Wybierz region

Wybierz miasto

    Alma Mater prezydenta Jagiełły

    Autor: (Jerzy Sławomir Mac, pas)

    2002-09-28, Aktualizacja: 2004-12-18 00:11 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    „Komunistą można stać się tylko wtedy, gdy wzbogaci się swoją wiedzę znajomością całego dorobku, jaki stworzyła ludzkość. W. I. Lenin”. Ta o wiele przydługa i mocno bałamutna maksyma (gdyby ją stosować, ...

    „Komunistą można stać się tylko wtedy, gdy wzbogaci się swoją wiedzę znajomością całego dorobku, jaki stworzyła ludzkość. W. I. Lenin”.

    Ta o wiele przydługa i mocno bałamutna maksyma (gdyby ją stosować, świat byłby wolny od komunistów, bo nie można nauczyć się wszystkiego) witała wchodzących do budynku przy ul. Bagatela 2 w Warszawie – kuźni kadr PZPR, w której w latach 1984–1990 kuł dzisiejszy prezydent Łodzi Krzysztof Jagiełło. Kuł, ale nie zdołał wykuć dyplomu magistra.

    Dostał go dopiero teraz, dzięki uprzejmości władz UŁ, które uznały, że program i poziom studiów w komunistycznej szkole kształcącej aktyw „siły przewodniej” pokrywał się z dzisiejszym programem uniwersyteckim.

    Kuźnia aparatczyków

    „Kadry decydują o wszystkim”, pisał Lenin. Zgodnie z tą zasadą partia komunistyczna już w styczniu 1945 r. powołała w Łodzi Centralną Szkołę Partyjną im. Marchlewskiego – tego, który miał w 1920 r. zostać premierem Polskiej Republiki Sowieckiej, gdyby bolszewicy zdobyli Warszawę. Była to jedna z dwóch utworzonych wówczas „kuźni kadr” PPR, obok Szkoły Prawniczej im. Duracza, która w ekspresowym tempie trzech miesięcy sposobiła prokuratorów i sędziów do rozprawy z narodem.

    W 1957 r., po wcześniejszym przeniesieniu do Warszawy, przekształcono CSP w Wyższą Szkołę Nauk Społecznych przy KC PZPR o statusie akademickim, z prawem do nadawania stopni doktorskich. WSNS była uczelnią – jak byśmy dziś powiedzieli – niepaństwową, podlegała nie ministerstwu szkół wyższych, ale sekretariatowi KC PZPR, choć była też finansowana z pieniędzy budżetowych. Wejścia do niej strzegło wojsko. Nie można było zdawać na nią „z ulicy”: kandydatów na studia rekomendowały ogniwa PZPR spośród aktywu partyjnego i upartyjnionych już działaczy młodzieżowych, takich jak Krzysztof Jagiełło, który w chwili rekomendacji był 32-letnim etatowym szefem Zarządu Dzielnicowego ZSMP Łódź-Widzew.

    Przyjmowano towarzyszy po maturze, również przyśpieszonej lub uzyskanej w trybie wieczorowym – takiej, jaką legitymował się Jagiełło, absolwent przyzakładowego Technikum Mechanicznego dla Pracujących przy zakładach im. Strzelczyka. Zrobił ją w 1975 r., w wieku 23 lat. Aby dostać świadectwo dojrzałości, musiał wykonać młot do badania udarności metodą Charpy’ego oraz napisać pracę „Ludowa pieśń mazowiecka w liryce Teofila Lenartowicza”.

    Dyplom WSNS stawał się trampoliną do dalszej kariery partyjnej.

    Czerwona uczelnia

    Sto procent kadry dydaktycznej i prawie sto procent słuchaczy WSNS było członkami PZPR. Prawie, gdyż delegowały tu swój „aktyw” także „stronnictwa sojusznicze”: ZSL i SD. Np. w roku akademickim 1982/83 na 178 przyjętych na studia zaoczne na wydziale nauk społeczno-politycznych – takie, na które dwa lata później poszedł Jagiełło – było 8 z PSL i 4 z SD.

    Uczelnia prowadziła też „badania naukowe”, których owocem był np. tom „Teoretyczne problemy rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego” z roku 1977. „Rozwinięte społeczeństwo socjalistyczne” było to pojęcie rzucone przez Gierka w 1974 r. „z trybuny sejmowej w dniu poprzedzającym trzydziestą rocznicę ludowej Ojczyzny”, jak pisał partyjny profesor Władysław Zastawny, na określenie czegoś pośredniego między zetlałym już realsocjalizmem a mitycznym komunizmem. Sztaby partyjnych uczonych przekuły to wnet w pseudonaukowy bełkot sążnistych rozpraw.

    W 1984 r. docent Tadeusz Iwiński – dziś prominentny poseł SLD – ogłosił plon swoich dociekań nad współczesnym antykomunizmem, a w 1989 r., już po objęciu władzy przez Solidarność, uczelnia opracowała ogromny program badawczy „Siły napędowe, bariery i zagrożenia budowy socjalizmu w Polsce” rozbity na 15 grup tematycznych.

    Prócz toku magisterskiego WSNS prowadziła rozmaite kursy i studia podyplomowe: służby zagranicznej, stosunków międzynarodowych, zarządzania, polityki gospodarczej, wyznaniowej, kulturalnej, rolnej, a nawet dziennikarstwa i krytyki artystycznej!

    Szkoła polityków SLD

    Nikt jeszcze nie policzył, ilu kowali naszego polskiego losu wypuściła kużnia kadr komunistycznych w ciągu 55 lat jej istnienia. Chyba więcej niż sto tysięcy. Dała też nauce polskiej ponad tysiąc doktorów. Produkcja była taśmowa.

    Jeszcze w 1990 r. wypromowano pośpiesznie 67 doktorów, skracając im trzyletnie przewody. Byli wśród nich Ali Nabil i Saber Balloul z Palestyny. Co robią teraz?

    Dyplom WSNS skracał i nadal skraca scieżkę kariery politycznej. W PRL absolwenci tej uczelni w krótkim czasie zostawali sekretarzami wojewódzkimi partii, jak Ryszard Czerniawski (dziś poseł SLD) i ministrami ważnych resortów, jak Emil Wojtaszek, szef dyplomacji z okresu późnego Gierka. Pod tym względem niewiele się zmieniło. Dyplomami tej uczelni szczyci się dziś 20 posłów i 7 senatorów rządzącego klubu SLD-UP, w tym premier Leszek Miller, wiceminister obrony Janusz Zemke, marszałek Senatu Longin Pastusiak i łódzki senator Grzegorz Matuszak. Nie jest to pełna lista. Faktu ukończenia studium podyplomowego tej uczelni nie ujawnia np. pos. Lech Nikolski, szef gabinetu politycznego premiera Millera.

    Ale żeby robić karierę polityczną w PRL i w III RP pod rządami lewicy, nie trzeba było nawet kończyć tej uczelni. Wystarczyło na niej być, czego dowodzi przykład łódzkiego prezydenta. Zawarte tam znajomości procentują nawet po wielu latach.

    Puchowe studia

    Krzysztof Jagiełło tłumaczył w jednym z wywiadów, że z powodu likwidacji partyjnej uczelni nie zdążył zrobić magisterium. Nie jest to prawda. Miał na to czas. Do daty likwidacji (30 września 1990 r.) zdążyli napisać i obronić prace, wówczas już bardzo ulgowo traktowane, nawet ci, którzy rozpoczęli studia w 1986 r., dwa lata później niż on. Ci, którzy chcieli. Uczelnia „poszła im na rękę”, skracając cykl dydaktyczny. Inna rzecz, że niektórzy do dziś nie odebrali dyplomów...

    Z jego rocznika ukończyła studia mniej więcej połowa. W końcówce lat 80. w murach uczelni czuło się już atmosferę gaszenia świec. – Odsiew w szkole był zawsze znaczny.

    Kończyło ją średnio 50 procent tych, którzy zaczynali. Nie z racji wysokich wymagań, ale z powodu warunków, jakie mieli. Wielu młodym towarzyszom, zwłaszcza z prowincji, zawracały w głowach. Bursa na Belwederskiej to był jeden wielki tartak: wóda i dziewczynki – mówi mi jeden z 932 pracowników uczelni, których zastała likwidacja.
    Towarzysze słuchacze – jak ich zwano oficjalnie – w odróżnieniu od studentów normalnych uczelni wiedli puchowe życie.

    Mieli stałe pensje, zwane stypendiami, w wysokości ostatnich poborów uzyskiwanych w komitecie czy zarządzie, indeksowane co rok. Były to kwoty znacznie przekraczające średnią krajową. W 1987 r., gdy Krzysztof Jagiełło był (miał być) na IV roku, słuchacze dostawali 30–40 tys. miesięcznie plus wszystkie przysługujące im dodatki i zasiłki (1300 na dziecko). Średnia krajowa nieznacznie przekraczała 20 tys. Za trzy miesiące wakacji brali w czerwcu z góry – po 100 tys. na rękę. Za całomiesięczne wyżywienie (3 posiłki dziennie) i pokój w luksusowej bursie vis-a-vis ambasady ZSRR płacili 4850 zł, równowartość jednego porządnego obiadu w restauracji. Mieli zniżkowe wczasy w ośrodkach KC, korzystali bezpłatnie z basenów, sal gimnastycznych, siłowni i kortów tenisowych, uczelniana biblioteka pełna była wydawnictw bezdebitowych zatrzymanych przez cenzurę i celników, uczelniany bufet sprzedawał tanio rarytasy nieosiągalne w sklepach, a w sali projekcyjnej wyświetlano filmy niedopuszczone do kin, również pornograficzne.

    To wszystko nie dopingowało do nauki, choć jej warunki były także luksusowe. Przestronne sale, świetnie wyposażone laboratoria językowe, najnowsza aparatura audiowizualna, pierwsze w Polsce komputery, które stworzyły potem podstawę komputeryzacji URM.

    Kiedy w 1990 r. budynek przejmowali ludzie premiera Mazowieckiego, zaszokowała ich pracownia retoryki i technicznych środków propagandy – jednego z najważniejszych przedmiotów w tej uczelni. Było to swoiste akwarium – bez okien, z lustrami, kamerami i ekranem. Człowiek, który przemawiał, słyszał swój głos w słuchawkach tak jak słyszało go audytorium, widział siebie z przodu, tyłu i z boków, mógł na bieżąco korygować intonację, mimikę, ruchy rąk. Dlatego dzisiejsi politycy SLD, którzy przeszli przez WSNS, umieją tak gładko przemawiać i wypadają tak dobrze na wiecach i w telewizji.

    Nasz człowiek na Bagateli

    W 1984 r., w którym zamordowany został ks. Jerzy Popiełuszko, władze PZPR w ramach wzmożenia walki ideologicznej połączyły WSNS z Instytutem Marksizmu Leninizmu, kierowanym przez prof. Jerzego Wiatra, ministra edukacji w poprzednim rządzie SLD, w Akademię Nauk Społecznych. Zwiększyły też nabór na studia, realizowany również w filiach uczelni w Katowicach i Bydgoszczy: ideologiczna wojna z narodem domagała się świeżego mięsa armatniego.

    Jesienią tegoż roku tow. Krzysztof Jagiełło, członek PZPR od 25 lutego 1981 r., posiadacz legitymacji partyjnej nr 3503867, kapral rezerwy artylerii, odznaczony w 1983 r. Honorową Odznaką m. Łodzi, niekarany, po złożeniu dokumentów i zdaniu egzaminu wstępnego został słuchaczem zaocznym wydziału społeczno-politycznego ANS. W życiorysie podkreślił, że bierze „czynny udział w pracach komisji do walki ze spekulacją przy Urzędzie Dzielnicy Łódź-Widzew”.

    Egzamin wstępny obejmował sprawdzian pisemny z wiedzy o Polsce i świecie współczesnym, test z rosyjskiego i egzamin ustny z historii polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego.

    Na egzaminie pisemnym miał do wyboru pięć tematów. 1. Scharakteryzować dorobek 40-lecia PRL w jednej z następujących dziedzin: a – rozwoju rolnictwa, b – polityki zagranicznej, c – kultury i oświaty, 2. Znaczenie i rola rad narodowych w systemie władzy państwowej. 3. Scharakteryzuj dorobek ostatniej konferencji delegatów PZPR w dziedzinie ideologicznej i społeczno-gospodarczej. 4. Stosunek partii marksistowsko-leninowskich do religii i kościoła. 5. Istota, znaczenie i funkcje PRON. Jako jeden z nielicznych (większość „charakteryzowała dorobek”) wybrał temat 5. Napisał pracę poprawną językowo i bez błędów ortograficznych, co już ją pozytywnie wyróżniało. Dostał pełną czwórkę. Test z rosyjskiego napisał na 3, z ustnego dostał 4+. Większość ze 180 przyjętych na ten rok dostała same trójki.

    Nie wiadomo, jak przykładał się później do nauki. Nie udało mi się dotrzeć do arkuszy egzaminacyjnych jego rocznika. Musiał jednak zdać wszystkie egzaminy, skoro dostał absolutorium: z podstaw naukowego socjalizmu i ekonomii politycznej kapitalizmu, z filozofii marksistowskiej i marksistowskiej socjologii, z historii międzynarodowego ruchu robotniczego i z marksistowskiej teorii religii i laicyzacji, z retoryki i technicznych środków propagandy oraz z rosyjskiego.

    Nie wiadomo też, o czym chciał pisać pracę magisterską. Jego koledzy z roku, którzy skończyli studia, pisali m.in. o roli PZPR w demokratyzacji życia, o ofensywie ideologicznej kościoła, o antysocjalistycznym charakterze ruchu Solidarność, o roli prasy, radia i telewizji w umacnianiu kierowniczej roli PZPR.

    Nie wiadomo też, czy – jako słuchacz zaoczny, dojeżdżający na zajęcia raz lub dwa razy w miesiącu – brał udział w proteście przeciwko zamysłowi zamknięcia uczelni. „Projekt likwidacji ANS jest zamachem na wolność nauki” – grzmiał na posiedzeniu senatu uczelni w styczniu 1990 r. towarzysz profesor Ładosz, zachęcając do pikietowania gmachu.

    Nie wiadomo też, czy skorzystał z dobrodziejstwa umorzenia przez senat ANS, na ostatnim wrześniowym posiedzeniu, wszystkich pożyczek z funduszy socjalnych i mieszkaniowych, przyznanych pracownikom i słuchaczom.

    Wiadomo natomiast, że nie skorzystał z otwartej wtedy możliwości natychmiastowego dokończenia studiów na którejś z uczelni państwowych. Po likwidacji ANS został z poręki swego partyjnego kolegi kierownikiem kąpieliska „Fala”, która po latach wyniosła go na fotel prezydenta Łodzi i dała mu wreszcie trzy literki przed nazwiskiem.

    *****


    Wniosek o dwołanie spolegliwego prodziekana

    Prof. Alicja Stępień-Kuczyńska, promotor pracy magisterskiej prezydenta Łodzi Krzysztofa Jagiełły, najprawdopodobniej przestanie być prodziekanem Wydziału Studiów Międzynarodowych
    i Politologicznych UŁ. Wniosek o jej odwołanie wystosowała wczoraj do rektora UŁ rada tego wydziału.

    Członkowie rady krytycznie ocenili postępowanie prof. Alicji Stępień-Kuczyńskiej, która jako prodziekan i promotor umożliwiła Krzysztofowi Jagielle uzyskanie dyplomu Uniwersytetu Łódzkiego w pół roku. Zaliczyła mu bowiem w całości 10 semestrów na Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR i wbrew przyjętym zasadom nie zaleciła dodatkowych przedmiotów uzupełniających tam, gdzie były różnice programowe.

    Zdaniem dyskutujących profesorów, prof. Alicja Stępień-Kuczyńska naruszyła też inną regułę obowiązującą na wydziale: nie przedstawiła radzie tytułu pracy magisterskiej Krzysztofa Jagiełły i całą sprawę utrzymywała w tajemnicy. Niektórzy dyskutanci uznali postępowanie pani prodziekan za nieetyczne.

    – Nie widzę tu działań nieetycznych, widzę polityczne – broniła się pani prodziekan, sugerując, że jest atakowana jako osoba sprzyjająca SLD. Alicja Stępień-Kuczyńska jest byłym pracownikiem Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR, na której studiował Krzysztof Jagiełło.

    Rada Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych wystosuje też do rektora wniosek o sporządzenie opinii prawnej, czy nie zachowując procedury można było Krzysztofowi Jagielle przyznać tytuł magistra.

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)