoś ją odnawiał, ale na nic się to zdało. Cała jest pomazana, a latem bawią się na niej dzieci i przesiaduje osiedlowa młodzież – mówi Jadwiga Górecka, która mieszka w bloku obok rzeźby. – Te rzeźby są nasze, osiedlowe.

    Jacek Gaweł, plastyk miasta, tłumaczy, że pomnikami i rzeźbami, parkowymi i ulicznymi, opiekują się delegatury poszczególnych dzielnic.

    – Niestety, nic nie wiemy o wspomnianych rzeźbach. Są na terenie Spółdzielni Mieszkaniowej „Zagrodniki” – mówi Magdalena Jarmolińska z referatu komunalnego delegatury Urzędu Miasta Łodzi Łódź-Polesie.

    Stanisław Sowiński, prezes spółdzielni, jest innego zdania: – Te pomniki są na naszym terenie, ale naszym obowiązkiem jest jedynie dbanie o teren wokół nich. Rzeźbami powinien się opiekować urząd miasta.

    Do nikogo nie należą też dwa łabędzie przy al. Mickiewicza i ul. Łąkowej. Od kilku lat ptaki mają utrącone głowy. – Już cztery lata temu nie miały głów i dziwi mnie, że nikt się tym nie zajął. Przecież to centrum, a zdewastowana rzeźba to nieładna wizytówka miasta – mówi Irena Chrążel, emerytka.

    Emocje wzbudza też rzeźba na rogu ulic Rokicińskiej i Puszkina, tuż przy budynku McDonalda, zwana przez łodzian „Serem”. – Nie wiem kto jest autorem, ale gdzieś słyszałam, że to nie ser, ale strzępek bawełny, ostatnio nie wiedzieć czemu pomalowany na zielono – mówi Patrycja Palińska, mieszkanka Widzewa.

    – Może to taka antyreklama cheesseburgera? – żartuje jej kolega Sebastian Dróżdż. „Ser” stał się wizytówką dzielnicy i jest znany wszystkim jej mieszkańcom. To pod nim młodzi ludzie umawiają się na spotkania. Mieszkańcy Widzewa pamiętają, że najpierw był „Ser”, a dopiero potem McDonald. Jednak ustalenie właściciela, czy autora konstrukcji, nie jest proste.

    – Nic nie wiemy o tej rzeźbie ani o tym, kto wydał zgodę na jej pomalowanie. Prawdopodobnie jest ona na terenie dzierżawionym przez McDonalda, może też podlegać zarządowi dróg – zastanawia się Małgorzata Gajewska, kierowniczka referatu komunalnego delegatury UMŁ Łódź-Widzew.

    Tylko dla wtajemniczonych

    – Dziwi mnie, że nikt nie potrafi powiedzieć, czyje to konstrukcje. W środowisku łódzkich plastyków nie jest tajemnicą, kto jest autorem tej czy innej rzeźby – mówi profesor Andrzej Jocz, autor kilku łódzkich rzeźb przestrzennych, m.in. widzewskiego „Sera”. – Większość łódzkich rzeźb pochodzi z konkursów ogłaszanych przez miasto albo dzielnice.

    Szczególny urodzaj tych konkursów przypadł na drugą połowę lat 70., gdy gwałtownie rozbudowywano osiedla Widzew i Retkinia. Wtedy powstały „Bociany” i „Macierzyństwo” na Retkini. Ich autorem jest wieloletni wykładowca łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych prof. Michał Gałkiewicz.

    – Z tego okresu pochodzi też ośmiometrowa rzeźba „Czółenka”, usytuowana teraz przed wejściem na dworzec Łódź Kaliska – mówi prof. Jocz. – W latach 70. ogłoszono konkurs na rzeźby, które miały stanąć przy nowopowstałej alei Włókniarzy. „Czółenka” umieszczono wtedy w parku Poniatowskiego, a w 1997 r. przeniesiono je na plac przed dworcem.

    Jeden z konkursów wygrał też widzewski „Ser”. – To był początek lat 90., kiedy Spółdzielnia Mieszkaniowa „Bawełna” ogłosiła konkurs na rzeźbę, która będzie się wiązała z włókienniczą tradycją miasta i jednocześnie nada charakter blokowisku – wspomina prof. Jocz. Tak powstał kilkumetrowy „Ser”, czyli rzeźba o właściwej nazwie „Dzianina”. – Nie przeszkadza mi, że łodzianie nazywają konstrukcję „Serem”. Sam już się nawet przyzwyczaiłem do tej nazwy i zwykle się nią posługuję. Myślę, że dzięki temu stała się integralną częścią osiedla. A taka, moim zdaniem, powinna być funkcja rzeźby przestrzennej – dodaje profesor.

    Niewiele jednak brakowało, a nie byłoby dzisiaj na Widzewie słynnego „Sera”. Kiedy budowano restaurację McDonald, zaproponowano przestawienie rzeźby w inne miejsce.

    – Nie mogłem się na to zgodzić i nie chodziło o pobudki artystyczne. Po prostu rzeźba i jej fundament są tak skonstruowane, że nie da się jej przenieść nie niszcząc – tłumaczy Jocz. – Sąsiedztwo McDonalda mi nie przeszkadza. Żyjemy w takich czasach, że sztuka musi współistnieć z atrybutami teraźniejszości. Poza tym administrator restauracji dba też o teren wokół rzeźby i dzięki temu nietypowemu sąsiedztwu nie pojawiają się już na niej napisy dotyczące łódzkich klubów sportowych.

    Smutny los instalacji

    W centrum miasta stoją konstrukcje innego rodzaju: u zbiegu al. Mickiewicza i al. Kościuszki można zobaczyć cztery kilkumetrowe słupy, ustawione w kształt rąbu. To „Dzwony dla Łodzi”. Kilka miesięcy temu zawieszono na nich baner reklamowy banku.

    – „Dzwony” pochodzą z międzynarodowej akcji Łódź Biennale, a ich właścicielem jest Muzeum Artystów – tłumaczy Jacek Gaweł. – Właściciele konstrukcji podpisali umowę z bankiem. W zamian za półroczną ekspozycję reklamy bank zadeklarował, że odnowi rzeźbę.

    Inne dzieło, usytuowaną w pasażu Rubinsteina instalację „Ukryty sojusznik” autorstwa Richarda Nonasa, wywieziono w zeszłym roku na złom. Kompozycja pochodzi z międzynarodowej akcji „Konstrukcja w procesie”, której pierwsza edycja odbyła się w Łodzi w 1981 r.

    Akcja miała na celu przybliżenie sztuki współczesnej zwykłemu człowiekowi. Brało w niej udział ponad 50 artystów z całego świata. Było to największe wydarzenie artystyczne w Europie. Czołowi przedstawiciele ruchów artystycznych lat 70. postanowili przekazać wszystkie dzieła miastu. Powstałe wtedy obrazy, rzeźby i instalacje przetrwały stan wojenny w magazynach Muzeum Sztuki. W listopadzie 2005 r. zostały przekazane muzeum, jednak nadal spoczywają w magazynach.

    „Ukryty sojusznik” jako jedyny nie trafił do magazynu, ale nadal nie został oznaczony choćby tabliczką informującą o jego nazwie, czy autorze.

    Taki jest los większości łódzkich rzeźb, konstrukcji i instalacji. Łodzianie, pytani o miejskie pomniki, wymieniają Ławeczkę Tuwima czy Kufer Reymonta, ale nie wiedzą, że w mieście rozrzuconych jest kilkadziesiąt dzieł sztuki. Ich autorami są cenieni twórcy, m.in. Antoni Starczewski, Henryk Stażewski, Michał Gałkiewicz czy Andrzej Jocz. Czy nikt o nie nie zadba?





    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)