Wśród pracownic Urzędu Miasta krąży rozczyn na ciasto nazywane „chlebkiem szczęścia”.
– Nazywamy je tak, ponieważ według plotki, ten kto je zje, będzie miał szczęście – opowiada jedna z pracownic.
„Chlebek szczęścia” to roztwór mleka, mąki i cukru, na bazie którego można upiec ciasto, przypominające smakiem ciasto drożdżowe.
Urzędniczki pilnują go jak oka w głowie.
Święcie przestrzegają zasad postępowania z rozczynem, bo jak twierdzą, inaczej ciasto się nie uda i nie spełni swojej roli.
Według instrukcji, która dołączana jest do roztworu, należy: pierwszego dnia – przywitać się z rozczynem, drugiego dnia – postawić go na naczelnym miejscu w kuchni, aby przywitał się z domownikami, trzeciego i czwartego – zamieszać drewnianą łyżką zgodnie z ruchem wskazówek zegara,, piątego – nakarmić szklanką mąki, cukru i mleka, szóstego i siódmego zamieszać, ósmego – znów nakarmić mlekiem cukrem i mąką, dziewiątego – zamieszać, a dziesiątego podzielić na cztery części.
Jedną należy „nakarmić olejem, jajkami, cukrem i upiec wypowiadając przy tym trzy życzenia, a trzy pozostałe części oddać dobrym ludziom”.
– Do tej pory ani prezydent, ani jego zastępcy jeszcze nie dostali takiego chlebka – mówi Marzena Korosteńska, zastępca dyrektora biura prasowego Urzędu Miasta Łodzi.
– Jeżeli pracownice nie pieką go w urzędzie i jeśli przekazywanie go nie dezorganizuje ich pracy, to nie mamy nic przeciwko takim praktykom.